Sprawa słynnego wybuchu z granatnika wciąż nie daje o sobie zapomnieć. Prokuratura Regionalna w Warszawie poinformowała w czwartek (5.11), że podjęła zawieszone wcześniej śledztwo dotyczące okoliczności przekazania broni generałowi Jarosławowi Szymczykowi. Kluczowy okazał się ruch ze strony ukraińskiej.
Jak przekazał rzecznik Prokuratury Regionalnej w Warszawie, prok. Mateusz Martyniuk, śledczy doczekali się realizacji wniosku o pomoc prawną. – Ukraińcy zrealizowali w części nasz wniosek. Materiały wpłynęły do Prokuratury Regionalnej w Warszawie, skutkiem czego prokuratura podjęła zawieszone śledztwo – wyjaśnił prokurator. Informację o odwieszeniu sprawy jako pierwsze podało radio RMF FM.
Śledczy chcą więcej czasu
To jednak nie koniec działań prokuratury. Ze względu na zbliżający się termin zakończenia postępowania, śledczy złożyli już wniosek do Prokuratury Krajowej o jego przedłużenie na najbliższe miesiące. Nowe dokumenty z Ukrainy wymagają bowiem dalszych czynności procesowych.
W tym konkretnym postępowaniu były komendant główny policji występuje jako osoba pokrzywdzona. Śledczy badają w nim, w jakich dokładnie okolicznościach wręczono mu broń, która później doprowadziła do zniszczeń w budynku komendy przy ul. Puławskiej.
Od pokrzywdzonego do oskarżonego
Sytuacja prawna Jarosława Szymczyka jest jednak wyjątkowo skomplikowana, bo rola pokrzywdzonego to tylko jedna strona medalu. Równolegle przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Mokotowa toczy się proces, w którym generał zasiada na ławie oskarżonych.
Prokuratura zarzuca mu posiadanie granatnika RGW-90 bez wymaganej koncesji oraz przewiezienie go przez granicę bez zgłoszenia służbom celno-skarbowym. Najpoważniejszy zarzut dotyczy jednak samego momentu wybuchu z 14 grudnia 2022 roku. Śledczy oskarżają byłego szefa policji o nieumyślne sprowadzenie zagrożenia dla życia i zdrowia wielu osób oraz mienia w wielkich rozmiarach.
Z ustaleń prokuratury wynika, że granatnik był w pełni sprawną bronią o przeznaczeniu wojskowym, na którą cywil nie może dostać pozwolenia. Choć w Kijowie broń miała być w trybie bezpiecznym, to badania po wybuchu wykazały, że generał Szymczyk samodzielnie wykonał sekwencję czynności, które doprowadziły do odbezpieczenia granatnika i oddania strzału.
Pocisk, który zdemolował pomieszczenia w komendzie, na szczęście nie zdołał się uzbroić. Mimo to Szymczykowi grożą poważne konsekwencje – za pierwszy z zarzutów grozi mu do 8 lat więzienia, a za drugi do 5 lat pozbawienia wolności. Jak ustaliła PAP, kolejna rozprawa w tym procesie odbędzie się 7 grudnia za zamkniętymi drzwiami.