- Tragiczna śmierć posła Łukasza Litewki w wypadku rowerowym wstrząsnęła opinią publiczną, a prokuratura od tygodni odtwarza przebieg zdarzeń.
- Śledztwo ustaliło, że Litewka nie naruszył przepisów, a kierowca Mitsubishi Colt usłyszał zarzuty spowodowania śmiertelnego wypadku, lecz pozostaje na wolności.
- Najnowsza opinia biegłego potwierdza sprawność samochodu – dowiedz się, jak ten fakt wpływa na sprawę i co jeszcze odkryli śledczy.
Najważniejsze fakty od momentu wypadku do teraz
Do tragedii doszło 23 kwietnia na ul. Kazimierzowskiej w Dąbrowie Górniczej. Według ustaleń śledczych w rower Łukasza Litewki uderzył jadący z naprzeciwka Mitsubishi Colt, prowadzony przez 57-letniego mężczyznę. Poseł zmarł mimo reanimacji, a kierowca został zatrzymany.
Godzina 13:14. Prokuratura ustaliła moment zderzenia
Nowy zwrot po śmierci Łukasza Litewki. Jest ważna opinia biegłego
Prokuratura ustaliła dokładny moment zderzenia. Według rzecznika Prokuratury Okręgowej w Sosnowcu do kontaktu samochodu z rowerem doszło o godz. 13:14. Śledczy opierają się m.in. na zeznaniach osoby, z którą poseł rozmawiał przez telefon, analizie połączeń i monitoringu. Litewka miał korzystać ze słuchawki, nie trzymał telefonu w ręku, a monitoring potwierdził, że nie złamał przepisów dotyczących jazdy rowerem.
Sekcja zwłok wykazała bezpośrednią przyczynę śmierci
Sekcja zwłok wskazała bezpośrednią przyczynę śmierci. Prokuratura przekazała, że u posła stwierdzono przede wszystkim obrażenia kończyny dolnej; doszło do przerwania kluczowych arterii i bardzo obfitego krwotoku. To właśnie krwotok był bezpośrednią przyczyną śmierci.
Kierowca Mitsubishi usłyszał zarzut. Co mówił śledczym?
57-letni kierowca usłyszał zarzut. Chodzi o spowodowanie wypadku komunikacyjnego ze skutkiem śmiertelnym, za co grozi od 6 miesięcy do 8 lat więzienia. Według prokuratury mężczyzna miał nieumyślnie naruszyć zasady ruchu drogowego. Podejrzany przyznał się do zarzucanego czynu, ale część jego wyjaśnień m.in. o utracie przytomności, rozkojarzeniu lub niepamięci, prokuratura oceniła jako budzącą wątpliwości.
Sąd nie zgodził się na bezwzględny areszt
Była walka o areszt, ale kierowca pozostaje na wolności. Sąd Rejonowy w Dąbrowie Górniczej najpierw zdecydował o trzymiesięcznym areszcie z możliwością wyjścia po wpłaceniu 40 tys. zł poręczenia. Podejrzany wyszedł na wolność 28 kwietnia. Potem Sąd Okręgowy w Sosnowcu zdecydował, że nie wróci do aresztu, a według relacji „Rzeczpospolitej” uchylono również środki zapobiegawcze, w tym dozór policyjny i zakaz opuszczania kraju.
Jak podał „Fakt”, do akt sprawy trafiła opinia biegłego dotycząca stanu technicznego Mitsubishi. Z ustaleń wynika, że samochód był sprawny. To ważny element śledztwa, bo może mieć znaczenie przy ocenie, czy do tragedii mogła przyczynić się ewentualna awaria pojazdu.
Policja musiała ucinać plotki i dezinformację. Śląska policja wydała komunikat, w którym podkreśliła, że kierowca Mitsubishi nie był policjantem, poza nim nikogo nie zatrzymano, a z dotychczasowych ustaleń nie wynika, aby zdarzenie miało charakter umyślny.