- Marek Sawicki uważa nominację Macieja Berka do TK za błędną ze względu na brak wymaganego 10-letniego stażu prawniczego.
- W ocenie polityka start ugrupowań w ramach osobnych list w 2023 roku był kluczowy dla odsunięcia PiS od władzy, dlatego stanowczo sprzeciwia się pomysłowi tworzenia wspólnej listy wyborczej z KO w przyszłości.
- Według Sawickiego zapowiedziane reformy podatkowe stanowią nieadekwatne zastępstwo dla obiecanej kwoty wolnej 60 tys. zł.
- Poseł PSL jest zdania, że skoro Donald Tusk jednoosobowo i twardą ręką kieruje całym rządem, przez co personalne roszady na stanowiskach ministrów mają drugorzędne znaczenie.
– Jak pan ocenia kandydaturę Macieja Berka do Trybunału Konstytucyjnego?
– Oceniam bardzo wysoko profesjonalizm pana ministra Berka, jeśli chodzi o jego prawnicze umiejętności. Natomiast jeśli chodzi o Trybunał Konstytucyjny, ma dwie wady. Pierwsza bardzo istotna, formalna – nie pełnił zawodu prawniczego 10 lat, a taki jest wymóg formalny, prawny. I drugie – jest czynnym politykiem, który z nadzorcy pracy rządu przesiada się do Trybunału Konstytucyjnego. Jest to dla mnie propozycja niezrozumiała, bo opowiadanie, że pan Berek będzie jakimś supermenem naprawiającym Trybunał Konstytucyjny, jest niewiarygodne. Wyobrażam sobie, że sędzia Berek zbierze wokół siebie siedmiu sędziów i będzie przewodniczącym Trybunału ośmioosobowego. A przewodniczący Święczkowski będzie przewodniczącym Trybunału siedmioosobowego. Będą dwa Trybunały.
– A wyborcy nie odbiorą tej nominacji jako hipokryzji, gdyż rządzący mówili o potrzebie odpolitycznienia TK?
– Nie zastanawiam się tu nad tym, jak to wyborcy odbiorą. Ja to oceniam jako ja, Marek Sawicki. Trzeba znaleźć sposób naprawy Trybunału Konstytucyjnego z zachowaniem procedur. Udało się zrobić to z KRS-em nie łamiąc prawa. Jeśli przez 10 lat opowiada się o tym, że nie wolno upolityczniać trybunału, a później nagle pan premier wychodzi i mówi, że nie będzie ciotunią i wysyłam do TK swoją „prawą rękę”, który miał nadzorować sprawność funkcjonowania wszystkich ministerstw, to rozumiem, że ten mój rząd funkcjonuje „idealnie”. W związku z tym pan Maciej Berek chyba „świetnie” wypełnił już funkcje nadzorcy. Teraz z pewnością na życzenie pana premiera „przywróci” konstytucyjność Trybunału Konstytucyjnego. Tak to mogę odbierać.
Bronisław Komorowski krytykuje pomysł Donalda Tuska! "Idzie po bandzie"
– Wyborcy KO i PSL w sondażu „Super Expressu” opowiedzieli się za wspólnymi listami obu ugrupowań w wyborach. Pan też jest za taką koalicją wyborczą?
– Od dawna powtarzam, że jestem przeciwko jednej liście, bo gdybyśmy mieli jedną listę w 2023 roku, to nie byłoby dziś żadnego „problemu”, bo PiS by dalej rządził w układzie zamkniętym z Karolem Nawrockim, o ile Nawrocki byłby prezydentem.
– Premier Tusk ogłosił zmiany w systemie podatkowym, w tym podniesienie pierwszego progu do 130 tys. zł, przy jednoczesnym podniesieniu CIT. Czy to dobry krok?
– Lepszy rydz niż nic. Przypominam, że pan premier wcześniej obiecał nam kwotę wolną od podatku 60 tys. zł, a mój wicepremier obiecał emeryturę bez podatku. Zamiast tego mamy „szokujący” skok pierwszego progu podatkowego ze 120 do 130 tys. To jest naprawdę „wielki dar” dla podatników. I następnie mniejszy o 30 tys. zł drugi próg, opodatkowany o 8 proc. niżej (do 24 proc.) niż do tej pory. A więc mamy zwrot tego, co zabrał Morawiecki wszystkim podatnikom Polskim Ładem. Ale tylko wąskiej grupie podatników ten zwrot się należy według koncepcji premiera Tuska. Pan premier dokonał też samooceny, że nasz rząd większościowy po trzech latach rządzenia stać na tak „głębokie reformy podatkowe” i na niewypełnienie obietnicy wyborczej zapisanej w umowie koalicyjnej, a więc kwoty wolnej od podatku - na rzecz trzeciej stawki podatkowej 24 proc. dla bardzo wąskiej grupy podatników.
– Pan już dawno temu postulował stopniowe dochodzenie do kwoty wolnej 60 tys. zł, ale propozycji rząd nie wysłuchał.
