- Rząd blokuje fundację Pawła Kukiza. O co chodzi w sporze?
- Paweł Kukiz: "To polityczny atak państwa Tuska"
- Strona rządowa odpowiada: "To była transakcja polityczna"
- Jaka przyszłość czeka fundację? Sprawa w sądzie
Rząd blokuje fundację Pawła Kukiza. O co chodzi w sporze?
Sprawa wygląda poważnie. Kancelaria Prezesa Rady Ministrów zdecydowała się na radykalny krok wobec Fundacji "Potrafisz Polsko!", blisko związanej z politykiem Pawłem Kukizem. Urząd skarbowy, działając na wniosek KPRM, zablokował konto bankowe organizacji i zajął należące do niej samochody. W praktyce oznacza to paraliż jej działalności.
Wszystko rozbija się o pieniądze, a konkretnie o dotację w wysokości prawie 4,3 mln zł. Fundacja otrzymała ją na początku 2023 roku, jeszcze od rządu Mateusza Morawieckiego. Środki miały być przeznaczone na projekt promujący demokrację bezpośrednią. Organizacja wydała niecałe 3 mln zł, a resztę, czyli ponad 1,3 mln zł, na początku 2024 roku zwróciła do budżetu państwa. Wydawało się, że sprawa jest zamknięta.
Jednak po zmianie władzy Kancelaria Premiera przyjrzała się wydatkom i zażądała zwrotu kolejnego miliona złotych. Chodzi o pieniądze wydane na stworzenie internetowej platformy do głosowania. Urzędnicy uznali ten wydatek za niecelowy z powodu rzekomo małego zainteresowania projektem.
Fundacja nie zgodziła się z tą decyzją i skierowała sprawę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. Problem w tym, że rząd nie czekał na wyrok.
W prawie istnieje możliwość wykonania decyzji jeszcze przed jej kontrolą przez sąd administracyjny — wyjaśnia w rozmowie z "Faktem" mec. Michał Kardasz, pełnomocnik Pawła Kukiza.
To właśnie na tej podstawie Kancelaria Premiera Donalda Tuska zleciła egzekucję, co doprowadziło do zamrożenia majątku Fundacji Pawła Kukiza. W efekcie organizacja, która nie prowadzi działalności gospodarczej, została pozbawiona środków do życia, w tym pieniędzy, które nie pochodziły z rządowej dotacji.
Paweł Kukiz: "To polityczny atak państwa Tuska"
Paweł Kukiz nie zostawia na decyzji rządu suchej nitki. W rozmowie z "Faktem" nazywa działania Kancelarii Premiera "skandalicznymi" i wprost mówi o politycznym tle całej sprawy. Jego zdaniem celem było nie tylko odzyskanie pieniędzy, ale sparaliżowanie działalności organizacji, która od lat niosła pomoc charytatywną.
Polityk podkreśla, że blokada objęła wszystkie środki, a nie tylko te, które mogłyby być przedmiotem sporu.
W praktyce uniemożliwiono nam normalne funkcjonowanie i realizację zaplanowanych działań, w tym pomocy, której wcześniej udzielaliśmy między innymi Ukrainie i Polakom na Wschodzie. Zablokowano konto fundacji i znajdujące się na nim nasze fundacyjne środki niepochodzące z dotacji celowej KPRM, a także zajęto samochody służące do transportu darów - komentuje gorzko Paweł Kukiz.
Jego zdaniem to dowód na złą wolę obecnej władzy. Paweł Kukiz uważa, że decyzja o zwrocie dotacji KPRM to polityczny atak, który uniemożliwił dalszą działalność Fundacji "Potrafisz Polsko!".
Wskazuje, że nikt z rządu nie próbował nawet wyjaśnić sytuacji.
Państwo Tuska uderzyło we mnie i Fundację z całą mocą. I to bez decyzji sądu - dodaje.
Kukiz broni też projektu, na który poszły pieniądze z dotacji. Tłumaczy, że w ramach promocji demokracji bezpośredniej wydano tysiące książek i broszur, które trafiły do szkół i bibliotek w całej Polsce. Fundacja wyprodukowała też filmy edukacyjne i zorganizowała serię prelekcji. Co ciekawe, jedna z nich odbyła się nawet na Campusie Polska Przyszłości, organizowanym przez Rafała Trzaskowskiego. Kluczowym elementem była jednak platforma do głosowań internetowych oparta na technologii blockchain, która miała gwarantować bezpieczeństwo i uniemożliwiać fałszerstwa. Fundacja, jak twierdzi Kukiz, tuż po wyborach w 2023 roku oferowała system bezpłatnie ministerstwom i samorządom, ale nikt nie był zainteresowany.
Strona rządowa odpowiada: "To była transakcja polityczna"
Inaczej na całą sprawę patrzy strona rządowa. Głos w dyskusji od dawna zabiera poseł Koalicji Obywatelskiej Witold Zembaczyński. To on jako jeden z pierwszych w 2023 roku nagłośnił fakt przyznania przez premiera Mateusza Morawieckiego wielomilionowej dotacji dla organizacji związanej z Pawłem Kukizem. Dziś Zembaczyński nie ma wątpliwości, że decyzja o zwrocie pieniędzy jest słuszna.
Jego zdaniem cała dotacja od początku budziła poważne wątpliwości i była formą zapłaty za polityczne wsparcie.
Konieczność zwrotu kolejnego miliona złotych pokazuje, że mogło tu chodzić o zwykłą transakcję, którą niektórzy nazywają korupcją polityczną - ocenia poseł KO w rozmowie z "Faktem".
Według Zembaczyńskiego przyznanie pieniędzy dla Fundacji "Potrafisz Polsko!" było zapłatą rządu PiS za poparcie Pawła Kukiza w głosowaniach sejmowych. Podważa on też sens tworzenia platformy do e-votingu, na którą poszła część dotacji. Argumentuje, że podobne, darmowe narzędzia były już dostępne na rynku, a samorządy z powodzeniem korzystają z innych systemów, na przykład przy budżetach obywatelskich.
Ta platforma do e-votingu Kukiza została stworzona właściwie po nic - ocenia Zembaczyński.
Z jego perspektywy, argumenty KPRM o małym zainteresowaniu projektem są więc jak najbardziej trafione i uzasadniają żądanie zwrotu publicznych pieniędzy.
Jaka przyszłość czeka fundację? Sprawa w sądzie
W obecnej sytuacji przyszłość organizacji stoi pod wielkim znakiem zapytania. Jak tłumaczy jej pełnomocnik, mec. Michał Kardasz, blokada majątku w praktyce oznacza zawieszenie działalności. Fundacja może wkrótce stracić nawet swoją siedzibę, jeśli nie będzie w stanie opłacić czynszu. To z kolei rodzi problem z odbieraniem korespondencji, w tym kluczowych pism z sądu.
Ostateczne rozstrzygnięcie sporu zapadnie właśnie na sali sądowej. Cała sprawa trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie i to od jego decyzji zależy dalszy los Fundacji "Potrafisz Polsko!". Paweł Kukiz zapowiada, że nie zamierza się poddawać i będzie walczył o dobre imię swoje i organizacji.
Nie pozwolę na szarganie dobrego imienia Fundacji czy mojego. Jestem kawalerem Orderu Uśmiechu, mam Medal św. Brata Alberta i mnóstwo innych wyróżnień za działalność pro publico bono - podsumowuje polityk, przypominając, że stworzona przez jego fundację platforma do głosowań przez internet została "podana rządowi na tacy".
Teraz to sąd zdecyduje, czy argumenty o małym zainteresowaniu projektem były wystarczającym powodem do tak radykalnych działań.