Spis treści
Kosztowny zakup Kancelarii Sejmu
Kancelaria Sejmu kupiła obraz, którego cena może przyprawić o zawrót głowy. Chodzi o „Portret Ignacego Daszyńskiego” namalowany przez Stanisława Ignacego Witkiewicza, znanego jako Witkacy. Zakup pochłonął dokładnie 276 tys. zł z publicznych pieniędzy. Informację o nowym nabytku przekazał podczas jednego z majowych przemówień sam marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty z Lewicy.
Choć marszałek nie podał wtedy dokładnej kwoty, nietrudno było ją ustalić. "Rzeczpospolita" podała informację, że obraz został sprzedany 19 maja na aukcji w domu aukcyjnym DESA Unicum za 230 tys. zł. Do tej sumy trzeba było jednak doliczyć 20-procentową opłatę aukcyjną, co ostatecznie dało wspomniane 276 tys. zł. Zakup portretu Ignacego Daszyńskiego przez Kancelarię Sejmu to inicjatywa marszałka Włodzimierza Czarzastego, która wpisuje się w obchody Roku Ignacego Daszyńskiego. Sam marszałek nie krył zadowolenia z transakcji.
Co może być bardziej cudownego, jak Daszyński namalowany przez Witkacego? – pytał retorycznie w "Rzeczpospolitej" Włodzimierz Czarzasty, podkreślając, że polski parlament powinien gromadzić takie pamiątki historyczne.
Dlaczego Sejm kupił portret Daszyńskiego?
Kancelaria Sejmu tłumaczy, że zakup nie był przypadkowy. W oficjalnym wyjaśnieniu Biuro Obsługi Medialnej podkreśla, że obraz ma „bezsprzecznie wysoką wartość artystyczną” i przedstawia postać kluczową dla polskiej historii. Ignacy Daszyński był jednym z Ojców Niepodległości, premierem pierwszego rządu odrodzonej Polski oraz marszałkiem Sejmu w latach 1928–1930.
Decyzja o zakupie zbiegła się w czasie z obchodami Roku Ignacego Daszyńskiego, który Sejm ustanowił na 2026 rok. To właśnie w tym roku przypada 160. rocznica urodzin i 90. rocznica śmierci polityka. Kancelaria Sejmu argumentuje również, że kupując portret Ignacego Daszyńskiego, zapewniła, że to cenne dzieło pozostanie w kraju. Istniało bowiem ryzyko, że na aukcji obraz zostanie nabyty przez zagranicznego kolekcjonera i wywieziony z Polski.
Urzędnicy dodają, że gromadzenie pamiątek związanych z historią parlamentaryzmu to jedno z zadań Biblioteki Sejmowej.
Kontrowersje wokół wydatku. Posłowie podzieleni
Okazuje się jednak, że nie wszyscy podzielają entuzjazm marszałka. Wydatek niemal 300 tys. zł na obraz wzbudził spore kontrowersje, a posłowie są w tej sprawie podzieleni. Główne pytanie brzmi: czy Kancelaria Sejmu w ogóle powinna zajmować się kupowaniem dzieł sztuki?
Głos w tej sprawie zabrał poseł Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Zieliński, który nie zostawia na decyzji suchej nitki. Jego zdaniem Kancelaria Sejmu przekroczyła swoje uprawnienia.
Rolą Kancelarii Sejmu jest obsługa Sejmu, a nie gromadzenie dzieł sztuki. Do tego ostatniego powołane są inne instytucje państwowe, przede wszystkim muzea - powiedział w "Rzeczpospolitej" poseł PiS Jarosław Zieliński.
Poseł Zieliński uważa, że zakup, za którym stoi marszałek Czarzasty, może zostać zakwestionowany przez Najwyższą Izbę Kontroli. Zapowiedział, że przyjrzy się sprawozdaniu z wykonania budżetu Kancelarii za ten rok, bo mogą kryć się tam inne nieuzasadnione wydatki.
Zupełnie inaczej sprawę ocenia poseł Konfederacji Michał Wawer. Jego zdaniem to dobra praktyka, by dzieła wybitnych twórców, przedstawiające ważne postacie historyczne, znajdowały miejsce w Sejmie. Zwraca jednak uwagę na możliwy polityczny podtekst decyzji.
Marszałek na pewno kierował się swoimi sympatiami politycznymi i można zastanawiać się, czy podobną decyzję podjąłby odnośnie do portretu innego z ojców polskiej niepodległości, np. Romana Dmowskiego – zastanawia się na łamach "Rzeczpospolitej" polityk Ruchu Narodowego.
Kiedy zobaczymy obraz za ćwierć miliona złotych?
Każdy, kto chciałby na własne oczy zobaczyć dzieło Witkacego, będzie musiał uzbroić się w cierpliwość. I to na kilka lat. Okazuje się, że obraz, mimo hucznych zapowiedzi, nie będzie na razie dostępny dla zwiedzających.
Kancelaria Sejmu deklaruje, że „zakupione dzieło sztuki zostanie udostępnione szerokiej publiczności”. Jest jednak jeden haczyk. Obraz ma być główną atrakcją planowanego centrum edukacji parlamentarnej o nazwie „Parlamentarium”. To ma być nowoczesne muzeum i centrum obsługi wycieczek, inspirowane podobną instytucją działającą w Berlinie. Problem w tym, że budynek dopiero powstanie.
Inwestycja ma zostać zrealizowana na działce przy Alejach Ujazdowskich, gdzie stoi obecnie Pałacyk Śleszyńskich (była siedziba ambasady Jugosławii). Choć sam pomysł budowy Parlamentarium jest oceniany pozytywnie, to jego realizacja potrwa. Według planów Kancelarii Sejmu, kosztowny portret Ignacego Daszyńskiego będzie czekał w magazynie kilka lat, zanim zobaczy go publiczność. Oznacza to, że wydatek rzędu 276 tys. zł został na długi czas zamrożony, a cenny zabytek pozostanie ukryty przed Polakami, w imieniu których został przecież kupiony.