- Mieszkańcy Krakowa odwołali prezydenta Aleksandra Miszalskiego w referendum, w którym frekwencja przekroczyła wymagany próg, a kluczowym czynnikiem wpływającym na wynik była błędna strategia prezydenta apelującego o bojkot.
- Po sukcesie w Krakowie, środowiska prawicowe zapowiedziały serię podobnych inicjatyw odwoławczych w innych miastach, rozpoczynając od zbierania podpisów pod wnioskiem o odwołanie prezydenta Radomia.
- Potencjalna inicjatywa odwołania prezydenta Warszawy, Rafała Trzaskowskiego, napotyka na znacznie wyższe bariery proceduralne i frekwencyjne, co czyni ją mało realną ze względu na niewystarczające poparcie dla prawicy w stolicy.
Mieszkańcy Krakowa podjęli decyzję o odwołaniu Aleksandra Miszalskiego, który sprawował urząd prezydenta miasta od ponad dwóch lat. W głosowaniu uczestniczyło 29,99% uprawnionych, co przekroczyło wymagany próg ważności wynoszący 26,98%. Eksperci wskazują, że istotnym czynnikiem wpływającym na wynik była strategia prezydenta, który apelował do swoich zwolenników o bojkot referendum, co ostatecznie okazało się pomyłką. Po ogłoszeniu wyników referendum, środowiska prawicowe ogłosiły zwycięstwo i zapowiedziały zorganizowanie serii podobnych referendów w innych miastach Polski. Jako pierwszy krok, rozpoczęto już zbieranie podpisów pod wnioskiem o odwołanie prezydenta Radomia, Radosława Witkowskiego.
Co z Trzaskowskim?
Potencjalna inicjatywa odwołania prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego napotyka na znacznie wyższe przeszkody proceduralne i frekwencyjne. Aby uruchomić procedurę, konieczne jest zebranie podpisów od 10% uprawnionych do głosowania, co w stolicy przekłada się na około 133 tysiące osób. Jak zauważa "Gazeta Wyborcza", zbiórka taka musi uwzględniać spory margines błędu, ponieważ część podpisów jest zazwyczaj odrzucana z przyczyn formalnych.
Następnie, aby referendum było uznane za ważne, do urn musiałoby pójść trzy piąte liczby osób, które uczestniczyły w wyborach prezydenckich w 2024 roku. Biorąc pod uwagę, że frekwencja w tamtych wyborach wyniosła blisko 59 proc., a Rafał Trzaskowski zwyciężył w pierwszej turze, oznacza to, że do ważności głosowania nad jego odwołaniem potrzebny byłby udział 467 tysięcy mieszkańców. Przekłada się to na frekwencję rzędu 35,3 proc., czyli o osiem punktów procentowych więcej niż wymagano w Krakowie.
Bartosz Bocheńczak kandydatem na prezydenta Krakowa. Co o nim wiemy?
Analizy, m.in. te przedstawione przez "Gazetę Wyborczą", wskazują, że osiągnięcie tak wysokiego progu frekwencyjnego w Warszawie jest mało realne w oparciu o dotychczasowe preferencje wyborcze. W Krakowie łączne poparcie dla PiS i Konfederacji w wyborach parlamentarnych w 2023 roku wyniosło 32,5 proc., co w dużej mierze pokrywało się z frekwencją odnotowaną w udanym referendum. W stolicy te same partie zdobyły łącznie około 27 proc. głosów (nieco ponad 20 proc. dla PiS i około 7 proc. dla Konfederacji). Oznacza to, że zsumowane poparcie dla środowisk prawicowych w Warszawie jest znacząco niższe od wymaganego progu 35,3 proc., co czyni skuteczne odwołanie prezydenta Trzaskowskiego mało prawdopodobnym.
Sytuacja w Krakowie
Dalszy rozwój sytuacji w Krakowie może mieć wpływ na entuzjazm inicjatorów referendów. Jeśli w przedterminowych wyborach na prezydenta Krakowa zwycięży kandydat Koalicji Obywatelskiej lub przez nią popierany, może to osłabić narrację o "zwycięstwie prawicy". Taki scenariusz oznaczałby, że odwołanie dotychczasowego włodarza nie przełożyło się na realne przejęcie władzy w mieście przez siły inicjujące referendum.
W naszej galerii zobaczysz, jak zmieniał się Rafał Trzaskowski: