- 16 lat po Smoleńsku Małgorzata Wassermann dzieli się osobistym bólem i wspomnieniami o ojcu, Zbigniewie Wassermannie.
- Wzruszająca historia bratanka, który pyta "Ciociu, co to jest ten dziadek?", ukazuje trwały wpływ tragedii na kolejne pokolenia.
- Wassermann apeluje o wspólną pamięć, ale jednocześnie ostro krytykuje zaniedbania państwa po katastrofie, które "mszczą się do dziś".
- Odkryj, dlaczego Małgorzata Wassermann uważa, że błędy popełnione po katastrofie smoleńskiej wciąż dzielą Polaków.
Prywatny dramat, który wciąż trwa
Dla Małgorzaty Wassermann, posłanki Prawa i Sprawiedliwości, prawniczki i byłej prokurator, aktywnie zaangażowanej w życie publiczne (znanej m.in. z przewodniczenia sejmowej komisji śledczej ds. Amber Gold) 10 kwietnia to dzień naznaczony głęboką, osobistą stratą. W katastrofie smoleńskiej zginął jej ojciec, Zbigniew Wassermann, wybitny prawnik i polityk, minister-koordynator służb specjalnych w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego. Jego śmierć pozostawiła pustkę, która nieustannie daje o sobie znać.
– Ja zawsze będę patrzeć na to przez pryzmat mojej prywatnej tragedii. Zawsze będę pamiętać mojego tatę i ten straszny dzień, bo to wraca i musi wracać, zwłaszcza gdy zbliża się rocznica – mówi Małgorzata Wassermann.
Jak dodaje, istnieją dwie płaszczyzny tej pamięci. Jedna, ta prywatna, "pozostaje w jej sercu oraz w sercu jej rodziny", będąc nieustannym przypomnieniem o bliskiej osobie, której zabrakło. Druga dotyczy szerszego kontekstu narodowej tragedii i jej konsekwencji.
„Ciociu, co to jest ten dziadek?” – słowa dziecka chwytają za serce
W rozmowie pojawia się niezwykle poruszający wątek rodzinny, który doskonale obrazuje, jak katastrofa wpłynęła na kolejne pokolenia, pozbawiając dzieci możliwości poznania swoich dziadków.
– Byliśmy kilka razy w święta na grobie taty. Proszę sobie wyobrazić, że mój trzyletni bratanek podszedł do mnie i zapytał: „Ciociu, ale co to jest ten dziadek?” – relacjonuje Wassermann.
Dziecko, które nie miało szansy poznać swojego dziadka, zderza się z tajemnicą śmierci i pamięci w najbardziej niewinny sposób.
– On nie poznał dziadka, siłą rzeczy. Ma trzy lata, chodzi na grób, zdaje sobie sprawę, że to jest coś ważnego, ale jeszcze tego nie rozumie – dodaje Małgorzata Wassermann.
Wtedy padły słowa, które najmocniej oddają dramat rodzin ofiar i ich próbę wyjaśnienia niewytłumaczalnego w sposób przystępny dla najmłodszych:
– To było bardzo rozczulające, kiedy wytłumaczyliśmy mu, że tutaj jest ciało, a dziadek jest w niebie. To są nasze wewnętrzne przeżycia, które na zawsze pozostaną z nami - przekazała.
Apel o wspólną pamięć ponad podziałami
W dniu 16. rocznicy Małgorzata Wassermann zwraca się z apelem do wszystkich Polaków, by na chwilę odłożyć na bok polityczne spory i wspólnie uczcić pamięć ofiar.
– Z szerszej perspektywy powiedziałabym tak: po 16 latach społeczne emocje są już inne. Ludzie mają różne spojrzenie na tę katastrofę – zauważa posłanka.
– Mam jednak nadzieję, że mimo wszystko 10 kwietnia odsuną na bok swoje opinie i uwagi związane z bieżącym życiem czy polityką i pomyślą ciepło o tych, którzy zginęli – mówi.
Wassermann wspomina też o niezwykłej solidarności, która ogarnęła Polskę w pierwszych dniach po tragedii, wskazując ją jako wzór.
