- W sobotni wieczór służby przy użyciu siły weszły do mieszkania mamy prezydenta.
- Stało się to po anonimowym zgłoszeniu, które okazało się fałszywe.
- Teraz prokuratura wkracza do akcji.
Incydent, który wstrząsnął opinią publiczną, miał miejsce w sobotni wieczór. Po godzinie 19 do służb ratunkowych wpłynęło zgłoszenie o pożarze i bezpośrednim zagrożeniu życia w jednym z mieszkań w Gdańsku. Biorąc pod uwagę powagę sytuacji, na miejsce natychmiast wysłano liczne zastępy straży pożarnej, karetki pogotowia oraz patrole policji. Z uwagi na brak odpowiedzi ze strony mieszkańców, a także obawę o ich życie i zdrowie, podjęto decyzję o siłowym wejściu do lokalu. Ku zaskoczeniu wszystkich, w mieszkaniu nie było ani pożaru, ani osób potrzebujących pomocy. Okazało się, że całe zgłoszenie było fałszywym alarmem, zorganizowanym z nieznanych jeszcze przyczyn.
Zobacz: Najnowsza ocena Karola Nawrockiego i Sejmu. Wyniki mówią same za siebie
Jeszcze tego samego wieczoru, w sobotę, w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji odbyła się pilna narada służb, której przewodniczył szef MSWiA, Marcin Kierwiński. Na spotkaniu omawiano szczegóły zdarzenia oraz potencjalne zagrożenia związane z takimi incydentami. Następnego dnia rano, w niedzielę, do akcji wkroczył sam premier Donald Tusk, który zwołał odprawę z udziałem ministrów i przedstawicieli służb. Cała sytuacja wywołała liczne spekulacje na temat motywów sprawców.
W poniedziałek, Prokuratura Okręgowa w Gdańsku oficjalnie wszczęła śledztwo w sprawie sobotniego zdarzenia. Rzecznik prokuratury, prok. Mariusz Duszyński, poinformował, że postępowanie dotyczy wywołania fałszywego alarmu oraz bezpodstawnego postawienia służb w stan gotowości. - Z dotychczas zgromadzonego materiału dowodowego wynika, że w sobotę nieustalona osoba, za pośrednictwem aplikacji »Alarm 112«, dokonała zgłoszenia z ustalonego numeru telefonu o rzekomo zaistniałym pożarze, a następnie o zagrożeniu życia małoletniego w mieszkaniu usytuowanym w budynku wielorodzinnym w Gdańsku - mówił. Kluczowym celem śledczych jest ustalenie tożsamości i ujęcie osoby lub osób odpowiedzialnych za to haniebne zgłoszenie. Sprawa jest o tyle skomplikowana, że często takie alarmy są generowane z wykorzystaniem nowoczesnych technologii, co wymaga specjalistycznej wiedzy i narzędzi. Dlatego też, postępowanie w tej sprawie powierzono funkcjonariuszom Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości. Ich zadaniem będzie prześledzenie śladów cyfrowych, które mogą doprowadzić do sprawców.
Sprawdź: Gwiazda TVN24 oceniła sytuację partii Tuska. Dosadna odpowiedź Żukowskiej! "W**dol"
Za wywołanie fałszywego alarmu, szczególnie takiego, które angażuje tak znaczące siły i środki państwowe, polskie prawo przewiduje surowe kary. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, sprawcom tego typu czynów grozi kara od 6 miesięcy do nawet 8 lat pozbawienia wolności. Jest to przestępstwo, które traktowane jest bardzo poważnie, ze względu na potencjalne konsekwencje, takie jak niepotrzebne zużycie zasobów ratunkowych, które w tym czasie mogłyby być potrzebne w realnych sytuacjach zagrożenia życia.
Galeria poniżej: Prezydent RP Karol Nawrocki podczas trekkingu z harcerzami, młodzieżą i społecznikami pod hasłem Szlak Pamięci w Cassino