Spis treści
Zegar tyka. Zostały dwa tygodnie
Zbiórka podpisów ruszyła 28 lipca. Jej organizatorzy mają czas do 28 września. Dopiero zebranie wymaganej liczby ważnych podpisów otworzy drogę do referendum w sprawie odwołania Trzaskowskiego.
I właśnie słowo „ważnych” jest tutaj kluczowe. Podpisy będą bowiem sprawdzane. Błąd w formularzu, nieczytelne pismo czy niewłaściwie podany adres może sprawić, że głos poparcia nie zostanie uwzględniony.
Organizatorzy twierdzą obecnie, że mają około 90 tys. podpisów. Do wymaganej liczby brakuje więc ponad 40 tys.
PiS trzyma się z boku
Akcja prowadzona przez Stołeczną Operację Referendalną nie dostała oficjalnego wsparcia żadnej dużej partii. Prawo i Sprawiedliwość nie uruchomiło swoich struktur do zbierania podpisów.
Sebastian Kaleta, szef warszawskiego PiS, zapewniał, że partia szanuje oddolny i apolityczny charakter inicjatywy. Nie oznacza to jednak, że pojedynczy działacze nie pomagają organizatorom.
Anna Maria Żukowska z Lewicy uważa natomiast, że inicjatorzy nie zdołali zdobyć politycznego poparcia. Jej zdaniem w stolicy nie ma obecnie emocji, które mogłyby przełożyć się na skuteczną próbę odwołania prezydenta miasta.
Wilk zapowiada „piorunujący finisz”
Maciej Wilk nie zamierza się jednak poddawać. Organizatorzy liczą na końcówkę kampanii. Do wybranych dzielnic Warszawy ma trafić aż 400 tys. ulotek.
Wilk zakłada, że dzięki nim uda się zdobyć dodatkowe 40 tys. podpisów. To właśnie ten etap akcji określa mianem „piorunującego finiszu”.
Problem w tym, że nie wszyscy wierzą w taki scenariusz.
Dorota Łoboda, posłanka KO z Warszawy, ocenia, że zdobycie takiej liczby podpisów może być bardzo trudne. Zwraca uwagę, że tylko część osób, które dostaną formularz do skrzynki, faktycznie go wypełni i odeśle.
Będzie referendum czy wielka klapa?
Organizatorzy przekonują, że tempo zbiórki może jeszcze mocno przyspieszyć. Na początku informowali nawet o 3,7 tys. podpisów dziennie. Później tempo miało spaść poniżej 2 tys. dziennie, a następnie wzrosnąć do około 15 tys. podpisów tygodniowo.
Politycy są jednak sceptyczni.
– Referendum nie będzie, nie wierzę w to. I nie wierzę w liczby podpisów, które podają organizatorzy – stwierdziła Dorota Łoboda.
Sama forma zbierania podpisów stała się zresztą przedmiotem sporu. Wilk krytykuje papierowe formularze i możliwość odrzucenia podpisu z powodu drobnych błędów. Obowiązujące zasady nazwał „skandalem i niegodziwością”.
Łoboda uznała te słowa za przygotowywanie usprawiedliwienia na wypadek porażki.
Ratusz nie chce zapeszać
Otoczenie Rafała Trzaskowskiego ma być przekonane, że referendum nie dojdzie do skutku. Ratusz zachowuje jednak ostrożność.
Jarosław Szostakowski, szef klubu KO w Radzie Warszawy, nie wyklucza, że organizatorom może udać się zebrać około 130 tys. podpisów. Kluczowe będzie jednak to, ile z nich przejdzie weryfikację.
Dopiero po sprawdzeniu formularzy przez Krajowe Biuro Wyborcze okaże się, czy rzeczywiście udało się przekroczyć wymagany próg.
Na razie piłka jest więc po stronie organizatorów. Mają około 90 tys. podpisów, a potrzebują około 132 tys. i mają tylko dwa tygodnie na wykonanie zadania.