- Trump ponownie mówi o aneksji Grenlandii po ataku USA na Wenezuelę i porwaniu Nicolasa Maduro.
- Duńska premierka Mette Frederiksen stanowczo odrzuca pomysł, przypominając o gwarancjach NATO dla wyspy.
- Eksperci twierdzą, że Trumpowi chodzi głównie o prestiż i ekspansję terytorialną, nie realne zagrożenie dla bezpieczeństwa USA.
- Grenlandia pozostaje otwarta na inwestycje, ale nie na przejęcie przez USA – dyplomacja duńska próbuje załagodzić napięcia.
Trump chce Grenlandii, Dania ostrzega przed końcem NATO
Grenlandia od początku kadencji Donalda Trumpa wskazywana jest przez niego jako klucz do bezpieczeństwa USA i wielokrotnie mówił o jej aneksji. Przez wiele miesięcy minionego roku milczał na ten temat. Jednak tuż przed Bożym Narodzeniem powołał specjalnego pełnomocnika ds. wyspy i po ataku na Wenezuelę znów zaczął mówić o przejęciu Grenlandii. - Potrzebujemy jej z punktu widzenia bezpieczeństwa narodowego – powiedział amerykańskim mediom.
Na jego słowa ostro zareagowała premierka Danii Mette Frederiksen. – Dość presji. Dość insynuacji. Dość fantazji o aneksji. Jesteśmy otwarci na dialog, ale musi się on odbywać odpowiednimi kanałami i w zgodzie z prawem międzynarodowym – powiedziała w wywiadzie Frederiksen. Dodała, że na szali jest wręcz istnienie NATO! Przypomniała, że Dania i Grenlandia objęte są gwarancjami Sojuszu. - Gdyby Stany Zjednoczone zdecydowały się na militarny atak na inny kraj NATO, wszystko by się skończyło — w tym NATO i struktura bezpieczeństwa po drugiej wojnie światowej – podkreśliła.
Grenlandia nie jest na sprzedaż, ale Trump nie przyjmuje tego do wiadomości
Donald Trump przyprawia Duńczyków i Grenlandczyków o ból głowy już od 2019 r., kiedy pierwszy raz zaczął głośno mówić o przejęciu największej wyspy świata. W sierpniu 2019 r. doprowadziło to do poważnych napięć dyplomatycznych między Kopenhagą a Waszyngtonem. Mette Fredriksen już wtedy nie przebierała w słowach. - Grenlandia nie jest na sprzedaż. Grenlandia nie jest duńska. Grenlandia należy do Grenlandii – mówiła. Propozycję Trumpa nazwała absurdalną.
Te słowa Frederiksen sprawiły, że Donald Trump obraził się na Danię. Odwołał wtedy planową wizytę w Kopenhadze, a słowa duńskiej premierki nazwał „niegrzecznymi” i „niemiłymi”. Reakcja Trumpa pokazała, że ideę zakupu Grenlandii traktował bardzo poważnie.
Kiedy sprawa wróciła na początku ubiegłego roku, Duńczycy przerazili się nie na żarty. Jak pisaliśmy w listopadzie, rząd w Kopenhadze traktował zagrożenie bardzo poważnie. Nawet jeśli Trump milczał przez wiele miesięcy na temat Grenlandii, to duńscy urzędnicy przekonywali, że o niej zapomniał. Nieco żartobliwie zwracali wtedy uwagę, że na świecie dzieje się na tyle dużo, by zająć umysł amerykańskiego prezydenta. I niech zostanie tak jak najdłużej – słyszeliśmy wtedy w Kopenhadze.
Po tym, gdy amerykańskie siły specjalne zaatakowały Caracas i porwały wenezuelskiego dyktatora Nicolasa Maduro, amerykański Departament Stanu ogłosił, że półkula zachodnia należy do Stanów Zjednoczonych. Na nieszczęście Grenlandczyków i Duńczyków, największa wyspa świata znajduje się w projektowanej przez Waszyngton wyłącznej strefie wpływów.
Bez Grenlandii Ameryka nie będzie znowu wielka?
Jak na amerykańskie groźby reagują Duńczycy? - Jesteśmy obecnie wyjątkowo zaniepokojeni; stawką jest przecież nie tylko relacja Danii z Grenlandią, ale cała struktura sojuszu NATO – mówiła kilka dni temu w rozmowie z „Super Expressem” duńska ekspertka ds. bezpieczeństwa Arktyki Lin Alexandra Mortensgaard z Duńskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (DIIS) - Retoryka i działania administracji Trumpa, choćby wobec Wenezueli, coraz bardziej przypominają sposób, w jaki Władimir Putin postrzega świat i reaguje na rzekome zagrożenia na obszarach, którą uważa za swoją strefę interesów. Sytuacja jest bardzo trudna – mówiła Mortensgaard.
