- W PiS pojawiły się otwarte konflikty i ostre wymiany zdań między jej politykami, co kontrastuje z wcześniejszą dyscypliną i jednolitym przekazem.
- Spory dotyczą zarówno bieżących kwestii, jak i rywalizacji frakcji o wpływy przed wyborami, co doprowadziło do publicznych napięć i komentarzy.
- W reakcji na narastające podziały prezes partii zapowiedział zdecydowane działania wobec osób podsycających wewnętrzne konflikty, podkreślając wagę jedności.
Błahy powód poważnej awantury
W murach Sejmu doszło niedawno do gwałtownego starcia, które obnażyło nerwową atmosferę panującą w szeregach Prawa i Sprawiedliwości. Zarzewiem konfliktu stała się sprawa uposażenia i diety, przebywającego na Węgrzech Zbigniewa Ziobry (56 l.). Podczas rozmowy Ryszarda Terleckiego (77 l.) z dziennikarką telewizji, na pytanie o zasadność wypłacania środków nieobecnemu posłowi, Terlecki odparł lakonicznie: „No, jak nie przychodzi, to trudno”, przyznając jednocześnie, że nie zna dokładnie przepisów. Wypowiedź ta wywołała reakcję obecnego w pobliżu Sebastiana Kalety (37 l.), bliskiego współpracownika Ziobry. „Może pan się w tej sprawie nie wypowiada” – rzucił Kaleta do starszego o 40 lat partyjnego kolegi, dodając, że Ziobro jest „obiektem represji politycznych”, o czym Terlecki powinien wiedzieć.
Kto wygrywa w konkursie Kaczyńskiego na premiera? Już wszystko jasne
Wymiana zdań przeniosła się do sfery publicznych komentarzy. Terlecki, zapytany o zachowanie młodszego posła, nie przebierał w słowach, określając je mianem „gównia...erii”. Na ripostę nie trzeba było długo czekać. Eurodeputowany Patryk Jaki (41 l.) ostro skrytykował weterana PiS w serwisie X: „Za każdym razem od 10 lat, kiedy Terlecki otwiera usta, daje paliwo drugiej stronie”. Sam Kaleta dorzucił: „Wolę, aby obrażał mnie, a nie ministra Ziobro”. W obronie Terleckiego stanął Mateusz Morawiecki (58 l.), który zaapelował do „rozgrzanych głów” o powściągliwość. Według byłego premiera Terlecki powiedział to, co słychać od wyborców na spotkaniach, a „granie na wewnętrzny konflikt to realizacja scenariusza przeciwników”.
Wierzchołek góry lodowej
Tak otwartej kłótni wśród polityków PiS chyba jeszcze nie było. Sytuacja stała się na tyle poważna, że zmusiła prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który wracał powoli do zdrowia po zapaleniu płuc, do zabrania głosu. Lider partii wrócił zatem do biura przy ul. Nowogrodzkiej, by „ugasić pożar”. Jego reakcja była stanowcza – w oficjalnym wpisie zagroził surowymi konsekwencjami: „Od teraz każdy, kto zabierze głos w szkodliwej dyskusji, niezależnie od zasług i pozycji, zostanie zawieszony w prawach członka PiS” – napisał w serwisie X. Kaczyński podkreślił, że taka decyzja będzie miała „oczywisty wpływ także na jego polityczną przyszłość”.
Incydent ten jest tylko wierzchołkiem góry lodowej. Podziały w PiS pogłębiają się od 2025 roku, ukazując walkę o wpływy w partii kilku frakcji przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku. Główna oś sporu przebiega między stronnikami Mateusza Morawieckiego, nazywanymi „harcerzami”, a grupą „maślarzy”, kojarzoną z otoczeniem prezesa i dawnym „zakonem PC”. Symbolem rozłamu stały się dwa oddzielne spotkania świąteczne – jedno oficjalne na Nowogrodzkiej, a drugie zorganizowane przez Morawieckiego dla około setki lojalnych mu działaczy. Były premier zaczął manifestować odrębność, bojkotując m.in. posiedzenia Prezydium Komitetu Politycznego.
Atmosferę podgrzewają też spory o Jacka Kurskiego (60 l.), które ujawniły się w grudniu. Gdy były prezes TVP skrytykował Morawieckiego, europoseł Piotr Müller (37 l.) wezwał Kurskiego do odejścia, porównując jego działania do „rozlewania szamba dookoła”.
Oliwy do ognia dolał sam prezes Kaczyński, który postanowił wybrać kandydata partii na przyszłego premiera. Według jego kryteriów, ma to być ktoś młody (poniżej 50. roku życia), ktoś podobny do Karola Nawrockiego (43 l.). Na giełdzie nazwisk pojawiają się znani politycy jak Przemysław Czarnek (49 l.), ale są też mniej znane osoby jak Tomasz Szatkowski (48 l.). Jawnie wykluczeni zostali zaś politycy starszego pokolenia, w tym np. Mateusz Morawiecki.
Prezes na nowo wchodzi do gry
Tak sytuację w PiS ocenił dla "Super Expressu" politolog, dr Bartłomiej Machnik:
- Problemy PiS rozpoczęły się w 2023 roku po przegranych przez partię wyborach. Doszło do pewnej erozji i ujawnienia się konfliktów, które były albo niewidoczne, albo minimalizowane w czasie rządów, bo rządzenie mobilizuje do tego, żeby dbać o spójność. Pamiętajmy też, że jest bardzo duża grupa polityków, którzy na równi marzą o tym, żeby przejąć schedę po Jarosławie Kaczyńskim, więc zaczęła się walka poszczególnych frakcji. To z jednej strony jest normalne, ale skala i otwartość konfliktu są zaskakujące. Można odnieść wrażenie, że Jarosław Kaczyński jest na równi pochyłej, czyli zmierza w stronę emerytury, odejścia w odstawkę. Z tego powodu obudzone zostały ambicje u polityków PiS. Ale jak widzimy, prezes PiS odpoczął po chorobie i wchodzi do gry na nowo.
Różne pomysły na sytuację w partii
inny politolog, dr Bartłomiej Biskup, uważa, że w PiS panuje nerwowa atmosfera spowodowana fatalnymi wynikami sondaży:
- Notowania PiS są nie za wysokie, co prowadzi do obserwowanych przez nas frustracji w szeregach polityków tej partii. Sytuacja partii jest zatem niepewna ze względu na odpływ wyborców, czyli do Konfederacji, czy Konfederacji Korony Polskiej. W PiS pojawiają się różne pomysły rozwiązań. Jedni chcą przekaz zaostrzyć, a inni go złagodzić. Jedynym centrum podejmowania decyzji jest Jarosław Kaczyński, ale wszyscy mają z tyłu głowy fakt, że czeka go polityczna emerytura. Przed wyborami różne frakcje starają się wzmocnić swoją rolę, by pokazać, że gdyby Kaczyński chciał za dwa lata przekazać komuś władzę, to oni są gotowi ją przejąć. Myślę jednak, że sytuacja w partii uspokoi się na jesieni tego roku, gdy poszczególni członkowie upewnią się, że znaleźli się na listach wyborczych - mówi nam ekspert.