W czasie wspólnego wystąpienia prezydentów Polski i Węgier prezydent Karol Nawrocki jasno wyraził stanowisko wobec Rosji. Podkreślił, że choć Polska i Węgry są przyjaciółmi, to "w przyjaźni musimy mieć świadomość, że nie ze wszystkim się zgadzamy". Dodał również: "Są też sprawy, w których zgadzamy się, że się nie zgadzamy". Jak podkreślił: - Dla Polski Władimir Putin i Federacja Rosyjska są zagrożeniem egzystencjalnym, tak jak bolszewicy w 1920 roku. Polacy kochają Węgrów, nienawidzą Władimira Putina, który jest zbrodniarzem wojennym i nikim więcej.
Jednak po konferencji prasowej, gdy politycy już schodzili ze sceny, nagle jeden z dziennikarzy chciał zadać jeszcze pytanie Nawrockiemu. Reporter obecny na sali zapytał prezydenta, czy nie przeszkadza mu już zażyłość premiera Węgier Viktora Orbana z rosyjskim przywódcą Władimirem Putinem. To pytanie oburzyło Nawrockiego, który natychmiast zawrócił, odszukał wzrokiem pytającego i zareagował ostro:
O co pan chce spytać? Pan nie słuchał konferencji prasowej? Pan nie słuchał, co ja myślę o Władimirze Putinie, panie redaktorze? Robiliście materiały, że mnie ściga Putin? Pan redaktor się ogarnie i słucha, co mówi prezydent Polski. Mówię do pana, panie redaktorze, Władimir Putin to zbrodniarz. Rozumie pan redaktor? Do widzenia - rzucił Nawrocki.
Wideo z nagraniem tej sceny rozeszło się w mediach. Jedni przyklaskiwali Nawrockiemu, gratulując stanowczej reakcji, inni wskazywali, że poszedł o krok za daleko i nie powinien, jako prezydent, w taki sposób zwracać się do przedstawiciela mediów. O komentarz do sytuacji został także zapytany prof. Andrzej Zybertowicz, doradca prezydenta, który gościł w programie "Poranny Ring". Wypowiedział się on jednak na temat nie samej odpowiedzi prezydenta, ale na temat kondycji mediów:
Chciałbym, żeby tak jasno i zdecydowanie ocenił, to co robił, Roman Giertych premier Tusk (...), tak jak prezydent Nawrocki potrafi ocenić prezydenta Putina. Przecież Giertych był adwokatem, który miał już zaszłości związane z aferą Polnord, gdy Tusk wziął na listę wyborczą. Mam wrażenie, że część dziennikarzy pracuje w redakcjach, która ich upodla. Mogą tak nie myśleć, ale dostają polecenie, żeby w odpowiednim momencie zadać konkretne pytanie. (..) Niedobre jest to, że w czasach gdy nie ma wielkiego bezrobocia młodzi ludzie dają się sprowadzać do roli marionetek medialnych. Bywali i tacy, którzy posiadali suwerenność intelektualną. Mam wrażenie, że to pytanie zadał ktoś, ale że żyjemy w czasach, gdy w części mediów kręgosłup dziennikarzy jest połamany.