- Senator Monika Piątkowska, kandydatka na prezydenta Krakowa, alarmuje o próbie zastraszania.
- Nieznane osoby miały śledzić i próbować fotografować jej syna pod jego domem.
- Zapowiedź kroków prawnych wobec sprawców i ich ewentualnych mocodawców.
- Incydent na finiszu kampanii wyborczej przed drugą turą z Łukaszem Gibałą.
Piątkowska alarmuje: "Granica została przekroczona"
Walka o prezydenturę w Krakowie nabiera tempa i, niestety, przybiera formy, które nie mają nic wspólnego z czystą grą. Senator Monika Piątkowska, kandydatka Koalicji Obywatelskiej na to stanowisko, poinformowała o bardzo niepokojącej sytuacji. W sobotę nieznane osoby pojawiły się przed domem jej syna, obserwowały go i próbowały robić mu zdjęcia.
Senator Monika Piątkowska podkreśliła, że jej syn nie jest osobą publiczną i nie bierze udziału w kampanii, a cała sytuacja jest dla niej, jako matki, szczególnie bolesna. Wirtualna Polska wskazuje, że kandydatka koalicji nie ma wątpliwości, że przekroczono granicę między politycznym sporem a prywatnością jej rodziny.
Nieznane osoby pojawiły się dziś przed miejscem zamieszkania mojego syna, obserwowały i usiłowały zrobić mu zdjęcia. Moje dziecko nie jest osobą publiczną. Nie kandyduje w tych wyborach. Nie jest częścią tej kampanii. Mnie, jako matkę, ta sytuacja dotyka szczególnie. Kampania wyborcza nie daje nikomu prawa do śledzenia mojego dziecka ani ingerowania w jego prywatność – napisała w mediach społecznościowych Monika Piątkowska.
Piątkowska zapowiada kroki prawne
Reakcja była natychmiastowa i bardzo stanowcza. Kandydatka na prezydenta Krakowa zapowiedziała, że nie da się zastraszyć i każde takie zdarzenie będzie miało konsekwencje prawne. Wyraźnie dała do zrozumienia, że nie zamierza zamiatać sprawy pod dywan dla "spokoju kampanii". Wręcz przeciwnie, zamierza podjąć wszystkie możliwe kroki, by chronić swoją rodzinę.
W swoim oświadczeniu poszła o krok dalej. Nie skupiła się wyłącznie na osobach, które bezpośrednio śledziły jej syna. Zapowiedziała, że konsekwencje mogą spotkać także tych, którzy stoją za całym zajściem.
Nie zamierzam pozostać bierna ani udawać, że nic się nie stało w imię spokoju kampanii. Będę dochodzić ochrony prawnej w pełnym zakresie. Dotyczy to zarówno bezpośrednich sprawców, jak i tych, którzy takie działania inspirują, finansują lub koordynują zza kulis – oświadczyła senator KO.
Piątkowska podejrzewa, że niepokojący incydent nie był przypadkowy, a stanowił element brudnej gry politycznej. Zapowiedź pociągnięcia do odpowiedzialności "inspiratorów" to jasny sygnał wysłany w stronę jej politycznych rywali.
O co toczy się gra w Krakowie?
Ostra reakcja Piątkowskiej i nieprzyjemny incydent nie dzieją się w próżni. To najwyraźniej element niezwykle zaciętej walki o fotel prezydenta Krakowa, która weszła właśnie w decydującą fazę. Do końca kampanii zostało już bardzo niewiele czasu, a emocje sięgają zenitu.
Przypomnijmy, że w pierwszej turze przedterminowych wyborów prezydenckich najlepszy wynik uzyskał Łukasz Gibała, założyciel stowarzyszenia Kraków dla Mieszkańców, zdobywając 36,38 proc. głosów. Tuż za nim uplasowała się senator Monika Piątkowska, popierana przez Koalicję Obywatelską i PSL, z wynikiem 29,91 proc. To właśnie ta dwójka zmierzy się w dogrywce.
Wszystko to dzieje się na ostatniej prostej przed drugą turą, która już 11 października rozstrzygnie, kto wygra wybory prezydenckie w Krakowie 2026.
Różnica między kandydatami nie jest duża, więc każdy dzień i każdy gest mogą zaważyć na ostatecznym wyniku. Incydent z udziałem syna kandydatki KO z pewnością wpłynie na temperaturę ostatnich dni kampanii.