- Radosław Sikorski na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium krytykuje USA za próby narzucania Europie swoich wartości, w tym odmiennej koncepcji wolności słowa, którą w Polsce i Europie wiąże się z odpowiedzialnością i zakazem promowania totalitaryzmów.
- Szef MSZ wyraził oburzenie ingerencją USA w wewnętrzną politykę sojuszników, podając przykład poparcia Trumpa dla Karola Nawrockiego w polskich wyborach prezydenckich, co narusza dotychczasowe zasady.
- Wskazał, że różnice w postrzeganiu wolności słowa są głęboko zakorzenione w historii Europy, gdzie z ważnych powodów zabrania się propagowania faszyzmu i komunizmu, w przeciwieństwie do niemal nieograniczonej wolności słowa w USA.
- Sikorski podkreślił, że USA ryzykują utratę pozycji w Polsce, kraju dotychczas najbardziej proamerykańskim w Europie, poprzez wybieranie stron w wewnętrznych sporach politycznych, co wprowadza nową, negatywną dynamikę w relacje transatlantyckie.
Sikorski: "USA próbują narzucić nam swoje wartości"
Relacje Europy i Stanów Zjednoczonych znalazły się pod lupą podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa. W dyskusji o stanie więzi transatlantyckich głos zabrał szef polskiego MSZ, Radosław Sikorski. Choć przyznał, że Zachód jako wspólnota wciąż istnieje, to bez ogródek wskazał na rosnące napięcia i fundamentalne różnice, które dzielą obie strony Atlantyku.
Głównym problemem, według polskiego ministra, jest próba narzucania Europie amerykańskiej wizji świata. Wystąpienie Radosława Sikorskiego w Monachium skupiło się na fundamentalnych różnicach, na przykład w podejściu do wolności słowa. W Stanach Zjednoczonych jest ona niemal nieograniczona. W Europie, z uwagi na bolesne doświadczenia historyczne, wygląda to zupełnie inaczej.
– W Europie, z ważnych powodów historycznych, na przykład w Polsce, opowiadanie się za faszyzmem i komunizmem jest zabronione z bardzo ważnych powodów historycznych. Wierzymy w wolność słowa z odpowiedzialnością. A to, co wydarzyło się tutaj rok temu, polegało na tym, że wiceprezydent Stanów Zjednoczonych powiedział nam, że nasza koncepcja wolności słowa to cenzura, a ja po prostu tego nie akceptuję — mówił Sikorski.
Szef polskiej dyplomacji podkreślił, że to sedno obecnych trudności. — Jedna strona Atlantyku próbuje narzucić swoje wartości drugiej stronie i to jest niedopuszczalne — dodał. Aby zilustrować, jak głębokie są to różnice, przywołał osobiste doświadczenie. Wspominał, że gdy pierwszy raz pojechał do Waszyngtonu jako konserwatysta, jego europejskie poglądy na prawo do opieki zdrowotnej czy ograniczenia w dostępie do broni sprawiły, że w Ameryce uznano go za „komucha”.
Polecany artykuł:
Krytyka Radosława Sikorskiego nie dotyczyła jedynie ogólnych różnic cywilizacyjnych. Szef polskiej dyplomacji przeszedł do konkretnych zarzutów, uderzając w działania administracji Donalda Trumpa. Jego zdaniem złamała ona niepisaną, ale dotychczas żelazną zasadę w sojuszniczych relacjach: wzajemne nieingerowanie w wewnętrzne procesy polityczne.
Jako przykład Sikorski przywołał poparcie, jakiego Trump miał udzielić jednemu z kandydatów w polskich wyborach prezydenckich. Minister ocenił takie działania jako całkowicie nową i niebezpieczną praktykę.
Dawniej nie ingerowaliśmy (w sprawy sojuszników), ale ingerowaliśmy w imię demokracji w politykę autokracji, a teraz jest odwrotnie — ocenił Sikorski. — To całkowicie oburzające. I w Polsce, na przykład, jest to irracjonalne.
Polecany artykuł:
Sikorski o Trumpie. "Ja nie mam portretu Putina w moim domu"
Gladden Pappin, prawicowy amerykański politolog, stojący na czele Węgierskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych przestrzegał, by nie przyklejać Trumpowi łatki „apologety Putina”, Sikorski wtrącił wtedy, że amerykański prezydent powiesił w Białym Domu zdjęcie z Putinem. - Ja nie mam portretu Putina w moim domu - zaznaczył.