- Niemcy zapewniają, że europejskie negocjacje dotyczące Ukrainy będą zawsze ściśle koordynowane z polskim rządem.
- Polska, ustami szefa MSZ, domaga się miejsca przy stole negocjacyjnym, wskazując, że kraje Europy Środkowo-Wschodniej są bardziej zagrożone rosyjską agresją niż Niemcy.
- Rzecznik niemieckiego rządu podkreśla, że obecnie nie toczą się żadne negocjacje, Rosja nie wyraża chęci rozmów, a Niemcy nie mają wiodącej pozycji w decydowaniu o formacie.
- Kanclerz Niemiec zaprosił liderów Francji, Wielkiej Brytanii, Włoch i Polski na tzw. spotkanie E5 w Berlinie, aby omówić wyniki szczytów G7 i Rady Europejskiej oraz przygotowania do szczytu NATO.
Stanowcza deklaracja Radosława Sikorskiego: Polska musi być przy stole
Sprawę wywołał wywiad, jakiego szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski udzielił niemieckiemu dziennikowi „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Minister wprost stwierdził, że dotychczasowy format, w którym o sprawach Ukrainy decydują głównie Niemcy i Francja, jest już niewystarczający.
"Francusko-niemiecki silnik jest zbyt mały, aby napędzać tak duży pojazd, jakim stała się UE" – ocenił minister Sikorski. W jego opinii nie można ignorować głosu 150 milionów ludzi żyjących w krajach Europy Środkowo-Wschodniej i Skandynawii, którzy są znacznie bardziej narażeni na rosyjską agresję. Dlatego, jak podkreślił, Polska domaga się swojego miejsca przy stole, gdyby w przyszłości doszło do negocjacji w sprawie Ukrainy, argumentując to zarówno sąsiedztwem z Rosją i Ukrainą, jak i ryzykiem, jakie ponosi.
Jak Niemcy odpowiedziały na słowa polskiego ministra?
Reakcja Berlina była szybka, ale bardzo dyplomatyczna. Z jednej strony pojawiło się uspokajające zapewnienie, a z drugiej – wyraźne stonowanie oczekiwań. Europejskie działania negocjacyjne w sprawie Ukrainy będą zawsze ściśle koordynowane z polskim rządem – zapewnił rzecznik niemieckiego rządu Stefan Kornelius.
Jednocześnie rzecznik dodał, że „nie jest to odpowiedni moment na dyskusję o formatach ani o udziale”. Kornelius zaznaczył, że obecnie żadne rozmowy się nie toczą, a co najważniejsze, sama Rosja nie wykazuje najmniejszej chęci do podjęcia negocjacji. Podkreślił też, że Niemcy nie mają wiodącej roli w decydowaniu o tym, kto miałby takie rozmowy prowadzić.