Super Express: Wczoraj nad ranem doszło do ataku dronów u wybrzeży Bułgarii na statki, jeden z nich zatonął. Szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen mówi, że Morze Czarne stało się kolejnym frontem eskalacji rosyjskiej wojny w Ukrainie i że jest to sytuacja „nie do przyjęcia”. To odpowiedź Rosji na poniedziałkową deklarację szefa sojuszniczych sił NATO w Europie, gen. Grynkiewicha, że „jeśli NATO zostanie zaatakowane, to Sojusz jest gotowy walczyć już dzisiaj w nocy”?
Stanisław Wziątek: To niewątpliwe jest eskalacja i próba wykazania, że nikt nie powinien czuć się bezpieczny. Rosji bardzo zależy na tym żeby wprowadzać destabilizację i poczucie permanentnego zagrożenia wśród obywateli Europy. To już nie jest incydent, to wyraźny atak, który powinien się spotkać z mocną reakcją. Także w tym kontekście całkowicie nieuzasadnionym wydaje się to, co zrobił pan prezydent Trump, czyli zwolnienie Rosji z nałożonego embarga blokującego możliwość sprzedaży ropy. To z amerykańskiej strony całkowicie uwiarygadnia Rosję na rynkach międzynarodowych. Tymczasem ten atak zupełnie zaprzecza temu, co powiedział Donald Trump: że Rosja chce pokoju i szuka porozumienia. Musimy się więc teraz wykazać stanowczością.
- „My”, czyli kto? Polska? NATO? Unia Europejska?
- „My”, czyli Europa, NATO, sojusznicy. Europejczycy bez wątpienia wspierają Ukrainę, a ten atak ma bardzo wiele wspólnego z właśnie z wojną na Ukrainie. (…) Za deklaracją szefowej Komisji Europejskiej powinny pójść bardzo konkretne działania.
- Jakie?
- To nie oznacza natychmiastowej odpowiedzi w postaci ataku na Rosję, ale Bułgaria na pewno powinna wykorzystać art.4, który konsoliduje całe NATO w jednoznacznym wsparciu dla Bułgarii. Reakcja powinna polegać na neutralizacji każdego zagrożenia poprzez strącanie wszystkich pojawiających się nad terytorium sojuszniczym dronów.
- Sytuacja się jednak komplikuje przez działania Trumpa, który nie konsultując z Kongresem, do czego jest zobowiązany, zawiera „deal” z Władimirem Putinem. W dodatku twierdzi, że przywódca Rosji chce pokoju bardziej niż prezydent Ukrainy.
- To całkowicie niewiarygodnie. Bo zaprzeczają temu incydenty, do których dochodzi w Polsce, na Morzu Bałtyckim, czy teraz na Morzu Czarnym. Bez wątpienia prezydent Trump poszedł tutaj tu w kierunku „dealu”, a nie myślenia kategoriami wartości czy współpracy sojuszniczej. Dla prywatnych, a raczej partyjnych celów, postawił na szali bezpieczeństwo zarówno Ukrainy, jak i całej Europy. Wzmocnienie Rosji, bez wątpienia wroga, który eskaluje działania nie tylko przeciw Ukraińcom, ale także demokratycznym krajom europejskim, jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa Europy. Wzmacniając Putina osłabia nasze bezpieczeństwo.
Stała baza USA w Polsce wciąż bez decyzji. Do ustalenia pozostają jej kształt i warunki
- I jak postępować, jak się teraz porozumiewać z takim sojusznikiem?
- Stawia mnie pani w dość kłopotliwej sytuacji, bo wiemy o tym, że USA to nasz najpoważniejszy partner i sojusznik, największa siła NATO i to w dodatku partner, który za chwilę będzie podejmował decyzję czy w Polsce powinny być wojska amerykańskie ze stałą bazą. Trudno więc mi tutaj formułować daleko idące stwierdzenia krytykujące prezydenta Trumpa. Mogę tylko powiedzieć tyle: bardziej wierzę w Stany Zjednoczone i w wartości, które utożsamiają, niż w samego prezydenta Trumpa.
- Jak to się mawia „dłużej klasztora niż przeora”, kadencja kiedyś się skończy, niemniej to od jego decyzji będzie zależała przyszłość amerykańskich baz w Polsce. A także od wyborów połówkowych, które już 3 listopada.
- Sądzę, że mimo ruchów, które podejmuje, prób obniżania cen paliwa w USA poprzez import paliwa z Rosji, prezydent Trump nie przekona do swoich rozwiązań ani Amerykanów, ani Kongresu. W Kongresie widać już niepokój. Okazuje się, że te niekonsultowane decyzje budzą sprzeciw niemal całego amerykańskiego społeczeństwa, które widzi, że Rosja jest poważnym zagrożeniem nie dla samych Stanów Zjednoczonych, ale dla demokratycznego świata.
- Dlaczego Trump tak bardzo chce się dogadać z Putinem?
- Mam kilka argumentów, ale wolałbym żeby nie wybrzmiały. Skoncentruję się na jednym: z punktu widzenia globalnej geopolityki strategia USA koncentruje się na wokół Azji i Pacyfiku, a nie na Europie. Mam jednak nadzieję, że amerykańscy żołnierze będą w ramach stałej obecności na terytorium Polski.
- Pan ma nadzieję, a urzędnicy Pałacu Prezydenckiego twierdzą, że decyzja właściwie już zapadła.
- To są dwa poziomy dyskusji. Pierwszy to deklaracja o charakterze politycznym. I jeśli poważnie traktujemy słowa prezydenta Trumpa, to powiemy: tak, decyzja zapadła, baza będzie. Natomiast z merytorycznego punktu widzenia, prawdziwie analizującego sytuację, to mamy określony proces dojścia do podjęcia konkretnych i jednoznacznie wskazujących decyzji co do rodzaju wojsk, termin, liczbę żołnierzy, charakter tej misji. A to poprzedzi trwająca analiza obecności wojsk amerykańskich w całej Europie. (…)
- Czyli decyzji nie ma, jest deklaracja.
- Tak, oczywiście. (…) Jestem przekonany, że na koniec roku dostaniemy informację o tym kiedy stała baza…
- Czyli nie „czy w ogóle”, tylko „kiedy”? Pan jest przekonany, że ona powstanie?
- Jestem raczej pewny, ale przed nami jeszcze ekspercie dyskusje co do rodzaju tych wojsk. Dla nas bardzo istotne byłyby bowiem wojska nie tylko w postaci lekkiej brygady. Bardziej zależałoby nam na tym żeby to były wojska rakietowe, specjaliści od dronów, od tzw. uderzeń w głębi, czyli działania o ofensywnym charakterze. Może to być brygada pancerna, ale generalnie zdolności obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej mają tutaj ogromne znaczenie. I na tym wolelibyśmy się skoncentrować. (…)
Rozmawiała Kamila Biedrzycka