Prof. Rafałowski: Bogucki jako premier oznaczałby utratę władzy przez Kaczyńskiego

Przemysław Czarnek nie sprawdził się jako kandydat PiS na premiera. Czy partia postawi na kogoś innego? – W tej sprawie trwają zakulisowe rozmowy z prezydentem. Najlepszym kandydatem byłaby jego prawa ręka, szef Kancelarii Zbigniew Bogucki – mówi w rozmowie z „Super Expressem” prof. Wojciech Rafałowski, socjolog polityki z Uniwersytetu Warszawskiego.

Socjolog prof. Wojciech Rafałowski w ciemnej marynarce i czerwonym krawacie. Wywiad z ekspertem przeczytasz na SE Polityka.
Autor: Marek Kudelski/Super Express
  • Prezydent Nawrocki obniża poziom debaty, lansując nacjonalizm zamiast prowadzić realną dyskusję o modernizacji armii – tal prof. Rafałowski ocenił wystąpienie głowy państwa 15 sierpnia 2026 r.
  • Prof. Rafałowski podkreśla, że kandydatura Macieja Berka do TK pokazuje „hipokryzję rządu”, która może paradoksalnie wzmacniać Konfederację.
  • – Czarnek odstrasza umiarkowanych wyborców, a prawdziwy dylemat Kaczyńskiego polega na tym, czy oddać pole Nawrockiemu, czy jeszcze walczyć o swoją pozycję – mówi nam socjolog.

„Super Express”: – Podczas obchodów Święta Wojska Polskiego premier, prezydent, wicepremier i szef MON ponownie poróżnili się w sprawie programu SAFE. Czy wykorzystywanie święta narodowego do potyczek politycznych stało się standardem?

Prof. Wojciech Rafałowski: – Jeżeli miałoby być to standardem, to jest to smutny standard, ponieważ wydaje się, że takie święto powinno być raczej budowaniem jedności, podnoszeniem na duchu, kształtowaniem morale, ale nie poprzez taką krytykę. Moim zdaniem, argument prezydenta Nawrockiego, że niepolskie słowo pojawiło się na sztandarach, był argumentem na poziomie „oze-sroze” Przemysława Czarnka. Prezydent zredukował się do takiego poziomu w dyskusji. Nic dziwnego, że potem minister obrony odgryzał mu się, ale w sposób bardziej delikatny. Władysław Kosiniak-Kamysz próbował znaleźć polskie wytłumaczenie dla „SAFE”. Wiadomo jednak, że „safe” znaczy po prostu „bezpieczeństwo” i tyle, a wizerunkowo hasło jest jednoznaczne. Podczas dyskusji, mam wrażenie, prezydent próbował lansować nacjonalizm. Mamy bowiem program, który ma modernizować armię, lecz zamiast spierać się o szczegóły, wytykano anglojęzyczną nazwę. Nie ma nic złego w nazwie, która się dobrze sprzedaje.

– Koalicja Obywatelska utrzymuje wysokie notowania, ale poparcie dla Lewicy gwarantuje jej wejście do Sejmu. Jak pana zdaniem będzie wyglądał układ sił w koalicji rządowej za rok, tuż przed wyborami?

– Tego jeszcze nie wiemy. Rząd musi zrealizować jeszcze parę postulatów, choć wiadomo, że wszystkiego nie zrealizuje, ale powinien się jak najwięcej starać. Myślę, że podniesienie drugiego progu podatkowego może w tym pomóc. Bardzo dobra była decyzja o obniżeniu cen paliw, bo w Polsce podobno są dziś najniższe ceny paliw w Europie. Natomiast widać, że przyszłe szanse koalicji rządowej tkwią w dobrym skonstruowaniu list, czyli prawdopodobny będzie start na dwie listy. Jedna Koalicji Obywatelskiej, PSL-u i Polski 2050, a druga będzie listą lewicową, która pozwoli wyborcom lewicowym poczuć, że ciągną rząd w lewą stronę. Z kolei politycy lewicy na liście KO to nie byłby chyba najlepszy pomysł, gdyż później głosy mogłyby się przelać na kogoś innego. Wyborcy lewicowi muszą mieć swoją własną listę, gdyż partia Razem, jak wiadomo, jest antyrządowa i nie pomoże w ewentualnym powstrzymaniu rządów prawicy. Natomiast wiele zależy właśnie od tego, jak ułoży się poparcie dla list prawicowych. Jeżeli się okaże, że będą cztery ugrupowania o podobnym poparciu, albo dwa wiodące (PiS i Konfederacja) i dwa mniejsze (Braun i Morawiecki), to może wystąpić sytuacja, w której metoda D’Hondta bardzo tym ugrupowaniom zaszkodzi, jeżeli będą rozdrobnione. Oczywiście wspólna lista prawicy jest w interesie Jarosława Kaczyńskiego, ale tylko w jego interesie, więc sądzę, że ona nie powstanie. No a jakie będzie poparcie? Wszystko zależy od polityki rządu i jakości kampanii wyborczej.

Ryszard Petru rusza w Polskę. Czy tak przyciągnie do siebie wyborców Mentzena?

– Pojawiły się doniesienia, że Szymon Hołownia mógłby objąć funkcję wicepremiera. Czy to realny scenariusz i co oznaczałoby to dla Polski 2050?

– Wygląda na to, że były marszałek Hołownia postanowił jednak na nowo przejąć inicjatywę w swojej własnej partii. To trochę późno, ponieważ to, co się wydarzyło po przejęciu władzy przez Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz, czyli rozpad, to są zmiany, których już chyba nie da się naprawić. Wejście Hołowni do rządu byłoby wydarzeniem z poziomu polityki gabinetowej. Natomiast nie ma to jakiegoś wybitnego, merytorycznego uzasadnienia. Jeżeli jest to niezbędne do utrzymania koalicji, to będzie się to musiało stać. Ale to nie jest decyzja, która będzie budziła jakiś entuzjazm czy dawała punkty w sondażach.

Wejście Hołowni do rządu byłoby wydarzeniem z poziomu polityki gabinetowej. Natomiast nie ma to jakiegoś wybitnego, merytorycznego uzasadnienia.

– Jak ocenia pan pomysł kandydatury Macieja Berka do Trybunału Konstytucyjnego?

– Jest to pomysł, który niestety pokazuje hipokryzję rządu. To znaczy ukazuje, że pewne ideały, które głosili obecni rządzący, są odkładane na bok ze względu na potencjalną skuteczność polityczną. Twardy elektorat uznaje takie ideały za istotne, ale on nie ma alternatywy, więc wybaczy tę decyzję rządzącym. Natomiast będzie to dosyć mocny argument dla opozycji, która podkreśli hipokryzję rządzących, w związku z czym może to wzmacniać – paradoksalnie – Konfederację i elektorat, który jest niezadowolony z obecnych rządów, mówiący: „Robią coś, co jest wbrew ich własnym propozycjom, bo mieli projekt ustawy odrzucony przez prezydenta, który mówił, że ludzie pracujący w administracji rządowej nie mogą wejść do Trybunału Konstytucyjnego”.

– Czyli decyzja premiera w sprawie pana Berka może być paliwem politycznym dla Konfederacji?

– Uważam, że może wzmocnić Konfederację, bo pokazuje: „No tak, oni znowu robią to samo, co poprzednicy, a ideały mają drugorzędne znaczenie”. Oczywiście ta sprawa nie jest dla wyborców tak ważna jak ceny benzyny, ale mimo wszystko można było znaleźć innego specjalistę, który mógłby wejść do Trybunału i pracować w nim podobnie jak pan Berek. Domyślam się, że chodzi o to, aby TK zmienił swoje oblicze.

KO i PSL wystartują razem w 2027 roku? To badanie może wpłynąć na decyzje partyjnych liderów

– Temat odejścia Mateusza Morawieckiego i jego ludzi z PiS chwilowo ucichł. Jakie mogą być konsekwencje tego rozłamu w PiS dla prawicy?

– Na razie trwają tam zakulisowe działania. Partia, po tym jak się utworzy na poziomie klubu parlamentarnego, musi stworzyć struktury, co jest niezbędne. Bez struktur partia przetrwać może tylko jedną kadencję parlamentu, co pokazały badania. Widzimy to na przykładzie Polski 2050. I na takich działaniach Rozwój Plus teraz się koncentruje. Wakacyjna cisza jest momentem na refleksję i na przyznanie, że mamy nowy krajobraz polityczny. Pytanie: co się komu opłaca? Jeżeli ktoś był blisko Morawieckiego, a jeszcze nie odszedł z PiS, to może myśleć: „Jakie są moje szanse na dobre miejsce na liście wyborczej?” albo „Czy lepiej mieć jedynkę lub dwójkę u Morawieckiego, czy wylądować na ósemce na liście PiS-u i nie mieć szans na wejście do Sejmu?”. A PiS ma coraz słabsze poparcie, więc biorących miejsc będzie coraz mniej. Czyli po okresie namysłu w najbliższych miesiącach będziemy widzieli pojedyncze przejścia, ale głównie w stronę ugrupowania Mateusza Morawieckiego.

– A co będzie z pozycją Przemysława Czarnka? Nie sprawdził się jako kandydat na premiera, poparcie dla PiS spadło. Partia postanowi na innego kandydata?

– Podejrzewam, że w tej sprawie trwają zakulisowe rozmowy z prezydentem, ponieważ najlepszym kandydatem byłaby prawa ręka prezydenta – szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki. Ale gdyby on został kandydatem na premiera, to znowu byłoby to oddanie pola prezydentowi. To oznaczałoby utratę władzy przez Kaczyńskiego i przypieczętowało fakt, że to Nawrocki jest dziś liderem prawicy, a nie prezes PiS. Cała ta sprawa jest aktualnie głównym dylematem Jarosława Kaczyńskiego – czy pójść w tym kierunku i zostać emerytowanym przywódcą prawicy, oddać pole młodym, czy jeszcze w jakiś sposób zawalczyć o swoją pozycję. Z kolei Czarnek, jak wiadomo, jest jego reprezentantem, który nie przyciąga wyborców. Przemysław Czarnek przez swój bardzo agresywny wizerunek i lekceważenie rozmaitych grup nie zachęca umiarkowanego elektoratu. Miał przyciągać wyborców Brauna, ale tego też ewidentnie nie robi.

– Autorzy inicjatywy zorganizowania referendum w sprawie odwołania prezydenta Warszawy ogłosili, że zebrali na razie 40 tys. podpisów. Docelowo potrzeba 132 tys. podpisów. Będzie sukces?

– 40 tysięcy pokazuje, że ta inicjatywa Komitetu ma chyba niewielkie szanse, ponieważ nie pomogła jej głośna promocja i zaangażowana energia. Widuję miejsca do zbierania podpisów i tam prawie nikt się nie pojawia. Wygląda na to, że inicjatywa nie zyskała poparcia wśród warszawiaków.

Rozmawiał Adam Brzozowski

PROF. DUDEK OSTRO: TUSK NIE RÓŻNI SIĘ OD KACZYŃSKIEGO!
Sonda
Czy Koalicja Obywatelska utrzyma prowadzenie do wyborów?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki