Spis treści
Dlaczego Amerykanie nie zaczynają głosowania o tej samej porze?
W amerykańskim systemie wyborczym nie istnieje jedna, ogólnokrajowa ustawa, która narzucałaby sztywny harmonogram otwarcia punktów do głosowania. Jak przypominają amerykańskie media zajmujące się analityką polityczną, organizacja wyborów – zarówno tych prezydenckich, jak i wyborów połówkowych (midterm elections) – leży całkowicie w kompetencjach władz poszczególnych stanów, a czasem nawet decydują o tym poszczególne hrabstwa. Dodatkowym czynnikiem determinującym harmonogram jest oczywista geografia. Kontynentalne Stany Zjednoczone rozciągają się na cztery główne strefy czasowe, nie licząc Alaski i Hawajów.
Prawdziwy maraton wyborczy rusza przed południem polskiego czasu, gdy masowo otwierają się punkty wyborcze we wschodnich stanach, a ostateczne rozstrzygnięcia poznamy dopiero wtedy, gdy głosowanie zakończą mieszkańcy zachodniego krańca Ameryki.
O której godzinie czasu polskiego ruszają kluczowe stany?
Najwcześniej, bo już o 5:00 rano czasu lokalnego, pracę rozpoczynają komisje w niektórych częściach stanu Vermont. W Polsce jest wtedy godzina 11:00. Jednak największa fala głosujących rusza do urn o 6:00 rano czasu wschodniego, czyli w samo południe (12:00) czasu polskiego. Wtedy otwierają się lokale między innymi w Nowym Jorku, New Jersey, Wirginii czy Connecticut. Pół godziny później, o 12:30 czasu polskiego, głosowanie rozpoczyna się w Karolinie Północnej oraz Ohio.
Z perspektywy ostatecznego układu sił w Kongresie, decydujące znaczenie mają tak zwane stany wahające się (swing states). W Pensylwanii, Michigan oraz w Georgii obywatele mogą oddawać głosy od godziny 7:00 rano czasu wschodniego. Dla obserwatorów w Polsce oznacza to, że w tych newralgicznych regionach pierwsze karty wyborcze trafiają do urn punktualnie o godzinie 13:00. To właśnie od stopnia mobilizacji wyborców w tych miejscach w pierwszych godzinach po otwarciu lokali zależy dynamika całego dnia wyborczego.
Zachodnie wybrzeże i późny start głosowania
Gdy na Wschodnim Wybrzeżu trwają już intensywne kampanie profrekwencyjne, zachodnia część kraju dopiero budzi się do życia. Arizona, będąca jednym z najbardziej zaciętych politycznych frontów zarówno w kontekście prezydenckim, jak i wyścigów do Senatu, otwiera swoje lokale o godzinie 6:00 rano czasu górskiego (Mountain Time). Ze względu na różnice w strefach czasowych i fakt, że Arizona nie zmienia czasu na letni, w Polsce jest wtedy godzina 14:00.
Jeszcze później do gry wkracza Nevada, gdzie głosowanie rusza o 7:00 czasu pacyficznego. Oznacza to, że obywatele tego stanu zaczynają wybierać swoich przedstawicieli w Waszyngtonie dopiero o godzinie 16:00 czasu polskiego. Kalifornia, dostarczająca największą liczbę mandatów w amerykańskiej Izbie Reprezentantów, otwiera swoje punkty do głosowania również o 16:00 naszego czasu, rozpoczynając ostateczną fazę masowego oddawania głosów w zachodniej części kraju.
Nierównomierne tempo zliczania i zamykania lokali
Różnice w godzinach otwarcia lokali mają bezpośrednie przełożenie na moment ich zamknięcia, a co za tym idzie – na tempo spływania pierwszych oficjalnych wyników. Kiedy pierwsze punkty wyborcze w Kentucky i Indianie kończą pracę już o 18:00 czasu wschodniego (północ w Polsce), wyborcy w Kalifornii, Oregonie czy na Hawajach mają wciąż wiele godzin na dojazd do urn. Powoduje to, że stacje telewizyjne oraz agencje informacyjne muszą operować szczątkowymi danymi z ogromną ostrożnością, aby nie zniechęcić osób, które w innych strefach czasowych dopiero stoją w kolejkach do głosowania.
Sytuację komplikują również lokalne regulacje dotyczące weryfikacji i przeliczania kart. Część stanów pozwala urzędnikom na wcześniejsze przygotowanie i zliczanie głosów oddanych korespondencyjnie, podczas gdy inne regiony – na przykład wspomniana wcześniej Pensylwania – rygorystycznie zabraniają otwierania kopert przed oficjalnym dniem wyborów. Taka wielowarstwowa procedura, nałożona na rozbieżności w strefach czasowych, sprawia, że wyłanianie zwycięzców w najbardziej wyrównanych okręgach przeciąga się na następne dni.