- Nowy ton administracji Trumpa? Podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa sekretarz stanu Marco Rubio mówił o partnerstwie z Europą, a nie o jej wasalizacji. Zdaniem eksperta Polski Instytut Spraw Międzynarodowych zmieniła się retoryka, ale nie strategiczne cele USA.
- Europa ma wziąć większą odpowiedzialność za bezpieczeństwo. Administracja Donald Trump oczekuje, że państwa europejskie zwiększą wydatki na obronność, przejmą ciężar wsparcia Ukrainy i wzmocnią armie lądowe w ramach NATO.
- Strategiczna niepewność jako narzędzie presji. Wątpliwości co do gotowości USA do pełnego zaangażowania w obronę Europy mogą być elementem świadomej gry – podnoszą presję na europejskich liderów i przyspieszają modernizację wojska.
- Symboliczna trasa Rubio w Europie Środkowej. Wizyty na Słowacji i Węgrzech – oraz deklaracja „złotej ery” relacji z rządem Viktora Orbána – mogą być sygnałem politycznym Waszyngtonu wobec regionu i Unii Europejskiej?
Trump łagodnieje wobec Europy? Słowa Rubio wywołały oklaski
„Super Express”: - Podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa sekretarz stanu Marco Rubio nie szczędził pochwał pod adresem Europy. Mówił wręcz, że Amerykanie czują się dziećmi Europy. W trakcie wizyty na Słowacji zapewniał, iż administracja Trumpa nie oczekuje od Europy bycia wasalem, lecz chce widzieć w niej silnego sojusznika. Wystąpienie to spotkało się z oklaskami i było szeroko komentowane. Czy według Pana zwiastuje to realną zmianę w podejściu Donalda Trumpa do relacji z Europą, które do tej pory opierały się raczej na pouczaniu niż na partnerstwie?
Paul Balawajder: - Z całą pewnością decydenci w Europie wyczekiwali wystąpienia sekretarza Marco Rubio z dużymi emocjami. Warto tu przywołać zeszłoroczne wystąpienie wiceprezydenta J.D. Vance’a, którego słowa odbiły się w Europie bardzo głośnym echem, zwłaszcza te dotyczące rzekomego upadku cywilizacyjnego czy problemów z wolnością słowa na Starym Kontynencie. Była to wówczas niezwykle mocna retoryka. Obecna wypowiedź Marco Rubio wydaje się łagodniejsza, choć w moim odczuciu sedno sprawy pozostaje niezmienne. Rubio ubrał to w lepsze, nieco bardziej delikatne słowa, jednak widać wyraźnie, że porusza się po tej samej linii ideologicznej, co wcześniej J.D. Vance. Mimo owacji na stojąco, o których pan wspomniał, wciąż mamy do czynienia z wytykaniem różnych problemów występujących w Europie. Tak właśnie należy odczytywać to, co się wydarzyło.
Europa partnerem, a nie wasalem USA?
- Marco Rubio jeszcze przed oficjalnym wystąpieniem w Monachium rozmawiał z dziennikarzami, twierdząc, że mamy do czynienia z nowym rozdaniem geopolitycznym. To zdaje się potwierdzać, że obecna administracja patrzy na relacje z Europą zupełnie inaczej niż poprzednicy, przypisując Ameryce nową rolę. Czy w tej wizji Europa nie ma stać się jedynie statystą w amerykańskim teatrze, zamiast być podmiotowym sojusznikiem?
- Słowa Marco Rubio o upadku dotychczasowego porządku są przytaczane nieustannie. Wydaje się, że wielu decydentów w Europie potrzebowało sporo czasu, aby się do tego faktu ustosunkować i aby ta świadomość do nich dotarła. W przemówieniach premiera Wielkiej Brytanii czy kanclerza Niemiec również przewija się motyw końca starego i wyłaniania się nowego porządku międzynarodowego. Jeśli zaś chodzi o rolę Europy, nie powiedziałbym, że Stany Zjednoczone widzą ją wyłącznie jako biernego, pasywnego statystę. Chodzi raczej o to, aby Europa przyjęła na siebie koszty wspierania Ukrainy oraz wydatki związane z modernizacją własnych armii. Amerykanie podkreślają, że wzmocnienie armii lądowych będzie zależało od samej Europy, podczas gdy USA oferowałyby innego rodzaju wsparcie. Jest to komunikat przekazywany w sposób ciągły. Deklaracje Rubio, że nie chcą wasali, lecz silnych partnerów, są moim zdaniem prawdziwym odzwierciedleniem wizji, jaką mają obecnie Stany Zjednoczone.
