- Podczas meczu w Kownie, gdzie Polska wygrała 2:0, Donald Tusk zaprosił na spotkanie dzieci z Wilna.
- Użycie przez Kancelarię Premiera określenia „dzieci polonijne” wywołało ostrą krytykę ze strony księdza Wąsowicza.
- Duchowny podkreśla, że mieszkańcy Litwy identyfikujący się z polskością to Polacy, a nie Polonia, dbający o polskie tradycje i język.
- Dlaczego to rozróżnienie jest tak ważne i co oznacza dla tożsamości Polaków poza granicami kraju?
Mecz, który odbył się w październiku w Kownie, zakończył się zwycięstwem Polski 2:0. Donald Tusk oglądał spotkanie z trybuny honorowej w towarzystwie litewskiej premier Ingi Ruginiene. Po meczu poinformowano, że premier Tusk zorganizował „coś miłego dla polonijnych dzieci z Wilna”, zapraszając je do wspólnego kibicowania. To właśnie określenie „dzieci polonijne” stało się zarzewiem konfliktu. Ksiądz Wąsowicz w rozmowie z Danielem Nawrockim, synem prezydenta, w ramach cyklu „Nawrocki w Polsce”, stanowczo skrytykował to sformułowanie.
- Dla nich największą obrazą jest powiedzenie, że są Polonią. Tak, jak zrobił to premier podczas ostatniego meczu. Kancelaria Premiera napisała, że Donald Tusk zaprosił dzieci polonijne z Wilna. To tak, jakbyś ich uderzył w twarz – stwierdził duchowny.
Polacy wybrali największego wybranego polskiej polityki w 2025. Kto znalazł się na podium?
Tożsamość Polaków na Litwie
Ksiądz Wąsowicz podkreślił, że osoby mieszkające na Litwie, a identyfikujące się z polskością, nie powinny być nazywane Polonią.
- Nie możemy ich nazywać Polonią. To są Polacy, którzy zostali na polskich ziemiach i pilnują naszych narodowych tradycji, języka – dodał.
Wypowiedź księdza Wąsowicza wywołała dyskusję na temat właściwego nazewnictwa i postrzegania Polaków mieszkających poza granicami kraju, szczególnie w kontekście historycznym i kulturowym.
W naszej galerii zobaczysz, jak mieszka Donald Tusk: