Michał Woś po tym, jak został zatrzymany za przekroczenie prędkości w Rybniku, postanowił odnieść się do zdarzenia w charakterystycznym dla siebie stylu. - Moja babcia się chwaliła, że nigdy nie dostała mandatu, dlatego że nigdy nie miała prawa jazdy. Kto w Polsce nie dostał mandatu, niech pierwszy rzuci kamieniem – powiedział na antenie Radia Zet. Słowa te wywołały natychmiastową reakcję słuchaczy i internautów. Wielu z nich uznało wypowiedź posła za niestosowną i bagatelizującą wykroczenie, którego się dopuścił. Inni natomiast odebrali to jako próbę rozładowania napiętej sytuacji żartem.
Z relacji posła wynika, że do zatrzymania doszło 1 kwietnia około godziny 9 rano w Rybniku. Jak przekonywał, jechał dwupasmówką poza terenem zabudowanym, gdzie dozwolona prędkość wynosiła 100 km/h. - Wjechałem w zakręt i na tym zakręcie było rzeczywiście ograniczenie do 70 km/h. Zacząłem hamować, bo było rondo, tylko że ta policja już mnie od razu namierzyła – tłumaczył poseł PiS, dodając, że "szczerze nie pamięta", o ile przekroczył dopuszczalną prędkość.
Co ciekawe, Michał Woś nie otrzymał mandatu na miejscu. Jak tłumaczył, okazał policjantce legitymację poselską, ponieważ nie miał przy sobie innego dokumentu. - Pani poprosiła mnie o dowód osobisty, co było dla mnie zaskakujące – wspominał, dodając przy tym, że funkcjonariuszka, która go zatrzymała, "chyba wdrażała się w drogówkę, bo funkcjonariusz mówił jej, co ma robić". - Przyjmuję tego rodzaju zdarzenia na klatę i myślę, że zdecydowana większość Polaków tak samo by postępuje (...) Zapraszamy wszystkich do Rybnika - dodał na koniec.
Policja potwierdziła zatrzymanie posła i sporządzenie dokumentacji na miejscu. Obecnie prowadzone są dalsze czynności, a szczegóły nie są ujawniane. Według ustaleń TVN24, Woś skontaktował się potem z Komendą Miejską Policji w Rybniku, aby wyjaśnić sytuację.
