- Niedługo minie rok od wyborów prezydenckich, w których Karol Nawrocki pokonał Rafała Trzaskowskiego.
- W kampanię wyborczą ingerować miały wówczas boty.
- Wracamy do sprawy i sprawdzamy, jak obecnie wygląda sytuacja z tą aferą.
Śledczy nie składają jednak broni i sięgają po pomoc za granicą. Trop prowadzi do Węgier i Stanów Zjednoczonych. To właśnie tam mogą znajdować się kluczowe informacje dotyczące finansowania oraz dystrybucji podejrzanych materiałów w mediach społecznościowych. Dlatego krakowska prokuratura zwróciła się o międzynarodową pomoc prawną do tych krajów. Uzyskanie tych informacji ma istotne znaczenie dla dalszego przebiegu postępowania – informuje w odpowiedzi na nasze pytania PK w Krakowie.
Zobacz: Dantejskie sceny w Sejmie! Posłowie PiS przynieśli wymowne banery, Trela nie wytrzymał
Jednym z kluczowych elementów śledztwa jest raport przygotowany przez specjalistów z NASK. Jego treść w związku z tym, że to kluczowy dowód – nie jest jawna. Śledczy przesłuchali natomiast jego autorów oraz osoby zaangażowane w kampanię Rafała Trzaskowskiego, w charakterze świadków. Boty – przypomnijmy – rozpowszechniały w sieci i mediach społecznościowych spoty promujące kandydata KO i dyskredytujące kandydatów popieranego przez PiS oraz Konfederację. W świetle polskiego prawa to nielegalne, o czym mówi artykuł 299 Kodeksu Karnego, według którego za tego rodzaju ingerencję w proces wyborczy – sprawcom może grozić nawet osiem lat więzienia.
Eksperci nie mają wątpliwości – boty w sieci to nie przypadek. Jak wyjaśnia Michalina Grzelka z Ośrodka Analizy Dezinformacji, ich zadanie jest jasne: udawać prawdziwych użytkowników i masowo rozpowszechniać określone treści. Ale to dopiero wierzchołek góry lodowej. Za kulisami stoją zleceniodawcy, którzy mają konkretny cel – wpływać na opinię publiczną i kształtować polityczne nastroje.
Boty w sieci: niewidzialna siła wpływu na opinię publiczną
W dobie dynamicznego rozwoju internetu i sztucznej inteligencji rośnie zagrożenie związane z działalnością botów – programów komputerowych, które coraz skuteczniej imitują ludzkie zachowania. Jak wynika z rozmowy z analityczką, Michaliną Grzelką, ich wpływ na debatę publiczną, a zwłaszcza procesy wyborcze, może być poważny i wielowymiarowy.
Sprawdź: Bunt u Jarosława Kaczyńskiego! Morawiecki odejdzie z PiS? Ekspert: Na razie liczy szable
– Boty w dużym uproszczeniu to programy komputerowe, które potrafią w pewnym sensie naśladować ludzkie zachowanie online – wyjaśnia ekspertka. Choć same w sobie nie są nowym zjawiskiem, ich możliwości znacząco wzrosły wraz z rozwojem technologii. Działają szybko, masowo i bez przerwy, co czyni je szczególnie niebezpiecznym narzędziem w rękach osób chcących manipulować opinią publiczną.
Dezinformacja na masową skalę
Jednym z głównych zagrożeń jest zdolność botów do błyskawicznego rozpowszechniania treści. – Mogą w bardzo szybkim tempie rozpowszechniać informacje. Często są to informacje nieprawdziwe lub mające na celu oczernienie jednego lub drugiego kandydata – podkreśla Grzelka.
Ich aktywność nie ogranicza się do pojedynczych wpisów. Boty publikują treści seryjnie, często o nietypowych porach, co może być jednym z sygnałów ostrzegawczych dla użytkowników internetu. Co więcej, ich działania nie są przypadkowe – za każdą taką siecią stoją konkretne podmioty. – Za botami stoją konkretne osoby, konkretne instytucje, czasami konkretne państwa – zaznacza ekspertka. Celem takich działań bywa destabilizacja debaty publicznej, polaryzacja społeczeństwa czy wpływanie na wyniki wyborów.
Narzędzie wpływu politycznego
Boty coraz częściej wykorzystywane są jako element strategii informacyjnych, również na poziomie międzynarodowym. – To może być narzędzie podmiotów nieprzychylnych np. naszemu państwu – mówi Grzelka. Wskazuje przy tym, że podobne zjawiska obserwowano także w innych krajach, m.in. podczas ubiegłotygodniowych wyborów na Węgrzech.
Choć analitycy są w stanie wykrywać pewne schematy działania, identyfikacja źródła takich kampanii pozostaje trudna. Opiera się głównie na analizie danych i powtarzalności zachowań. – Promują bardzo podobne narracje, czasami nawet wypowiadają się w dosyć podobny sposób – dodaje ekspertka z NASK.
Sztuczna inteligencja utrudnia walkę
Rozwój dużych modeli językowych sprawił, że boty stały się jeszcze trudniejsze do wykrycia. Dawne metody – takie jak analiza nazw kont czy czasu publikacji – tracą na skuteczności. – Sztuczna inteligencja sprawia, że siatki botów i poszczególne konta botowskie są coraz bardziej wyrafinowane i coraz trudniejsze do rozpoznania – ostrzega Michalina Grzelka. Jak więc użytkownicy mogą się bronić przed wpływem takich działań?
Przeczytaj: Czarzasty złożył bardzo poważną obietnicę. Chodzi o małżeństwa jednopłciowe
W obliczu rosnącego zagrożenia kluczową rolę odgrywa czujność użytkowników. Istnieje kilka sygnałów, które mogą wskazywać na kontakt z botem. – Jeżeli konto jest bardzo aktywne i publikuje informacje w bardzo krótkich odstępach czasu albo o nietypowych godzinach, wówczas to powinno uruchomić nam w głowie czerwoną lampkę – radzi Grzelka. Niepokój powinny wzbudzić również konta skupione wyłącznie na jednym temacie, a także treści pisane językiem silnie emocjonalnym i sensacyjnym. – To oznacza, że być może ktoś próbuje grać na naszych emocjach – dodaje.
Choć walka z dezinformacją wymaga zaawansowanych narzędzi i pracy specjalistów, odpowiedzialność spoczywa również na użytkownikach internetu. Świadomość mechanizmów działania botów i krytyczne podejście do treści w sieci mogą znacząco ograniczyć ich wpływ. W świecie, w którym granica między człowiekiem a maszyną zaciera się coraz bardziej, umiejętność rozpoznawania manipulacji staje się jednym z kluczowych wyzwań i pożądanych umiejętności współczesnego odbiorcy informacji.
Autor: Mateusz Chłystun