- 9 stycznia Sąd Okręgowy w Warszawie po raz drugi zajmuje się sprawą byłego posła PiS oskarżonego o wyłudzenie z PE środków za przejazdy.
- Prokuratura oskarżą Ryszarda Czarneckiego o przywłaszczenie łącznie ponad 800 tys. zł. Polityk PiS twierdzi, że sporne środki zwrócił.
- Mam mocne argumenty – mówi Czarnecki naszej redakcji.
Drugi dzień procesu
Przed Sądem Okręgowym w Warszawie stanął były parlamentarzysta PiS Ryszard Czarnecki (63 l.). Na byłym europośle PiS ciąży zarzut wyłudzenie z Parlamentu Europejskiego tzw. kilometrówek o wartości 850 tys. zł. Akt oskarżenia w tej sprawie został skierowany do warszawskiego sądu przez Prokuraturę Okręgową w Zamościu w grudniu 2024 r. 7 stycznia ruszył proces.
Tego dnia, zanim sędzia Piotr Gąciarek otworzył przewód sądowy obrońcy Ryszarda Czarneckiego wskazując m.in. na niezgodność treści aktu oskarżenia z informacją, która wpłynęła z Parlamentu Europejskiego przed jego wniesieniem, zawnioskowali o zwrot aktu prokuraturze celem uzupełnienia. Sąd nie przychylił się do tego wniosku. Obecny na sali rozpraw Ryszard Czarnecki nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Podkreślił m.in., że nie działał z zamiarem wprowadzania w błąd, czy oszukiwania Parlamentu Europejskiego oraz że przedmiotem tego postępowania jest dawno zamknięta sprawa. Wielokrotnie wskazywał, że wszystkie środki, których oczekiwał od niego Parlament Europejski zostały przez niego przekazane oraz że podmiot, którego interes ma być chroniony nie kwestionuje tego rozliczenia. Polityk zaznaczył też m.in., że nie łamał prawa, ani wewnętrznych regulacji instytucji, a rozbieżności w dokumentach były wynikiem błędów. Wskazywał również, że dla prokuratury i obecnego rządu pomimo że sprawa jest zamknięta, to jest jedną ze spraw priorytetowych.
Czarnecki: Mam mocne argumenty
Dziś jest drugi dzień procesu, podczas którego sąd zapozna się z zeznaniami świadków. Oskarżonego nie ma na sali rozpraw. – Nie mam takiego obowiązku – powiedział Ryszard Czarnecki naszej redakcji. A co sądzi o całej sprawie? - Prokuratura powołuje się na dokumenty, które Parlament Europejski zaakceptował. I jest, można powiedzieć, bardziej papieska od papieża. Sześć lat temu PE stwierdził, że już, że wszystko jest w porządku. Czyli sam pracodawca uznał, że jego interes nie był w jakikolwiek sposób narażony na straty. Wszystkie moje dokumenty w tej sprawie są w aktach. Mam mocne argumenty. Siła argumentów jest po mojej stronie – mówi nam polityk PiS.
Ryszard Czarnecki zwraca uwagę na kontekst polityczny sprawy. – Podobnych spraw jest co roku wiele w europarlamencie, a prawie żadna nie jest analizowana i nie ląduje w sądzie. Z kolei na temat mojej sprawy wypowiadali się politycy koalicji, więc polityczny kontekst jest oczywisty – uważa polityk.
PILNE! Węgry znów udzielają azylu Polakom? Nieoficjalnie: dwa bardzo znane nazwiska!
Z aktu oskarżenia wynika, że Ryszard Czarnecki w sporządzonych i podpisanych przez siebie dokumentach dla PE podał nieprawdę odnośnie swojego miejsca zamieszkania w Polsce. Prokuratura informowała, że następnie miał złożyć 243 wniosków o zwrot kosztów podróży, w których – jak stwierdzono – podał nieprawdę w kwestii podróży służbowych, w tym pojazdów, jakimi miał je odbywać i liczby przejechanych kilometrów.
Polowa środków zwrócona
Według śledczych, miało to wpływ na przyznanie mu nienależnej wypłaty pieniędzy związanych z wykonywaniem obowiązków europosła. Jak informowała prokuratura polityk w latach 2009-2013 miał doprowadzić Parlament Europejski do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w łącznej kwocie ok. 203 tys. euro. Prokuratura podawała, że łączna wartość szkody wyniosła 854 tys. zł., a jednocześnie z poczynionych ustaleń wynika, że podejrzany zwrócił dotychczas pokrzywdzonej instytucji kwotę 104,5 tys. euro (439,6 tys. zł).
Z kolei Ryszard Czarnecki informował, że Parlament Europejski przekazał pisemnie swoje stanowisko prokuraturze, podkreślając, że wszystkie środki finansowe zwrócił już dawno. Z relacji polityka wynikało też, że PE nie ma wobec niego roszczeń i że nie podtrzymał kwoty, o której mówi prokuratura.