– Że wrócą pamięcią do tamtego dnia, bo wtedy społeczeństwo polskie zachowało się wspaniale. Ludzie byli bardzo solidarni wobec nas, rodzin, i wobec tych, którzy zginęli – podkreśla.
– Chciałabym, żeby 10 kwietnia rzeczywiście był dniem wspólnej i dobrej pamięci, z odstawieniem na bok tego, co nas przy tej katastrofie różni – apeluje Małgorzata Wassermann.
Państwo polskie zawiodło? „Nie sięgnięto po żadne dowody”
W rozmowie nie brakuje też bardzo mocnych ocen działań państwa w początkowym okresie po katastrofie, co, zdaniem Wassermann, miało fatalne konsekwencje dla procesu wyjaśniania.
– Państwo polskie na początkowym etapie nie zrobiło nic, aby wyjaśnić katastrofę smoleńską, a z konsekwencjami tego borykamy się do dziś – stwierdza Wassermann.
– Przez pierwsze dwa i pół roku nie sięgnięto po żadne dowody. Skutek był taki, że wyjaśnienie tej katastrofy w sposób prawidłowy stało się po prostu niemożliwe, bo zabrakło materiału do badania – mówi.
Dopiero po długim czasie podjęto pierwsze działania, które okazały się spóźnione.
– Dwa i pół roku – dopiero po takim czasie prokuratorzy po raz pierwszy wyruszyli, by zebrać próbki z wraku i miejsca zdarzenia. Jeżeli chodzi o ślady, to jest to okres, który w zasadzie uniemożliwia rzetelne badanie – tłumaczy posłanka.
Błędy, które mszczą się do dziś i dzielą społeczeństwo
Krytyka dotyczy także kolejnych lat po katastrofie i wpływu zaniedbań na obecny stan debaty publicznej. Wassermann wskazuje na opóźnienia w kluczowych czynnościach śledczych.
– Przypomnę też, że w wyniku ogromnych oporów do większości sekcji doszło praktycznie dopiero sześć–siedem lat po katastrofie – wskazuje Małgorzata Wassermann.
– Te sekcje niewiele już wniosły, bo ciała były w stanie rozkładu. Nie ma wraku, nie ma miejsca zdarzenia, nie ma oględzin. Kardynalne błędy popełnione na początku mszczą się i będą się mścić przez całe lata – gorzko podsumowuje.
– To one stworzyły pole do podzielenia społeczeństwa. Gdyby wtedy wykonano wszystko tak, jak należało, wyniki byłyby szybko i byłyby jednoznaczne, niezależnie od tego, czy komuś by się podobały, czy nie. Ponieważ tego nie ma, zostało tylko gdybanie. A wtedy, w zależności od wrażliwości człowieka czy tego, które medium uznaje za bardziej wiarygodne, kształtują się poglądy na katastrofę – kończy Wassermann, apelując o refleksję nad konsekwencjami tamtych wydarzeń.
Tragedia, która wciąż wywołuje emocje
>>Duda recenzuje decyzję prezydenta Nawrockiego. „Nie może przyjąć ślubowania tylko od niektórych”<<
Po szesnastu latach od katastrofy smoleńskiej, słowa Małgorzaty Wassermann jasno pokazują, że czas nie zagoił wszystkich ran, a wręcz przeciwnie, utrwalił podziały i poczucie niesprawiedliwości. Apel o wspólną pamięć, wolną od politycznych sporów, zderza się z gorzkim rozliczeniem działań państwa, które, zdaniem posłanki, zaniechało kluczowych czynności. Czy Polacy są w stanie spojrzeć na 10 kwietnia jak na dzień wspólnej zadumy, czy też echa dawnych zaniedbań będą wciąż rezonować w narodowej pamięci? Pytanie to pozostaje otwarte, tak jak otwarta pozostaje rana po tragedii, która zmieniła bieg historii.
Poniżej galeria zdjęć: Czy rocznica katastrofy smoleńskiej powinna łączyć Polaków ponad podziałami?