- Wymiana uprzejmości na linii Warszawa-Waszyngton. Ambasador USA chwali szefa MON.
- Kim jest „K2”? Niezwykły przydomek dla polskiego ministra.
- Tajemnicze spotkanie z Donaldem Trumpem. Co wydarzyło się w 2018 roku?
- Sojusz polsko-amerykański silniejszy niż kiedykolwiek?
„Kraj jest ważniejszy od polityki”
Wszystko zaczęło się od wpisu w mediach społecznościowych. Ambasador Stanów Zjednoczonych w Polsce, Tom Rose, w bardzo ciepłych słowach ocenił współpracę z wicepremierem i szefem MON, Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem. Nazwał go kluczowym architektem rozbudowy polsko-amerykańskiego partnerstwa w dziedzinie obronności.
Ambasador Rose nie szczędził komplementów.
Dla K2 kraj jest ważniejszy od polityki, obowiązek ważniejszy od podziałów, a wyniki ważniejsze od retoryki – napisał, ujawniając przy okazji, jak Amerykanie nazywają polskiego ministra.
Podkreślił też, że Władysław Kosiniak-Kamysz lojalnie współpracuje z prezydentem Karolem Nawrockim, nie pozwalając, by różnice polityczne zakłóciły ich wspólną misję.
Wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz szybko odpowiedział na te słowa, dziękując za zaangażowanie we wzmacnianie sojuszu polsko-amerykańskiego. Zapewnił, że każdego dnia obie strony pracują na rzecz wspólnego bezpieczeństwa. Ta publiczna wymiana uprzejmości wygląda na standardową dyplomację, ale dzieje się w momencie, gdy na jaw wychodzą kulisy zaskakującego spotkania na szczycie.
Każdego dnia wspólnie pracujemy na rzecz bezpieczeństwa naszych krajów 🇵🇱🤝🇺🇸 Dziękuję za Pana zaangażowanie we wzmacnianie naszego sojuszu oraz za to, jak aktywnie wspiera Pan wysiłki Polski w zapewnieniu bezpieczeństwa całej wschodniej flanki NATO - napisał na X szef polskiego MON.
O czym Władysław Kosiniak-Kamysz rozmawiał z Donaldem Trumpem?
Ta kurtuazyjna wymiana zdań między ambasadorem a ministrem to próba załagodzenia sytuacji, która od kilku dni elektryzuje polską scenę polityczną. Chodzi o spotkanie wicepremiera Kosiniaka-Kamysza z prezydentem USA Donaldem Trumpem, do którego doszło w marcu 2026 roku. Choć od rozmowy minęło trochę czasu, jej szczegóły dopiero teraz stają się przedmiotem publicznej debaty.
Politycy opozycji oraz kancelaria prezydenta Karola Nawrockiego zaczęli głośno domagać się, by szef MON ujawnił, co było tematem rozmowy. Sprawę podgrzał europoseł Adam Bielan, który przyznał, że był jednym z organizatorów spotkania. Jego zdaniem miało ono służyć „odblokowaniu” negocjacji w sprawie stałej bazy wojskowej w Polsce.
Głównym źródłem politycznego zamieszania jest jednak nieoficjalna informacja, że podczas spotkania Władysława Kosiniaka-Kamysza z Donaldem Trumpem poruszono tematy dotyczące krajowej polityki. W mediach pojawiły się sugestie, że prezydent USA mógł namawiać lidera PSL do zmiany sojuszy i opuszczenia rządu Donalda Tuska.
Rząd Tuska nabiera wody w usta
Reakcja rządu Donalda Tuska na te doniesienia jest bardzo ostrożna. Szef MSZ, wicepremier Radosław Sikorski, stwierdził, że z tak ważnej rozmowy powinna powstać oficjalna notatka, która nigdy nie trafiła do jego resortu. Zasugerował, że spotkanie mogło służyć „próbie zaangażowania obcego państwa w naszą wewnętrzną politykę”.
Najwięcej emocji wzbudził jednak komentarz samego premiera. Donald Tusk uciął spekulacje, stwierdzając, że rozmowa miała dyskrecjonalny charakter, ale dotyczyła „raczej sytuacji wewnętrznej w Polsce”, dodając, że była „zbyt ciekawa, żeby o niej publicznie mówić”. Te słowa tylko wzmocniły podejrzenia, że stawka rozmów była znacznie wyższa niż tylko współpraca wojskowa Polska-USA. Nikt w rządzie nie chce jednak oficjalnie potwierdzić, czy Donald Trump faktycznie próbował przekonać Władysława Kosiniaka-Kamysza do zmiany frontu politycznego.
Co na to sam Kosiniak-Kamysz?
Lider ludowców, postawiony w centrum politycznej burzy, stara się tonować nastroje. Podczas jednego ze spotkań z dziennikarzami podkreślił, że jego głównym celem podczas rozmowy z prezydentem USA było podziękowanie za obecność amerykańskich żołnierzy w Polsce. To kluczowy element gwarancji bezpieczeństwa dla naszego kraju.
Władysław Kosiniak-Kamysz stwierdził również, że podczas jego marcowego spotkania z Donaldem Trumpem temat amerykańskiej bazy wojskowej w ogóle się nie pojawił. Według niego konkretna deklaracja w tej sprawie ze strony amerykańskiej padła dopiero kilka miesięcy później, we wrześniu. Tłumaczenia ministra są jednak bardzo ogólne i nie odpowiadają wprost na pytanie, czy prezydent USA próbował ingerować w układ sił w polskim rządzie.