Europa ma się sama bronić? Ameryka zmienia zasady gry
- W tle tych wydarzeń widać dążenie USA do tego, by Europejczycy przejęli dowództwo nad komponentem konwencjonalnym w Europie, podczas gdy Ameryka widzi siebie raczej w roli strażnika parasola nuklearnego. Czy to właśnie ten element procesu przejmowania przez Europę większej odpowiedzialności?
- Dokładnie tak. Sam prezydent Trump nawiązywał do tego, że w przyszłości wsparcie – na przykład w kwestii gwarancji bezpieczeństwa na Ukrainie – może przyjąć inną formę, być może bardziej powietrzną czy techniczną. Jednak w kwestiach armii lądowej to Europejczycy mają przyjąć na siebie pełną odpowiedzialność.
- Mimo tych deklaracji, wśród europejskich ekspertów i przywódców wciąż obecne są wątpliwości, czy Ameryka rzeczywiście będzie gotowa pomóc Europie w razie realnej potrzeby. Czyli poruszamy się wciąż w obszarze dużej nieprzewidywalności Donalda Trumpa?
- Można powiedzieć, że jest to ze strony Stanów Zjednoczonych zagranie strategiczne. Niepewność po stronie europejskiej powoduje, że ciśnienie europejskich liderów jest podwyższone, a co za tym idzie – presja na modernizację wojska i zwiększanie wydatków obronnych staje się skuteczniejsza. Amerykanie to dostrzegają i prawdopodobnie przez pewien czas będziemy mieli do czynienia z taką właśnie komunikacją, która ma na celu utrzymywanie presji na Europę.
Dlaczego Rubio pojechał do Budapesztu i Bratysławy, a nie do Warszawy?
- Wracając do wizyty Rubio w Europie, to interesująca wydaje się sama jej geografia: po Monachium, najpierw wspomniana Słowacja, potem Węgry, przy jednoczesnym ominięciu Polski. Niemiecka prasa interpretuje to jako silną deklarację polityczną i sygnał wsparcia dla rządów nieliberalnych. Rubio poparł również premiera Węgier w jego kampanii wyborczej. Czy tę trasę należy odczytywać jako jasną deklarację intencji Ameryki?
- Na pewno były to wizyty realizowane po linii najmniejszego oporu, a zarazem największej bliskości ideologicznej. W Bratysławie rozmawiano z premierem Robertem Fico, na Węgrzech z Viktorem Orbanem. Warto odnotować, że podpisano tam umowy dotyczące współpracy w obszarze cywilnego wykorzystania energii nuklearnej, szczególnie w zakresie technologii SMR, gdzie firma Westinghouse będzie podejmować pierwsze kroki przy wycenianiu tych projektów. Rubio podkreślał chęć wzmocnienia NATO w regionie oraz współpracy z krajami Grupy Wyszehradzkiej. Wizyta na Węgrzech była zdecydowanym sygnałem wsparcia dla Viktora Orbana – Rubio mówił wręcz o „złotej erze” stosunków amerykańsko-węgierskich. Rozmowy dotyczyły także współpracy energetycznej i kwestionowania zależności od surowców z Rosji, co ma tu kluczowe znaczenie.
- Niektórzy przypominają o niejawnej części Strategii Bezpieczeństwa Narodowego USA, która zakładała szukanie partnerów zdolnych osłabić obecne funkcjonowanie Unii Europejskiej. Czy przystanki Marco Rubio na tej drodze można interpretować jako element realizacji takiej właśnie strategii?
- Myślę, że można to tak interpretować. Są to sojusznicy łatwiejsi do pozyskania na poziomie ideologicznym. Trzeba jednak zaznaczyć pewne specyficzne różnice: Węgry dołączyły do Rady Pokoju, natomiast Słowacja zachowuje tam jedynie status obserwatora. Istnieją więc pewne niuanse w tych relacjach. Co do ominięcia Warszawy, nie wyciągałbym z tego zbyt daleko idących wniosków, ponieważ na marginesie konferencji w Monachium doszło do rozmowy ministra Radosława Sikorskiego z sekretarzem Marco Rubio. Nasze relacje zatem istnieją i mają się dobrze, choć – jak wspomniałem – Słowacja i Węgry są dla Amerykanów opcjami „najbezpieczniejszymi” i najłatwiejszymi do odniesienia szybkiego sukcesu na polu dyplomatycznym.
Rozmawiał Tomasz Walczak