Prof. Marc Jacobsen z Królewskiej Duńskiej Akademii Obrony w rozmowie z „Super Expressem” zwraca uwagę na ostatnie słowa Trumpa, w których tłumaczył dziennikarzom, dlaczego potrzebuje Grenlandii. - Uważam, że psychologicznie potrzebujemy tego, by odnieść sukces – mówił amerykański prezydent. Zdaniem Jacobsena pokazuje to, że sprawę Grenlandii traktuje jako kwestię własnej reputacji. - Chce uczynić Amerykę wielką poprzez ekspansję terytorialną – mówi nam duński ekspert i dodaje: - W tej sytuacji, Dania, Grenlandia i nasi sojusznicy niewiele mogą zrobić, by go zaspokoić. Musimy liczyć na to, że ruch MAGA wciśnie hamulec.
Lin Alexandra Mortensgaard z DIIS patrzy na sprawę podobnie: - Obecnie brakuje niemal jakiejkolwiek komunikacji między Waszyngtonem a grenlandzkim rządem w Nuuk czy Kopenhagą. Kiedy duński minister spraw zagranicznych podjął próbę umówienia spotkania z Rubio, w odpowiedzi usłyszał, że USA są gotowe do rozmów, ale na temat zakupu Grenlandii. I pyta: Czy Dania i Grenlandia mogą w ogóle przystąpić do rozmów z tak sformułowaną agendą?
Duńska dyplomacja nie składa jednak broni. Prof. Jacobsen zwraca uwagę na działania duńskiej ambasady i przedstawicielstwa Grenlandii w Waszyngtonie. - Wykonują kluczową pracę, angażując senatorów i członków Izby Reprezentantów. Wygląda na to, że przynosi to efekty. Coraz więcej jest głosów, które kategorycznie wykluczają pomysły aneksji Grenlandii. To może być game-changer – podkreśla.
Chcecie bezpieczeństwa? Budujcie bazy, nie przejmujcie Grenlandii
Donald Trump uparcie tłumaczy swoje fantazje wobec Grenlandii kwestiami bezpieczeństwa. Tylko pod amerykańskim zwierzchnictwem wyspa będzie spełniać swoją funkcję w szerokiej architekturze bezpieczeństwa USA – przekonuje.
Prof. Jacobsen potwierdza, że Grenlandia jest kluczowa z punktu widzenia bezpieczeństwa narodowego USA. - Tak jest od dawna, zwłaszcza od czasów II wojny światowej i okresu zimnej wojny, kiedy amerykańskie siły zbrojne były znacznie liczniejsze i bardziej aktywne na Grenlandii niż obecnie – tłumaczy. Dodaje, że Stany Zjednoczone mogą zwiększyć swoją obecność wojskową na wyspie, jeśli uważają to za niezbędne. - Zgodziliśmy się na to w 1951 r. w porozumieniu między USA a Danią, które zostało zaktualizowane w 2004 r., by uwzględniało Grenlandię – mówi „Super Expressowi”.
Jak przekonuje, rządy w Nuuk i Kopenhadze są do pewnego stopnia otwarte na większe zaangażowanie Stanów Zjednoczonych na Grenlandii, zaś sama Grenlandia jest bardzo otwarta na inwestycje zagraniczne, choćby w branży wydobywczej. - Żeby zaspokoić te interesy, Waszyngton nie musi przejmować kontroli nad Grenlandią. Było to wielokrotnie podkreślane w ciągu ostatniego roku przez duńską stronę. Tym bardziej jest więc frustrujące to, że Donald Trump od roku brzmi jak zepsuta płyta i nie potrafi dostrzec wysiłków Królestwa Danii, by odpowiedzieć na jego prośby – mówi nam Jacobsen.
Trump chce powstrzymać Rosję i Chiny. Ale czy ma z czym walczyć?
Uwspółcześniona doktryna Monroe, zakładająca wyłączną zwierzchność imperialną nad zachodnią półkulę, prowadzi Trumpa do prób wygnania Rosja i Chin nie tylko Ameryki Łacińskiej. Częścią tego myślenia jest właśnie Grenlandia. Ale czy wokół niej Chiny oraz Rosja prowadzą wywrotową działalność? Prof. Jacobsen zwraca uwagę, że Trump wyraźnie przesadza.
- Nie ma chińskich statków wzdłuż wybrzeża Grenlandii. Wyolbrzymiając to zagrożenie ze strony Chin i szydząc z wysiłku militarnego Danii na Grenlandii, Donald Trump szuka wymówki, by kontrolować wyspę – tłumaczy.
- Rosja nigdy nie była aktywna na Grenlandii. Owszem Chiny okazywały zainteresowanie inwestycjami w potencjalne projekty wydobywcze czy w duży port lotniczy. Pekin otrzymał jednak ostrzeżenie, że Stany Zjednoczone nie życzą sobie chińskiej obecności na Grenlandii i, jak się wydaje, przyjęły to do wiadomości – wyjaśnia Jacobsen.
Zwraca też uwagę, że Donald Trump łączy Grenlandię z szerszą rywalizacją mocarstw w regionie Arktyki. - Owszem, w pozostałych obszarach Arktyki Rosja i Chiny są aktywne. Rosja obejmuje mniej więcej połowę powierzchni lądowej Arktyki, a Chiny zaznaczają swoją obecność poprzez projekty badawcze, strategiczne inwestycje i działania dyplomatyczne. Nie dotyczy to jednak Grenlandii i żeby mieć pełen obraz sytuacji, trzeba brać to pod uwagę – zaznacza ekspert.