- Mamy nowe weto Karola Nawrockiego.
- Tym razem prezydent odrzucił projekt nowelizacji ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną.
- O co chodzi, i jak tłumaczył swoją decyzję?
Zgodnie z zawetowanym projektem, prezesi Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE) oraz Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (KRRiT) mieliby uprawnienia do wydawania nakazów platformom internetowym dotyczących usuwania treści uznanych za nielegalne. Dotyczyło to szerokiego katalogu 27 czynów zabronionych, głównie określonych w Kodeksie karnym. Wśród nich znalazły się m.in. groźby karalne, nawoływanie do samobójstwa, promowanie pedofilii, propagowanie ideologii totalitarnych, a także nawoływanie do nienawiści i znieważanie na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych czy wyznaniowych. Co więcej, ustawa miała również obejmować treści naruszające prawa autorskie oraz te związane z nielegalną sprzedażą towarów lub świadczeniem usług.
Zobacz: PILNE! Węgry znów udzielają azylu Polakom? Nieoficjalnie: dwa bardzo znane nazwiska!
Urząd Komunikacji Elektronicznej miałby także możliwość odblokowywania treści, które zostały wcześniej zablokowane przez platformy internetowe, w ściśle określonych przypadkach. To wszystko miało, przynajmniej w teorii, zapewnić skuteczniejsze i szybsze reagowanie na zagrożenia w sieci, chroniąc użytkowników przed szkodliwymi treściami.
Decyzja Karola Nawrockiego o zawetowaniu nowelizacji ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną wywołała szeroką dyskusję na temat granic wolności słowa w internecie i roli państwa w regulowaniu treści online. Głównym argumentem, który prezydent przedstawił jako podstawę swojego weta, była obawa przed potencjalnym nadużywaniem przepisów i stosowaniem cenzury. Jego zdaniem ustawa w obecnym kształcie mogła stworzyć mechanizmy, które w praktyce prowadziłyby do blokowania treści niezgodnych z linią polityczną, a niekoniecznie faktycznie nielegalnych. Taka sytuacja mogłaby zagrozić fundamentalnym prawom obywatelskim, w tym prawu do swobodnego wyrażania opinii i dostępu do informacji.
Sprawdź: Afera w Sejmie! Senator PiS przeprosi znaną dziennikarkę za mocno obraźliwe słowa? Nagrały się!
W uzasadnieniu weta podkreślono również, że przepisy dawały zbyt szerokie uprawnienia urzędnikom, bez odpowiednich zabezpieczeń przed ich arbitralnym wykorzystaniem. Brak precyzyjnych definicji i kryteriów, na podstawie których miałyby być blokowane treści, mógłby prowadzić do subiektywnych interpretacji i niejednolitych decyzji. To z kolei mogłoby skutkować chaosem prawnym i brakiem pewności dla użytkowników internetu oraz dla samych platform. Prezydent wyraził również obawy, że ustawa mogłaby być wykorzystana do eliminowania niewygodnych opinii, co w dłuższej perspektywie podważyłoby zaufanie społeczne do instytucji państwowych i do internetu jako przestrzeni do wolnej wymiany myśli. Weto Prezydenta ma zatem, jak stwierdzono. na celu ochronę wartości demokratycznych i zapewnienie, że wszelkie regulacje dotyczące internetu będą transparentne, proporcjonalne i nie będą prowadzić do nadmiernej ingerencji w wolność obywatelską.
- Ustawa tzw. DSA w założeniu miała chronić obywateli. Wirtualna rzeczywistość niesie wiele zagrożeń. To sprawa niezwykle ważna, która wymaga skutecznego i mądrego uregulowania. Zawsze dlatego nie można było jej zniszczyć złymi wrzutkami legislacyjnymi. Po raz kolejny do dobrych rozwiązań doklejono szkodliwe przepisy (...) To były założenia, które oddają kontrolę nad treściami w internecie urzędnikom, którzy podlegają rządowi, a nie niezależnym sądom. Wprowadzono rozwiązanie absurdalne - tłumaczył Nawrocki w specjalnie opublikowanym nagraniu. Zapowiedział też, że w ciagu miesiąca przygotowuje swój projekt, który nie będzie wprowadzał administrayjnej cenzury, ale będzie chronił dzieci przed nielegalnymi treściami w internecie.