„Super Express”: - Co Pan czuł, gdy polski oficer - kapitan Karol Cierpica - przemawiał w Białym Domu u boku Donalda Trumpa? Ze względu na wojnę w Iranie, cały świat obserwował tę uroczystość.
Władysław Kosiniak-Kamysz: - To był bardzo wzruszający moment. Piękna sprawa. Jestem z niego dumny. Myślę, że dla kapitana Cierpicy to była sprawa honoru, by podziękować publicznie, wobec Stanów Zjednoczonych i wobec prezydenta, za to, co się wydarzyło. Za ocalenie życia. To nie była zwykła ceremonia. To wielki symbol braterstwa broni, lojalności i najwyższego poświęcenia. Historia z Afganistanu, kiedy amerykański żołnierz osłonił własnym ciałem polskiego oficera, to nie jest tylko epizod wojenny. To dowód, że sojusze nie są pustymi deklaracjami. One sprawdzają się w najtrudniejszych chwilach.
– Kilka tygodni temu prezydent Trump wywołuje poruszenie, deprecjonując rolę sojuszników podczas misji w Afganistanie. Teraz oddaje mównicę polskiemu weteranowi w galowym mundurze. Przypadek?
- Nie sądzę (śmiech - red.) Myślę, że te słowa – choć początkowo wzbudziły emocje – w efekcie wywołały większe zainteresowanie wkładem naszych żołnierzy w misje międzynarodowe. Być może bez nich trzeba byłoby jeszcze dłużej czekać na przyznanie Medalu Honoru sierżantowi Ollisowi. Czasem w życiu bywa przekornie – coś, co miało umniejszać czy wywoływać spór, finalnie prowadzi do podkreślenia znaczenia i do najwyższego amerykańskiego odznaczenia wojskowego. Pan też przyczynił się do upamiętnienia tej historii. Jestem Panu wdzięczny za film „Miś dla Michaela”.
- Rodzina śp. sierż. Michaela Ollisa odebrała także jedno z najwyższych polskich odznaczeń - Krzyż Wielki Orderu Odrodzenia Polski. To była pana inicjatywa?
- Tak. Złożyłem taki wniosek do prezydenta Nawrockiego. Uważam, że to była dobra i ważna decyzja. Cieszę się, że mogliśmy go uroczyście wręczyć rodzinie tuż po ceremonii w Białym Domu. To pokazuje, że w sprawach fundamentalnych – jak honor żołnierza – potrafimy działać wspólnie z panem prezydentem.
– Właśnie – jak układa się pana współpraca z prezydentem, zwłaszcza w kontekście ustawy dotyczącej programu SAFE?
- Nie wiem, jaka będzie decyzja prezydenta. Chciałbym, by była pozytywna. Ustawa to wielka szansa przyspieszenia transformacji armii, stabilne zabezpieczenie budżetu obronnego na lata i realny zastrzyk środków dla polskiego przemysłu zbrojeniowego.
Jesteśmy na siebie skazani, bo prezydent RP jest zwierzchnikiem sił zbrojnych. Ale mówiąc poważnie - tak, rozmawiamy z panem prezydentem. Czasem ja dzwonię do niego, czasem on do mnie. To są konkretne rozmowy – o rozwiązaniach, nie o sporach. Często udaje się wypracować wspólne stanowisko, choć nie zawsze jest to widoczne publicznie. Przykładem jest choćby przedłużenie operacji „Horyzont” czy decyzje dotyczące naszych kontyngentów wojskowych. W sprawach bezpieczeństwa warto rozmawiać jak najczęściej. Ja jestem na to otwarty.
- Jest pan podobno jedynym przedstawicielem rządu, który ma poprawne relacje z Karolem Nawrockim.
- Jesteśmy na siebie skazani, bo prezydent RP jest zwierzchnikiem sił zbrojnych. Ale mówiąc poważnie, tak, rozmawiamy z panem prezydentem. Czasem ja dzwonię do niego, czasem on do mnie. To są konkretne rozmowy – o rozwiązaniach, nie o sporach. Często udaje się wypracować wspólne stanowisko, choć nie zawsze jest to widoczne publicznie. Przykładem jest choćby przedłużenie operacji „Horyzont” czy decyzje dotyczące naszych kontyngentów wojskowych. W sprawach bezpieczeństwa warto rozmawiać jak najczęściej. Ja jestem na to otwarty.
– Dlaczego SAFE jest tak ważny?
- Bo to nie jest abstrakcyjny projekt europejski. To konkretne pieniądze na konkretne zdolności obronne. Celem bezpośrednim są zakupy dla armii – wypełnianie luk sprzętowych, modernizacja i zwiększanie gotowości do obrony. Ale jest też cel pośredni – i on jest równie ważny: wzmocnienie polskiego przemysłu zbrojeniowego. Dzięki wspólnym zakupom i kooperacji w ramach SAFE nasze firmy mogą wejść na nowe rynki, na wyższy poziom technologiczny i produkcyjny.
– Czy Polska Grupa Zbrojeniowa może stać się regionalnym konsorcjum eksportowym?
- To jest ogromna szansa. SAFE nie powstał po to, by kupować wyłącznie zagraniczny sprzęt. Chcemy budować potencjał polskiego przemysłu. Rosomaki, Borsuki, Bobry, Baobaby, systemy dronowe i radarowe. To są produkty, które mają potencjał nie tylko dla Wojska Polskiego, ale i dla innych armii regionu. Już teraz prowadzimy rozmowy m.in. ze Słowacją o współpracy przy czołgach K2 w wersji spolonizowanej. To nie jest bezpośrednio element programu SAFE, ale wpisuje się w tę samą logikę – budowania zdolności produkcyjnych i eksportowych.
- Czy PGZ może być liderem w regionie?
- Dużo pracy przed nami. Ale po SAFE – jest na to ogromna szansa.
– Czy wojsko pomoże w ewakuacji Polaków z Bliskiego Wschodu?
- Jesteśmy w gotowości. Wojsko dysponuje środkami transportu powietrznego. Natomiast obecnie przestrzeń powietrzna nad częścią państw regionu jest zamknięta, więc sytuacja nie zależy w 100 procentach od nas. Jeżeli Ministerstwo Spraw Zagranicznych wystąpi z wnioskiem – jesteśmy gotowi działać. Rząd zawsze dba o swoich obywateli. Nikt nie zostanie bez wsparcia.
– Czy poniedziałkowa uroczystość w Białym Domu zamyka temat wcześniejszych słów Donalda Trumpa o sojusznikach? Czy Trump w ten sposób już odpokutował?
- Nie jestem od rozliczania prezydenta Stanów Zjednoczonych. Moim zadaniem jest pokazywać fakty. 120 tysięcy polskich żołnierzy brało udział w misjach międzynarodowych przez ostatnie 70 lat. 38 tysięcy to weterani, ponad 60 żołnierzy poległo na misjach w Iraku i Afganistanie, 43 i jeden ratownik – w samym Afganistanie. Dziś mówimy o bohaterstwie sierżanta Ollisa i o postawie kapitana Cierpicy. To jest opowieść o braterstwie broni polsko-amerykańskim. I o tym, że sojusz to nie deklaracja, tylko czyn.
Rozmawiał: Grzegorz Zasępa
NIŻEJ ZDJĘCIA Z UROCZYSTOŚĆI W BIAŁYM DOMIE I PRZYZNANIA POŚMIERTNIE ODZNACZENIA SIERŻANTOWI OLLISOWI PRZEZ PREZYDENTA TRUMPA