- Jarosław Kaczyński zasugerował możliwość negocjacji w sprawie opuszczenia Unii Europejskiej przez Polskę, jeśli reformy wspólnoty nie spełnią jego oczekiwań, co wywołało szeroką debatę polityczną.
- Wypowiedź Kaczyńskiego wywołała ostrą krytykę ze strony polityków opozycji, w tym Adriana Zandberga, który określił ewentualny "Polexit" jako "katastrofę gospodarczą i zagrożenie dla bezpieczeństwa", oraz premiera Donalda Tuska, który alarmował o możliwych negocjacjach rozwodowych z Brukselą.
- Politycy PiS próbowali tłumaczyć słowa prezesa jako chęć zaostrzenia kursu negocjacyjnego, jednak Adrian Zandberg uznał te wyjaśnienia za niewiarygodne, interpretując strategię PiS jako wynik rywalizacji o skrajnie prawicowy elektorat i "zaganianie się w kozi róg".
Burza po słowach Jarosława Kaczyńskiego na forum w Krynicy nie cichnie. Prezes Prawa i Sprawiedliwości wywołał falę komentarzy, sugerując możliwość podjęcia rokowań w sprawie wyjścia Polski z Unii Europejskiej, jeśli próby reformowania wspólnoty nie przyniosą oczekiwanych przez niego skutków. Do tablicy wywołany został Adrian Zandberg, który w programie "Graffiti" w Polsat News w ostrych słowach ocenił strategię lidera PiS.
- Myślę, że z każdym rokiem Jarosław Kaczyński jest coraz większym prezentem dla Donalda Tuska - wypalił współlider partii Razem. Według Zandberga, prezes PiS swoją postawą ułatwia zadanie premierowi, stawiając się w roli polityka, którego wizja może sprowadzić na kraj niebezpieczeństwo.
Katastrofa na horyzoncie?
Zandberg, choć na co dzień często krytyczny wobec rządu, w tej konkretnej sprawie przyznał rację Donaldowi Tuskowi i innym politykom ostrzegającym przed opuszczaniem struktur unijnych. W jego ocenie "Polexit" byłby dla naszego kraju scenariuszem tragicznym, i to na wielu polach.
- Wyjście Polski z Unii Europejskiej byłoby dla Polski katastrofą gospodarczą, ale też miałoby daleko idące konsekwencje dla naszego bezpieczeństwa - wyliczał polityk na antenie Polsat News. Przypomniał przy tym, że w kwestii bezpieczeństwa narodowego spory partyjne powinny zejść na dalszy plan.
Po tym sondażu prawica zacznie przymierzać się do rządzenia
Sytuacja jest dynamiczna, bo głos zabrał już sam Donald Tusk. Premier w mediach społecznościowych alarmował, że Kaczyński "ogłosił właśnie", iż Polska powinna negocjować warunki rozwodu z Brukselą. Szef rządu podkreślał, że w obliczu zagrożeń kluczowa jest jedność.
PiS jak Janusz Korwin-Mikke?
Gdy w mediach zawrzało, politycy Prawa i Sprawiedliwości ruszyli do ofensywy, tłumacząc, że słowa prezesa zostały źle zinterpretowane. Przekonywali, że nie chodzi o faktyczne wyjście z UE, a jedynie o przyjęcie twardszego kursu w negocjacjach. Adrian Zandberg nie daje jednak wiary tym wyjaśnieniom i porównuje zachowanie PiS do... kontrowersyjnego nestora polskiej prawicy.
- To mi trochę przypomina jakieś wyskoki Janusza Korwin-Mikkego, po których też zawsze wychodzili politycy jego partii i mówili, że prezes miał coś zupełnie innego na myśli - ironizował Zandberg w "Graffiti".
Zdaniem lidera Razem, PiS wpędził się w pułapkę, próbując za wszelką cenę rywalizować o skrajnie prawicowy elektorat.
- PiS się po prostu zagonił w kozi róg. Tak bardzo stara się pokazać wyborcom, że jest kolejną Konfederacją, że ląduje w takim właśnie miejscu, w którym nagle to, co mówią, przestaje być odróżnialne od tego, co mówi Konfederacja - podsumował polityk.
W naszej galerii zobaczysz, jakiego telefonu używa Jarosław Kaczyński: