Jak Wojciech Mann pożegnał Andrzeja Olechowskiego?
Informacja o śmierci polityka Andrzeja Olechowskiego pojawiła się w mediach 25 kwietnia. Niedługo potem w bardzo osobisty sposób odniósł się do niej jego wieloletni przyjaciel. Krótki, ale niezwykle wymowny wpis zamieścił w mediach społecznościowych dziennikarz Wojciech Mann: „Andrzej Olechowski. Najdłuższa przyjaźń mojego życia”. Te kilka słów to podsumowanie relacji, która trwała nieprzerwanie od ponad sześciu dekad i zaczęła się jeszcze w szkolnej ławce, w siódmej klasie szkoły podstawowej.
Ta długa przyjaźń miała jednak zaskakujący początek. Jak po latach wspominali obaj panowie, ich znajomość mogła się nigdy nie rozwinąć. Wszystko przez jednego z nauczycieli, który postanowił ostrzec młodego Andrzeja Olechowskiego przed nowym kolegą z klasy.
Wychowawca ostrzegał Andrzeja, żeby się ze mną nie zadawał, bo moje zachowanie nie do końca mieściło się w szkolnych normach. Tak powstało przekonanie, że jestem podejrzaną osobą, a Andrzeja należało przede mną chronić – opowiadał ze śmiechem Wojciech Mann w programie „Dzień dobry TVN”.
Polecany artykuł:
Paradoksalnie, interwencja pedagoga przyniosła zupełnie odwrotny skutek. Zamiast zniechęcić, wzbudziła w Olechowskim ciekawość. To właśnie ta nietypowa przestroga sprawiła, że przyszła przyjaźń Manna i Olechowskiego dostała swoją szansę. Jak tłumaczył sam polityk, naturalną reakcją na takie wskazanie jednej osoby w nowej klasie jest chęć zweryfikowania opinii nauczyciela.
Szybko okazało się, że obu chłopców łączy coś znacznie silniejszego niż szkolne uprzedzenia. Tym, co scementowało przyjaźń Manna i Olechowskiego na całe życie, była ogromna miłość do muzyki, a konkretnie do rock and rolla. Wspólna pasja sprawiła, że zaczęli spędzać ze sobą coraz więcej czasu.
Interesowała nas muzyka - rock and roll. Najpierw musieliśmy słuchać u niego albo u mnie, ale koledzy też chcieli dołączyć. Zorganizowaliśmy więc miejsce w piwnicy Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego. Były wieczorki z płytami, adapterem, a później nawet koncerty na żywo – wspominał Andrzej Olechowski.
Wspólne słuchanie płyt i chodzenie na koncerty przerodziło się w relację, która przetrwała próbę czasu, zmiany ustrojowe i zupełnie inne ścieżki kariery. Zaczęło się od zakazu, a skończyło na najdłuższej przyjaźni życia.
Źródło: Plejada.pl