Koniec z samym importem. Polska chce eksportować broń
To jest prawdziwa rewolucja w wydatkach na obronność. Do tej pory tylko około 20 proc. pieniędzy na zakupy uzbrojenia trafiało do rodzimych zakładów, a nawet 80 proc. zasilało zagraniczne firmy. Teraz proporcje już się zmieniają. Polska dochodzi do poziomu, w którym nawet połowa środków na zakupy zbrojeniowe może zostawać w krajowych przedsiębiorstwach. To oznacza, że obronność przestaje być wyłącznie kosztem, a staje się wielką inwestycją w gospodarkę, miejsca pracy i bezpieczeństwo.
Miliardy z SAFE płyną do polskich fabryk
Przypomnijmy: program SAFE powstał z inicjatywy Polski, która przez wiele miesięcy zabiegała o jego uruchomienie w strukturach europejskich. Projekt ma wzmocnić bezpieczeństwo całej Europy, a szczególnie wschodniej flanki NATO. Polska jako pierwszy kraj w Unii Europejskiej dopełniła procedur, podpisała umowę pożyczkową i otrzymała pierwszą zaliczkę z SAFE, która wpłynęła na konto Banku Gospodarstwa Krajowego.
Zobacz: Sobkowiak-Czarnecka: Pierwsze środki z programu SAFE trafiły do polskich firm
Skala jest gigantyczna. W ostatnich dniach maja 2026 roku podpisano aż 62 umowy z polskim przemysłem zbrojeniowym na łączną kwotę 120 mld zł. To zamówienia z gwarancją do końca dekady. Dla fabryk oznacza to coś, czego przez lata najbardziej brakowało: stabilność, przewidywalność i możliwość planowania produkcji. Jedną z kluczowych osób odpowiedzialnych za ten proces jest Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, pełnomocniczka rządu ds. SAFE. To ona koordynuje działania, które mają sprawić, że unijne pieniądze nie ominą polskich zakładów.
Sprawdź: Poradziła sobie z SAFE. Aktualnie Tusk szykuje dla niej kluczowy gabinet
- Przez lata polski przemysł obronny cierpiał na brak stabilnych, długoterminowych zamówień. SAFE daje coś, czego firmy potrzebują najbardziej: przewidywalność. Dzięki temu mogą inwestować, zwiększać produkcję, zatrudniać ludzi i budować rentowność na lata. Naszym celem jest, by pieniądze na bezpieczeństwo w jak największym stopniu zostawały w Polsce - podkreśla Magdalena Sobkowiak-Czarnecka.
Świat patrzy na polską broń
Polskie zakłady zbrojeniowe przeżywają prawdziwe ożywienie. Do fabryk trafiają nie tylko pieniądze z polskiej puli, ale pojawia się też coraz większe zainteresowanie ze strony innych państw. Jak informowała Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, osiem krajów członkowskich UE oraz państwa spoza Wspólnoty są poważnie zainteresowane zakupami w polskim przemyśle obronnym, a wymagane dokumenty są podpisywane.
Wśród najważniejszych kierunków wymieniana jest Kanada, która stawia na polskie systemy bezzałogowe. Chodzi o rozwiązania dronowe i rozpoznawcze, które sprawdzają się na współczesnym polu walki. Norwegia z kolei inwestuje w polską myśl techniczną w obszarze łączności, dowodzenia i systemów antydronowych. Kupno polskiego sprzętu wojskowego deklarowały także m.in. Francja, Szwecja, Cypr, Grecja i Rumunia. W grze są m.in. systemy GLADIUS, drony FLYEYE, amunicja krążąca WARMATE oraz nowoczesne systemy ochrony przed dronami.
Przeczytaj: Tusk przebił PiS w trzy dni? Padły słowa o 120 mld zł
Zamówienia zasilają linie produkcyjne największych krajowych zakładów. Korzystają na tym m.in. Rosomak S.A. w Siemianowicach Śląskich, Huta Stalowa Wola, Mesko S.A. w Skarżysku-Kamiennej, Fabryka Broni Łucznik-Radom czy PGZ Stocznia Wojenna w Gdyni. Ale to nie tylko wielkie firmy. Program tworzy ogromną sieć współpracy. Zaangażowanych ma być blisko 12 tys. partnerów biznesowych i instytucjonalnych z całej Polski: od hut i zakładów mechanicznych po mniejsze przedsiębiorstwa elektroniczne, optyczne, logistyczne i technologiczne.
Co z tego ma zwykły Polak?
Po pierwsze: miejsca pracy. Miliardowe kontrakty krajowe i eksportowe oznaczają stabilne zatrudnienie dla tysięcy pracowników zbrojeniówki i firm współpracujących z sektorem obronnym.
Po drugie: pieniądze zostają w kraju. Wartość korzyści gospodarczych szacowana jest na około 186,3 mld zł. To środki, które mogą budować polskie zaplecze badawczo-rozwojowe, technologiczne i logistyczne.
Po trzecie: bezpieczeństwo. Silny przemysł obronny to najlepsza polisa na trudne czasy. Jeśli Polska potrafi produkować nowoczesny sprzęt dla własnej armii i sprzedawać go sojusznikom, staje się nie tylko klientem światowych koncernów, ale również graczem na rynku bezpieczeństwa.
To właśnie jest największa zmiana. Polska nie chce już tylko kupować broni. Polska chce ją produkować, rozwijać i sprzedawać światu.
Galeria poniżej: Program SAFE: 120 mld zł na polską armię w trzy dni. Kosiniak-Kamysz: "Operacja Polska SAFE trwa nadal. Ona się nigdy nie skończy"