Co tak naprawdę oznacza zmiana w Trybunale Konstytucyjnym?
– Moim zdaniem to musiało nastąpić. To było zapowiadane przez rząd i przez stronę rządzącą od bardzo, bardzo dawna – mówi profesor Antoni Dudek.
Politolog wyjaśnia, że momentem przełomowym był wybór Macieja Berka na ósmego sędziego TK z poparciem obecnej większości sejmowej. To był jasny sygnał, że rząd Donalda Tuska nie będzie dłużej akceptował sytuacji, w której Trybunałem kieruje grupa sędziów skupiona wokół dotychczasowego prezesa Bogdana Święczkowskiego.
Zdaniem Dudka nie oznacza to jednak końca problemów. Wręcz przeciwnie. Obecny kryzys wokół Trybunału Konstytucyjnego to tylko kolejny akt w dramacie, który trwa od dekady.
– Sąd konstytucyjny ma sens tylko wtedy, jeżeli wszystkie główne siły polityczne uznają jego wyroki. Tymczasem my od dekady mamy niekończący się festiwal naprzemiennego unieważniania znaczenia sądu konstytucyjnego – ocenia ekspert. – Po prostu zmieni się tylko administrator pałacyku przy ulicy Szucha w Warszawie i nic ponadto – dodaje gorzko.
Czy prezydent Karol Nawrocki może coś zrobić?
Profesor Dudek jest sceptyczny co do możliwości realnego wpłynięcia na sytuację przez głowę państwa. Jego zdaniem prezydent Karol Nawrocki może publicznie wyrazić swój sprzeciw, ale nie ma narzędzi, by skutecznie powstrzymać działania rządu.
– Pan prezydent może przyjechać, wejdzie albo przemówi do zwolenników partii, która go wysunęła na stanowisko prezydenta, że on tego nie uznaje. Ale z tego niewiele będzie wynikało – przewiduje politolog.
Politolog nie spodziewa się, by ewentualna interwencja prezydenta Karola Nawrockiego zmieniła sytuację, ponieważ to rząd Donalda Tuska dysponuje realnymi narzędziami siłowymi. – Jeśli ktoś ten pałacyk będzie kontrolował, to raczej ten, po którego stronie jest policja – uważa Dudek.
Jaka jest przyszłość Trybunału Konstytucyjnego?
Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek zapowiedział, że praworządność i pełne funkcjonowanie Trybunału zostaną przywrócone w ciągu kilku tygodni. Profesor Dudek studzi jednak ten optymizm. Jego zdaniem wszystko zależy od wyniku przyszłorocznych wyborów parlamentarnych. Prawdziwym sprawdzianem dla zmian w TK będą jednak dopiero wybory parlamentarne w 2027 roku, które zdecydują o tym, czy przyszłość Trybunału Konstytucyjnego będzie stabilna.
– Jeżeli prawica przejmie władzę, to natychmiast zacznie podważać prawomocność tej większości Trybunału, która się w tej chwili uformowała – przewiduje ekspert.
Przypomina, że część sędziów nowej większości nie została zaprzysiężona przez prezydenta Karola Nawrockiego, co będzie argumentem do kwestionowania ich statusu. Według Dudka, w razie zmiany władzy, obecne działania mogą stać się podstawą do pociągnięcia do odpowiedzialności obecnego rządu. – Dowiemy się, że doszło tutaj do złamania prawa i minister Żurek będzie jednym z oskarżonych – mówi.
Kto zyskuje, a kto traci na sporze o TK?
Politolog nie spodziewa się też masowych protestów w obronie Trybunału. Jego zdaniem wieloletni spór po prostu zmęczył Polaków, którzy przyzwyczaili się do życia bez sprawnie działającego sądu konstytucyjnego. – Nie wygląda mi na to, żeby większość Polaków to tak naprawdę interesowało. Po prostu Polacy się zorientowali, nad czym ubolewam, że można funkcjonować latami bez funkcjonującego sądu konstytucyjnego – mówi.
W opinii Antoniego Dudka na sporze o Trybunał Konstytucyjny nikt nie zyskuje, a największe konsekwencje ponosi państwo, które od dekady traci na stabilności i powadze. Jego zdaniem jedynym realnym rozwiązaniem kryzysu byłby kompromis głównych sił politycznych co do składu i legitymacji TK.
Bez tego porozumienia spór będzie trwał, niezależnie od tego, kto akurat kontroluje budynek przy alei Szucha.