Polski rząd jak na razie nie zamierza na razie wysyłać samolotów po Polaków, którzy znaleźli się w niebezpiecznym regionie. Rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Maciej Wewiór podkreślił jednak w poniedziałek (2 marca), że Polska jest przygotowana na różne scenariusze w związku z sytuacją rodaków przebywających obecnie na Bliskim Wschodzie. Przekazał, że w resorcie działa zespół kryzysowy, zaapelował też do biur podróży, by nie oferowały wycieczek do państw regionu. Rzecznik MSZ zaznaczył także, iż na razie nie ma żadnych informacji, aby jakikolwiek polski obywatel ucierpiał na Bliskim Wschodzie w związku z działaniami wojskowymi.
Wszystkie zorganizowane grupy opuściły Izrael drogą lądową, Polacy opuszczają również Jordanię, zarówno drogą lotniczą, jak i na pokładach promów. W kwestii państw w okolicach Zatoki Perskiej, rzecznik MSZ powiedział, że tam najbezpieczniej jest pozostać na miejscu, w miejscach schronienia. Przypomniał także o uruchomieniu dodatkowej infolinii dla Polaków, którzy utknęli na Bliskim Wschodzie, a która działa w godzinach szczytu.
CZYTAJ: Ważny apel Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Co z Polakami na Bliskim Wschodzie?
Tymczasem "Fakt" zapytał o ocenę dyplomatę Krzysztofa Płomińskiego: - Zawsze można zrobić więcej, ale w tej sytuacji niewiele dało się zrobić poza usprawnieniem pracy placówek. Mimo że są niewielkie, powinny zmobilizować się na tyle, aby przekazywać informacje na bieżąco, w bezpośrednim kontakcie z obywatelami, a nie tylko poprzez boty czy nagrane komunikaty - ocenił dyplomata.
Jak dodał: - Nikt nie jest w stanie przewidzieć, jak długo potrwa ta sytuacja. W pewnym momencie rząd może być zmuszony podjąć nowe decyzje. W ZEA, Bahrajnie, Katarze czy Kuwejcie istnieje możliwość opuszczenia tych krajów drogą lądową do państw, które nie zamknęły przestrzeni powietrznej Arabii Saudyjskiej i Omanu.