- Fałszywy alarm w mieszkaniu rodziny prezydenta IPN Karola Nawrockiego wywołał falę pytań o brak Służby Ochrony Państwa na miejscu interwencji.
- MSWiA jednoznacznie wyjaśnia, że lokal nie należy bezpośrednio do prezydenta, dlatego nie był objęty stałą ochroną SOP, rozwiewając kluczowe wątpliwości.
- Sprawdź, dlaczego ten incydent wpisuje się w szerszy kontekst fałszywych zgłoszeń i jak rząd zamierza walczyć z "sabotażystami" destabilizującymi państwo.
Fałszywy alarm i wejście służb do mieszkania
Sprawa zaczęła się w sobotę wieczorem, gdy rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz poinformował, że po fałszywym zgłoszeniu dotyczącym pożaru służby weszły siłowo do rodzinnego mieszkania Karola Nawrockiego w Gdańsku. Według przekazanych informacji w lokalu nie było wtedy domowników.
Interwencja od razu wywołała duże emocje, a w przestrzeni publicznej pojawiły się pytania, dlaczego na miejscu nie było funkcjonariuszy Służby Ochrony Państwa. Do sprawy odniosła się rzeczniczka MSWiA Karolina Gałecka.
Fałszywy alarm u rodziny prezydenta. MSWiA tłumaczy, dlaczego nie było tam SOP
Dlaczego mieszkania nie chronił SOP? MSWiA odpowiada
Rzeczniczka resortu spraw wewnętrznych wyjaśniła, że zgłoszenie nie dotyczyło mieszkania należącego bezpośrednio do prezydenta.
„Lokal, którego dotyczyło zgłoszenie, nie należy do Prezydenta RP, lecz do członka Jego rodziny” — przekazała Karolina Gałecka.
„W związku z tym adres ten nie jest objęty ochroną SOP” — zaznaczyła rzeczniczka MSWiA.
To ważne wyjaśnienie, bo po informacji o wejściu służb do mieszkania pojawiły się wątpliwości dotyczące procedur bezpieczeństwa wokół głowy państwa i jego najbliższych.
To kolejny fałszywy alarm z ostatnich dni
Interwencja w Gdańsku nie jest pierwszą tego typu sprawą w ostatnim czasie. W ostatnich dniach pojawiały się informacje o fałszywych zgłoszeniach, które dotykały osoby publiczne i ludzi związanych z prawicą.
Jednym z najgłośniejszych przypadków było wejście policji do mieszkania Tomasza Sakiewicza, szefa Telewizji Republika. Służby miały otrzymać zgłoszenie sugerujące, że w lokalu może znajdować się osoba potrzebująca pilnej pomocy.
Kaczyńskiego poniosło? Najostrzejsza reakcja po akcji u rodziny prezydenta
W przypadku mieszkania rodziny prezydenta zgłoszenie również okazało się fałszywe, ale służby musiały potraktować je poważnie, ponieważ dotyczyło możliwego zagrożenia życia i zdrowia.
Pilne spotkanie służb i reakcja premiera
Po informacji przekazanej przez rzecznika prezydenta minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński zwołał pilne spotkanie służb. Do sprawy odniósł się także premier Donald Tusk, który zapewnił, że pozostaje w kontakcie z ministrami i służbami.
„Jestem w stałym kontakcie z ministrami i służbami, przekazałem także wyrazy solidarności Prezydentowi. Na jutro rano zwołałem odprawę Rządu” — napisał Donald Tusk.
Premier ocenił, że fałszywe alarmy nie są zwykłymi żartami ani incydentami bez znaczenia, lecz działaniami wymierzonymi w bezpieczeństwo państwa.
„Działania prowokatorów są wymierzone w bezpieczeństwo państwa. W nas wszystkich. Użyjemy wszystkich dostępnych metod, aby zidentyfikować i wyłapać sabotażystów, niezależnie od tego, skąd są i kto nimi kieruje” — podkreślił szef rządu.
MSWiA wyjaśnia, służby szukają sprawców
Wyjaśnienia MSWiA mają przeciąć spekulacje dotyczące obecności SOP pod adresem, którego dotyczyło zgłoszenie. Resort wskazuje jasno: lokal należy do członka rodziny prezydenta, a nie do samego prezydenta, dlatego nie był objęty ochroną Służby Ochrony Państwa.
Sprawa pozostaje jednak bardzo poważna. Fałszywe alarmy angażują policję, straż pożarną i ratowników medycznych, a przy zgłoszeniach dotyczących zagrożenia życia służby nie mogą pozwolić sobie na zwłokę. Teraz najważniejsze jest ustalenie, kto stoi za zgłoszeniami i czy mamy do czynienia z pojedynczymi incydentami, czy z szerszą akcją wymierzoną w osoby publiczne.
Poniżej galeria zdjęć: Prezydent RP Karol Nawrocki podczas trekkingu z harcerzami, młodzieżą i społecznikami pod hasłem Szlak Pamięci w Cassino