- PSL po latach samodzielnego działania wrócił do współrządzenia z KO i dziś uchodzi za stabilnego koalicjanta, choć więcej napięć ma z Lewicą niż z Platformą.
- Wspólne projekty, jak program SAFE czy wspólna kandydatura w Krakowie, pokazują, że współpraca KO–PSL układa się dobrze, a sondaże wskazują, że wyborcy obu partii popierają wspólny start.
- Mimo obaw PSL o utratę podmiotowości, eksperci podkreślają, że przy niskim poparciu ludowcy prawdopodobnie będą musieli pójść do wyborów razem z KO, bo inne scenariusze są dla nich jeszcze bardziej ryzykowne.
Wspólne drogi KO i PSL
Przypominamy, że PO rządziła do spółki z PSL w latach 2007–2015, jednak później Polskie Stronnictwo Ludowe postanowiło funkcjonować osobno, z różnymi skutkami zarówno dla samej partii Władysława Kosiniaka‑Kamysza (45 l.), jak i PO, gdyż później przez osiem lat Polską rządziło Prawo i Sprawiedliwość. Od 2023 r. PSL ponownie rządzi w koalicji z KO, choć do Sejmu weszło w kooperacji z Polską 2050 (Trzecia Droga). I wydaje się, że ludowcy są bezproblemowym koalicjantem. Więcej konfliktów jest między PSL i Nową Lewicą, zwłaszcza w kwestiach światopoglądowych.
Przykładem udanej współpracy między partiami Tuska i Kosiniaka-Kamysza jest praca na rzecz programu SAFE, który nadzorowała Magdalena Sobkowiak‑Czarnecka (42 l.), kierująca w 2020 r. kampanią prezydencką Kosiniaka‑Kamysza, a dziś uchodząca za ulubienicę premiera. Nic dziwnego, że mając dwóch promotorów w rządzie (Tusk i Kosiniak‑Kamysz), została wiceszefową MON i Pełnomocnikiem rządu ds. wzmocnienia odporności państwa.
Barbara Nowacka ogłosiła porozumienie z PSL ws. aborcji. Dostała zimny prysznic już po chwili!
Aktualnie w wyborach na prezydenta Krakowa startuje wspólna kandydatka KO i PSL, senator Monika Piątkowska, co jest kolejnym przykładem udanej kooperacji ugrupowań.
PSL, którego poparcie w sondażach oscyluje wokół 3 punktów procentowych, będzie potrzebowało koalicjanta do startu w wyborach parlamentarnych w 2027 r. Czy będzie nim KO? Poseł PSL Jarosław Rzepa (54 l.) podkreśla, że dziś jest za wcześnie na rozmowy o koalicji i partia szykuje się do samodzielnego startu. Ale nie wyklucza on współpracy i podkreśla, że dziś PSL jest koalicjantem wzorowym. Kategorycznie o jednej liście wyborczej KO i PSL nie chce jednak słyszeć inny poseł ludowców, Marek Sawicki (68 l.), którego zapytaliśmy o to pod koniec sierpnia. – Jestem przeciwko jednej liście, bo gdybyśmy mieli jedną listę w 2023 roku, to PiS dalej by rządził w układzie zamkniętym z Karolem Nawrockim, o ile Nawrocki byłby prezydentem – odpowiedział Sawicki.
Nie będzie jednej listy? "To błąd"
Kiedy ankieterzy Instytutu Badań Pollster zapytali na zlecenie „Super Expressu” wyborców obu partii o wspólny start w wyborach, ci nie mieli do tego planu zastrzeżeń. Aż 85 proc. wyborców KO i 72 proc. wyborców PSL jest za wspólną listą kandydatów do Sejmu.
Politolog, prof. Kazimierz Kik (79 l.), uważa, że byłoby ogromnym błędem, gdyby partie wystartowały w wyborach osobno. Byłoby to osłabieniem frontu chadecko‑liberalnego. – Zresztą aspiracje i cele programowe premiera Tuska i wicepremiera Kosiniaka‑Kamysza pasują do siebie jak ulał. Co prawda niektórzy działacze PSL twierdzą, że koalicji wyborczej nie będzie, ale to podejście typu „okręt tonie, a my chcemy płynąć dalej”. Wyniki sondaży pokazują, że PSL nie ma innego wyjścia – mówi Kik.
Dr Sergiusz Trzeciak, ekspert ds. marketingu politycznego, autor książki „Drzewo kampanii wyborczej 2.0, czyli jak wygrać wybory”, podkreśla, że jeżeli tendencja sondażowa, czyli poparcie dla PSL poniżej 5 proc., utrzyma się, to partia będzie miała dylemat, czy próbować stworzyć szerszą koalicję.
- Tylko z kim? Z Polską 2050? Taki scenariusz może nie dać możliwości przekroczenia progu wyborczego, więc bardziej prawdopodobny stanie się scenariusz koalicji z Koalicją Obywatelską. Trudno sobie wyobrazić inne opcje, chociaż były spekulacje dotyczące możliwości pójścia do wyborów z Rozwojem Plus. Prędzej jednak Władysław Kosiniak‑Kamysz zdecyduje się na start w ramach listy KO - mówi ekspert.
- Z punktu widzenia Donalda Tuska ten scenariusz jest bardzo pożądany, więc będzie kusił polityków PSL‑u miejscami na listach. Bo nawet gdyby PSL przekroczyło samodzielnie próg wyborczy, wielu obecnych posłów partii może już nie otrzymać mandatu. Natomiast widzę jeden podstawowy mankament tego rozwiązania: to oznacza utratę podmiotowości przez PSL i z tym ryzykiem liczą się ludowy - dodaje dr Trzeciak.