- W obliczu roszczeń Donalda Trumpa wobec Grenlandii, Polska wysyła swojego ambasadora, aby "zorientować się w sytuacji".
- Minister Sikorski podkreśla, że Polska sprzeciwia się światu, w którym "duzi mogą dowolnie zmieniać granice mniejszych".
- Polska, pamiętając o własnej historii, opowiada się za normami międzynarodowymi i prawem do samostanowienia.
Radosław Sikorski, minister spraw zagranicznych, w rozmowie z Radiem PiK, wyraził zaniepokojenie polskiego rządu w związku z zapowiedziami Donalda Trumpa dotyczącymi Grenlandii. Podkreślił, że Polska opowiada się za światem, w którym obowiązują pewne normy międzynarodowe, a nie za "światem pięści", gdzie silniejsi mogą dowolnie zmieniać granice słabszych państw.
Szef MZ przypomniał, że Polska w przeszłości była ofiarą takich działań, co stanowi ważny element w kształtowaniu obecnej polityki zagranicznej. Wskazał również, że premier Donald Tusk podpisał "deklarację paryską" w obronie suwerenności i prawa krajów do samostanowienia, co jest zgodne z polskim stanowiskiem w tej kwestii.
- Nie podzielam entuzjazmu naszej prawicy, która uważa, że świat pięści dla Polski będzie korzystny. I to jest jeden z powodów, dla których premier Donald Tusk podpisał "deklarację paryską" w obronie suwerenności, w obronie prawa krajów do samostanowienia. W najbliższych dniach na Grenlandię uda się nasz ambasador z Kopenhagi, aby na miejscu zorientować się w sytuacji - oznajmił.
Grenlandia a prawo międzynarodowe
Radosław Sikorski odniósł się również do pytania o realność siłowego przejęcia Grenlandii przez USA. Podkreślił, że "Stany Zjednoczone potwierdzają, jakie mają plany", a Dania "traktuje to śmiertelnie poważnie". Zwrócił uwagę na obecność wojskową USA na Grenlandii, wspominając o przeszłej i obecnej liczbie żołnierzy.
- Nie wiem, czy Grenlandię można po prostu przejąć, póki co obowiązuje tam konstytucja duńska i umowy pomiędzy Danią i Grenlandią, zgodnie z którymi Grenlandczycy mają prawo zażądać referendum, mają prawo usamodzielnić się i wtedy dokonywać swoich wyborów - stwierdził.
Polscy żołnierze na Grenlandii?
Władysław Kosiniak-Kamysz, szef MON, odniósł się do krytyki decyzji Polski o niewysyłaniu żołnierzy na Grenlandię, podczas gdy inne państwa europejskie biorą udział w ćwiczeniach Operation Arctic Endurance. Podkreślił, że polska strategia zakłada "jedność Zachodu" i "jedność sojuszu" jako priorytet.
Minister obrony zaznaczył, że "nie ma NATO bez Stanów Zjednoczonych" i podkreślił rolę Polski jako "transatlantyka" w łączeniu sojuszników. Wyraził nadzieję na porozumienie między Danią a USA, doceniając wysiłki duńskich władz.
Odwilży nie będzie? Kosiniak-Kamysz o losie podwyżek i budżetu
- Nie ma potrzeby żadnej emocjonalnej reakcji. Polska będzie łączyć NATO, łączyć państwa sojusznicze i wspierać te relacje. I zrobimy wszystko, by do żadnych złych wydarzeń pomiędzy sojusznikami nie dochodziło - podkreślił.
Działania USA i reakcja Danii
W ostatnich dniach Donald Trump wielokrotnie wyrażał chęć przejęcia Grenlandii, argumentując to potencjalnym zagrożeniem ze strony Chin i Rosji. Odmawiał przy tym rozważania innych rozwiązań, takich jak zwiększenie obecności wojskowej USA na wyspie czy misja NATO.
W odpowiedzi na te deklaracje, szefowie dyplomacji Danii i Grenlandii, Lars Lokke Rasmussen i Vivian Motzfeldt, odbyli spotkanie w Białym Domu z wiceprezydentem USA J.D. Vance'em i sekretarzem stanu Markiem Rubio. Spotkanie to, zorganizowane na wniosek Kopenhagi, miało na celu skłonienie Trumpa do zaprzestania gróźb dotyczących przejęcia wyspy.
Po rozmowach, Rasmussen i Motzfeldt przyznali, że nie doszło do zmiany stanowiska USA, jednak uzgodniono kontynuację dialogu w ramach grupy roboczej, która ma spotykać się regularnie. Rzeczniczka Białego Domu, Karoline Leavitt, potwierdziła, że obecność europejskich wojsk na Grenlandii nie wpłynie na decyzje Trumpa dotyczące przejęcia wyspy.
w naszej galerii zobaczysz śmieszne miny Radosława Sikorskiego i Karola Nawrockeigo: