To oni mieli podpalić stację Starlinka. W Niemczech zatrzymano dwóch Turków

Niemieckie służby, na podstawie informacji zebranych przez polską policję, prokuraturę i ABW, zatrzymano dwóch obywateli Turcji, podejrzewanych o podpalenie stacji Starlink na Mazowszu, pod koniec września. – Nie mamy wątpliwości, że działali na zlecenie Rosji – powiedział Tomasz Siemoniak.

Dwaj Turcy Podejrzani o podpalenie Starlinka zatrzymani w Niemczech

O zatrzymaniu dwóch osób podejrzewanych o próbę podpalenia stacji naziemnej Starlink, odpowiadającej za dostęp do internetu między innymi na Ukrainie, poinformowano w poniedziałek po południu.

– Wtedy mówiliśmy, że to akcja dywersyjna i dziś, po ciężkiej pracy policji, ABW i prokuratury, na terenie Niemiec zatrzymano dwóch obywateli Turcji, którzy odpowiadają za to podpalanie – powiedział na konferencji prasowej szef MSWiA Marcin Kierwiński. – Czynności realizował Niemiecki Federalny Urząd Kryminalny, na podstawie materiałów przekazanych przez polskie służby – podkreślił.

– Gdy trafią do Polski, postawione będą im zarzuty sabotażu, dywersji na zlecenie obcego wywiadu – dodał Kierwiński, który podkreślił też, że do zatrzymań doszło w wyniku intensywnej pracy polskich służb. 

Siemoniak: nie ma wątpliwości, że stoi za tym Rosja

– Nie mamy wątpliwości, że stoją za tym rosyjskie służby – dodał Tomasz Siemoniak, minister - koordynator służb specjalnych i powiedział, że Polska rozpoczyna teraz procedurę ekstradycyjną, a w Niemczech trwają przeszukania mieszkań obu mężczyzn. – Liczymy, że szybko znajdą się w naszych rękach.

Tomasz Siemoniak wyjaśnił, że "dopadnięcie" podejrzanych było możliwe dzięki "wielkiej pracy prokuratury" i determinacji innych służb. – Coraz częściej rosyjskie służby sięgają po ludzi związanych ze światem kryminalnym – zauważył i podkreślił, że praca policji, i ABW była "niesłychanie żmudna". – Niech to osiągnięcie naszych służb stanowi ostrzeżenie dla wszystkich tych, którzy myślą, by dać sobie zlecić taki akt dywersji czy sabotażu – przestrzegał.

Policja: mamy dowody dywersji

Z kolei komendant główny policji generał Marek Boroń relacjonował, że specjalna grupa śledczych powołana po wydarzeniach z 23 września, była w stanie odtworzyć przebieg zajścia i drogę ucieczki sprawców. Podkreślił, że policja ma dowody na to, że był to akt dywersji. – Pracowaliśmy ciężko dotąd, dopóki nie mieliśmy dowodów. Wiemy jak się poruszali, wiemy kiedy przyjechali do Polski i kiedy zostali z niej ewakuowani.

Jak wyjaśnił, jeden z Turków jest rezydentem Niemiec, drugi nie ma takiego statusu i groziło mu wydalenie z kraju. Podziękował za współpracę prokuraturze polskiej i europejskiej, polskiej i niemieckiej policji, podkreślając efektywność procedur, które zostały wykorzystane.

– To była intensywna i żmudna praca – podkreślił minister Kierwiński, który dodał, że już w zeszłym tygodniu wystawione zostały listy gończe i europejskie nakazy aresztowania obu mężczyzn. Jak dodał, po ich przewiezieniu do Polski, prowadzone będą dalsze czynności procesowe, w tym postawione będą zarzuty. Procedura może jednak zająć kilka tygodni.

Stacja w Woli Krobowskiej jest elementem infrastruktury satelitarnej sieci Starlink. Wraz z podobną bazą znajdującą się w okolicach Kowna na Litwie zapewnia dostęp do internetu w dużej części Europy Środkowo-Wschodniej, w tym na terenie Ukrainy.

Na miejscu znajduje się kilkanaście charakterystycznych białych anten w kształcie kul o średnicy około dwóch metrów. 

Do pożaru stacji doszło w środę, 23 września, wieczorem. Zgłoszenie wpłynęło o godz. 21.07. Na miejsce skierowano trzy zastępy straży pożarnej. Strażacy stwierdzili pożar obudowy skrzynki zasilającej. Ogień udało się szybko ugasić.

− Funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego są na miejscu zdarzenia. Analizują i weryfikują zebrane tam informacje. Badane są różne wersje, jednak na tym etapie jest za wcześnie, by mówić o szczegółach – informował wtedy Jacek Dobrzyński, Rzecznik Prasowy Ministra Koordynatora Służb Specjalnych.

Śledztwo w kierunku sabotażu

W czwartek 24 września Prokuratura Rejonowa w Grójcu wszczęła śledztwo dotyczące pożaru. Jak informowała prokurator Aneta Góźdź z Prokuratury Okręgowej w Radomiu, śledczy nie wykluczają działań o charakterze sabotażowym. − Zabezpieczony zostanie monitoring, który pozwoli ustalić, co się wydarzyło i ustalić ewentualne osoby, które mogły brać udział w zdarzeniu − przekazała.

Z kolei wiceszef MSWiA Maciej Duszczyk informował, że pożar uruchomił procedurę dotyczącą elementów infrastruktury krytycznej.

Sprawcy sabotażu odpowiedzą przed polskim wymiarem sprawiedliwości

- napisał w poniedziałek na portalu X premier Donald Tusk, odnosząc się do zatrzymania dwóch obywateli Turcji.

Za udział w akcie dywersji zatrzymanym mężczyznom grozi kara od 10 lat więzienia do dożywocia.

Ukraina bez Starlinka? Ekspert o groźbach Elona Muska

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki