Sprawa pierwsza
Jan Krzysztof Ardanowski poinformował oficjalnie media, że chciałby założyć nową partię. Jego zdaniem, PiS w obecnej kondycji nie ma większych szans na powrót do władzy, a Jarosław Kaczyński nie jest już tak popularny w swej partii jak kiedyś. Były minister rolnictwa uważa, że ugrupowanie straciło poparcie na wsi. - Jeżeli polska centroprawica ma mieć szansę na to, żeby odzyskać władzę, musi w przyszłości powstać w jej ramach układ koalicyjny, który wyłoni rząd, który przejmie odpowiedzialność za sprawy polskie i będzie również starał się powstrzymać czy zmienić ten kierunek, który w Europie jest w tej chwili narzucany - przekonywał Ardanowski.
- Musi powstać nowa centroprawicowa formacja, która może współpracować zarówno z Prawem i Sprawiedliwością, może również z Konfederacją. Bez zagospodarowania tego elektoratu, który zniechęcił się do PiS, ale w sercu, sumieniu ma myślenie właśnie centroprawicowe, zapomnijmy o tym, że uda się realnie wpływać na losy Polski, Europy - dodał.
Sprawdź: Zaskakujące ustalenia w sprawie Hołowni: "Chcą by zrezygnował z prezydentury"
Jak donosi Wirtualna Polska, rozłam ze strony Ardanowskiego wywołał duże poruszenie w PiS. - Mieliśmy się konsolidować, a tu nam Ardan wyskakuje w bok. Niefajnie. Zły sygnał do wyborców, my nie chcemy tego komentować, żeby tego nie nagłaśniać. Ale to wdzięczny temat dla dziennikarzy, zwłaszcza na wakacje – powiedział jeden z posłów PiS. – Tak naprawdę to bardzo ubolewam, że tacy ludzie jak Ardanowski, co by nie sądzić o jego krytycznych, często niesprawiedliwych, słowach o naszym kierownictwie, dystansują się od PiS i chcą odejść – dodał inny.
Galeria poniżej: 14. rocznica katastrofy smoleńskiej: Kaczyński i PiS na obchodach
Sprawa druga
W środę 26 czerwca Monika Pawłowska została ogłoszona członkiem klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości. Jej przyjęcie budzi spore kontrowersje wśród kolegów z klubu, choćby ze względu na poglądy sprzeczne z linią partii (dotyczące np. liberalizacji aborcji). Ponadto objęła mandat po Kamińskim, mimo protestów członków PiS, tym samym uznając decyzję marszałka Szymona Hołowni, co nie spodobało się m.in. prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiego, który "nie wyobrażał sobie", że ktoś obejmie mandat po Kamińskim. W trakcie jej ślubowania członkowie PiS demonstracyjnie opuścili salę plenarną. Rafał Bochenek, czy Piotr Muller mieli twierdzić, że po tej decyzji nie ma szans na miejsce w klubie w PiS.
Przeczytaj: Tomasz Lis podsumował debatę Bidena i Trumpa: "Sklerotyk kontra idiota"
Jeden z działaczy partii bezceremonialnie określił przyjęcie Pawłowskiej jako "wstyd". Inny wtórował mu w niewiele mniej ostrej opinii. - Jak to o nas świadczy, że tego samego dnia odejście z PiS ogłasza ktoś taki, jak Ardanowski, a dołącza do nas Pawłowska? - pytał retorycznie. Co więcej, niektórzy posłowie o dołączeniu Pawłowskiej dowiedzieli się z mediów społecznościowych. Według WP decyzja zapadła "po cichu, w tajemnicy przed posłami PiS". – Nie było posiedzenia klubu, więc żaden z posłów nie mógł się wypowiedzieć. Po prostu Błaszczak zdecydował przy zgodzie Kaczyńskiego i tyle. Taka demokracja w partii – ocenił kolejny z rozmówców.