Pomimo zawieszenia broni ataki Izraela na południe Libanu nie ustają. Wśród ofiar są chrześcijanie, którzy muszą uciekać ze swoich domów. Całe wioski równanie są z ziemią od 2 miesięcy. Izrael ogłosił, że południe Libanu stanie się drugą Strefą Gazy. Co dzieje się na Bliskim Wschodzie i dlaczego świat odwraca wzrok od największej od dekad inwazji na ten kraj? Karolina Pajączkowska ruszyła do Libanu, by na własne oczy zobaczyć, co tam się dzieje.
Dziennikarka dotarła do wiosek na pograniczu izraelsko-libańskim. Zwraca ona uwagę na to, że chociaż Izrael cały czas utrzymuje, że celuje w pozycje bojówkarzy, nie tylko w Libanie nikt w to nie wierzy. - Nikt nie może przekroczyć podyktowanych przez izraelskich żołnierzy granic, nawet jeśli oznacza to poruszanie się po własnej ziemi - opisuje. Już samo relacjonowanie wydarzeń w tym regionie jest mocno utrudnione, ponieważ wprowadzony jest zakaz wjazdu do strefy działań wojennych dla mediów. Kto przekroczy te ustalone granice, musi liczyć się ze śmiertelnym niebezpieczeństwem. Pajączkowska opisuje przerażającą historię libańskich reporterek.
- Tydzień temu dwie libańskie dziennikarki nielegalnie przedarły się przez check-point IDF w jednej z ciężarówek z wolontariuszami. Gdy izraelski dron je namierzył, wojsko zaatakowało pojazd jadący przed nimi. Przerażone schowały się w jednym z pobliskich domów. Chwilę później pociski i nad ten dom przyleciały pociski. Amal Chalil zginęła na miejscu, Zejnab Faradż czekała na medyków pod gruzami. Po ich przybyciu zrzucono granaty hukowe - opowiada Pajączkowska.
Zarówno wspomniana Amal Chalil jak i jej koleżanka pracowały dla dziennika powiązanego z Hezbollahem. - Izrael celowo atakuje dziennikarzy, by ukryć prawdę o swoich zbrodniach przeciwko LIbanowi - przekazał w komunikacie prezydent kraju Joseph Aoun.
Na ulicach stolicy wywieszane są plakaty z wizerunkiem Josepha Aouna-prezydenta Libanu w kipie na głowie i gwiazdą Dawida za plecami. Dla Libańczyków, zwłaszcza szyitów, jest on tym, który zdradził swój kraj zasiadając z oprawcą do stołu negocjacyjnego w Waszyngtonie.
Wojsko libańskie, od lat w kryzysie jest za słabe żeby stawić opór, a do strefy działań wojennych docierają bojownicy z regionu. Jednak większość osób, z którymi rozmawiała Karolina Pajączkowska nadzieję pokłada już tylko w Hezbollahu („Partia Boga” - jak w tłumaczeniu brzmi nazwa powszechnie uznanej przez zachód za "organizację terrorystyczną" struktury wojskowo-politycznej). Organizacji tej Libańczycy nie traktują jak ekstremistów.
DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ: Karolina Pajączkowska na własne oczy widziała piekło konfliktu: "Dzieci największymi ofiarami wojny"