– Od 6 miesięcy pan minister Domański miał projekt Federacji Przedsiębiorców Polskich oraz PSL-u na stole. Proponowaliśmy trzyletni okres dochodzenia kwoty wolnej od podatku 60 tys. zł. I tam proponowaliśmy skutki dla budżetu w 2027 r. na poziomie poniżej 3,5 mld zł. Te, które proponuje teraz pan Domański są dużo większe. Myśmy proponowali też likwidację opodatkowania emerytur, bo przy kwocie wolnej 60 tys. zł, podatek płaciłoby tylko 3 proc. emerytów. Nasz pomysł po trzech latach kosztowałby 30 mld zł rocznie, a nie 60 mld zł, jak mówili pan Domański z panem premierem. No i chodziło nam o spełnienie obietnic wyborczych. A tak nie mamy spełnionych obietnic, tylko quasi obniżkę podatku. Premier mówi, że skorzysta 3,5 mln podatników, a eksperci twierdzą, że obejmie to nawet nie 2 miliony. Dla osób u szczytu podatkowego 150 tys. zł, będzie to zmniejszenie podatku o 3500 zł. Czyli lepszy rydz niż nic.
– Czy Szymon Hołownia powinien wejść do rządu, o czym się mówi ostatnio?
– Pan Szymon Hołownia mógł wejść do rządu przy poprzedniej rekonstrukcji, ale nie chciał. A czy teraz chce? Nie wiem. W mojej ocenie nie ma to wielkiego znaczenia, dlatego że rząd jest sterowany przez pana premiera Donalda Tuska, który trzyma go krótką ręką. W związku z tym, czy ministrem będzie pan Hołownia, czy pani Pełczyńska-Nałęcz, czy to będzie pani Cienkowska, nie ma to znaczenia. Pełną odpowiedzialność i decyzje podejmuje pan premier Donald Tusk.
– Jeśli mówimy o rządzie, to widać, że szybką karierę robi wiceszefowa MON Magdalena Sobkowiak-Czarnecka. Czy byłaby dobrą kandydatką na premiera po wyborach?
– Ale dlaczego po wyborach, a nie przed nimi? Pan premier Donald Tusk najpierw powołał panią minister na pełnomocnika rządu ds. SAFE, a teraz na pełnomocnika ds. infrastruktury krytycznej. A więc de facto pani Sobkowiak-Czarnecka ma dzisiaj większe kompetencje niż którykolwiek z wicepremierów, bo nadzoruje pracę przynajmniej trzech, jeśli nie czterech resortów: Ministerstwa Obrony Narodowej, Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, Energii i w jakimś sensie także kwestie związane z infrastrukturą. To wszystko jest związane z zarządzaniem kryzysowym i z budowaniem odporności. Więc jeśli sprawdzi się na tych dwóch funkcjach, a notowania pana premiera są nie za wysokie, zresztą rządu też, no to może warto się zastanowić nad tym, czy pani Sobkowiak-Czarneckiej nie zaproponować na premiera już teraz.
Prof. Rafałowski: Bogucki jako premier oznaczałby utratę władzy przez Kaczyńskiego
– Jeśli porównywać kompetencje wicepremierów, to solidne doświadczenie ma Radosław Sikorski, który jest nieformalnym następcą Donalda Tuska.
– Ale Radosław Sikorski ma tę wadę, że jest z Koalicji Obywatelskiej i w mojej ocenie pan premier Donald Tusk od dłuższego czasu konkurencji Sikorskiego się obawiał. Natomiast konkurencji pani Sobkowiak-Czarneckiej obawiał się nie będzie, tym bardziej, że ona jest bardziej przypisana do PSL-u niż do KO.
– Przez pierwszy rok prezydentury Karola Nawrockiego, jego współpraca z rządem była burzliwa. A jak będzie przebiegała do wyborów w 2027 r., czyli jeszcze ponad rok?
– Dalej będzie to, co zapowiedział pan prezydent kilka dni po zaprzysiężeniu, bo w swoim expose obiecał nam w Sejmie, że będzie „prezydentem wszystkich Polaków”. Ten slogan przy każdym zaprzysiężeniu przez nowych prezydentów wybrzmiewa. Ale później bardzo odważnie i szczerze powiedział Karol Nawrocki w kilku wywiadach, że jego celem jest obalenie rządu Tuska i w tym jest bardzo konsekwentny, bo startował w wyborach prezydenckich po to, żeby układ Tuska nie został domknięty i w tej chwili buduje własny układ. W tym jego układzie naturalnym kandydatem na premiera jest pan Bogucki, a na ministra spraw zagranicznych pan Przydacz. To oni kreują pracę kancelarii pana prezydenta Nawrockiego i tak naprawdę 15 sierpnia prezydent przemawiał panem Przydaczem, który występując w Sejmie posługiwał się podobnym językiem.
Rozmawiał: Adam Brzozowski