Leszek Miller ostro o Ukrainie! Nie gryzł się w język

2026-06-07 16:01

Wizyta Kyryły Budanowa, szefa kancelarii prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, w Warszawie wywołała szeroką dyskusję wśród polskich polityków, zwłaszcza w kontekście narastających napięć bilateralnych. Przybycie ukraińskiego urzędnika, które miało miejsce po kontrowersyjnej decyzji o nadaniu jednostce wojskowej imienia "Bohaterów UPA", zostało różnie zinterpretowane przez byłego premiera Leszka Millera i byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego, od prowokacji po próbę sondowania możliwości dyplomatycznych.

Leszek Miller

i

Autor: Piotr Grzybowski/Super Express
  • Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski nazwał jedną z jednostek sił zbrojnych swojego kraju "Bohaterami UPA", co wywołało silne oburzenie w Polsce i wzrost napięć w relacjach polsko-ukraińskich.
  • W odpowiedzi na tę sytuację, do Warszawy przybył Kyryło Budanow, szef kancelarii prezydenta Zełenskiego, aby odbyć spotkania na wysokim szczeblu z polskimi urzędnikami.
  • Wizyta Budanowa nie doprowadziła do publicznego porozumienia, a Leszek Miller i Bronisław Komorowski przedstawili rozbieżne, ale generalnie pesymistyczne oceny możliwości szybkiego rozwiązania konfliktu, podkreślając trudności w pogodzeniu polskich i ukraińskich perspektyw historycznych na UPA.

Napięcia w relacjach polsko-ukraińskich wzrosły pod koniec maja, gdy prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski podjął decyzję o nazwaniu jednej z jednostek sił zbrojnych swojego kraju "Bohaterami UPA". Posunięcie to spotkało się z natychmiastowym i silnym oburzeniem w Polsce, ze względu na historyczne konotacje związane z działalnością Ukraińskiej Powstańczej Armii.

W odpowiedzi na tę sytuację, w miniony piątek do Warszawy przybył Kyryło Budanow, szef kancelarii prezydenta Zełenskiego. Podczas swojej wizyty Budanow przeprowadził szereg spotkań na wysokim szczeblu, w tym z wicepremierem i szefem MON Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego Bartoszem Grodeckim, wiceszefem MSZ Marcinem Bosackim oraz szefem prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcinem Przydaczem.

Krytyczna ocena Leszka Millera

Były premier Leszek Miller, komentując wydarzenia w programie "Prezydenci i premierzy", wyraził zdecydowane oburzenie wizytą Kyryły Budanowa, określając ją mianem "prowokacji numer dwa". W jego ocenie, wysłanie właśnie tej osoby, a nie np. ministra czy wiceministra spraw zagranicznych, świadczy o braku woli osiągnięcia kompromisu ze strony ukraińskiej. 

- Mógł wysłać ministra czy wiceministra spraw zagranicznych. Natomiast Budanow to jest twarda linia probanderowska. Sam opowiada o nieśmiertelności Bandery i tak dalej... - powiedział.

Zdaniem byłego premiera, brak publicznej konferencji prasowej po spotkaniach Budanowa w Warszawie jest jednoznacznym sygnałem, że "strony nie doszły do żadnego porozumienia". Miller odniósł się również do komunikatu strony ukraińskiej, tłumaczącego decyzję prezydenta Zełenskiego o nadaniu jednostce imienia "Bohaterów UPA" wolą żołnierzy. Uznał to za argument zamykający drogę do kompromisu, stwierdzając, że "gdyby teraz nawet Zełenski chciał zmienić zdanie, to co powie, że żołnierze zmienili zdanie? Przecież to byłoby komiczne". W konsekwencji, Leszek Miller nie widzi obecnie możliwości rozwiązania kompromisowego w tej kwestii.

Perspektywa Bronisława Komorowskiego

Odmienne stanowisko w tej sprawie zaprezentował były prezydent Bronisław Komorowski. Nie zgodził się z tezą Leszka Millera o prowokacyjnym charakterze wizyty, sugerując, że Kyryło Budanow przybył do Warszawy w celu "wysondowania, czy jest w ogóle jakiś obszar negocjacji, jakikolwiek obszar do działania dyplomacji".

Marcin Przydacz chce dymisji! Padły mocne słowa

Komorowski zgodził się jednak z oceną, że wpływ na decyzję o nadaniu jednostce imienia "Bohaterów UPA" mieli sami żołnierze. Skrytykował to jako "wojskowe myślenie", które "dzisiaj przynosi fatalne skutki", sugerując, że doradcy ds. polityki zagranicznej nie dopuściliby do takiej sytuacji. Były prezydent ocenił, że oczekiwanie "kompletnej zmiany" ze strony prezydenta Zełenskiego jest "polityczną naiwnością". Zasugerował jednocześnie, że jako doradca prezydenta Ukrainy "poleciłbym mu pójść w stronę taką, żeby Polakom uzmysłowić to, że UPA nie jedno ma imię". Podkreślił, że dla Polaków "zbrodnie tej organizacji są bolesne i nie do zaakceptowania".

Dla części Ukraińców UPA jest postrzegana głównie przez pryzmat wieloletnich zmagań z komunizmem i ze Związkiem Radzieckim, a więc jest fragmentem ich walki o niepodległość. Nie ma takiej możliwości, żebyśmy my zaakceptowali ukraiński punkt widzenia na UPA,  ale powiedziałem - trzeba zaakceptować, że UPA nie jedno ma imię - stwierdził.

Według byłego prezydenta, Polska powinna oczekiwać "potępienia zbrodni UPA w sposób absolutnie jednoznaczny", precyzując, że chodzi o "zbrodnie, nie całego UPA jako takiego", argumentując, że "dlaczego potępiać tych, którzy walczyli do 50. roku czy 53. z komunizmem na Ukrainie".

W naszej galerii zobaczysz Leszka Millera z wnuczką:

Sonda
Czy Leszek Miller był dobrym premierem?
AlfabetMillera - k jak książka

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki