Poseł Rafał Wójcikowski zginął tragicznie 19 stycznia 2017 roku. To wtedy jadąc trasą S8 w kierunku Warszawy nagle stracił panowanie nad kierownicą. Jego auto uderzyło z lewej strony w barierę dźwiękoszczelną, odbił się od niej i stanął w poprzek drogi na prawym pasie jezdni. Samochód posła minął kierowca jadący volkswagena, ale już jadący kierowca forda uderza w auto Wójcikowskiego. W wyniku tragicznych zdarzeń poseł doznaje rozległych obrażeń wewnętrznych i mimo udzielonej mu przez ratowników pomocy, umiera. Wokół sprawy śmierć posła od Kukiza pojawiało się wiele różnych doniesień. Niektórzy świadkowie zeznali, że poseł wyszedł ze swojego auta, by obejść je i sprawdzić uszkodzenia. Według zeznania kierowcy białego tira, samochód posła był oświetlony światłami awaryjnymi, a zdaniem kierowcy, który uderzył w auto posła, świateł nie było. Do tego dochodzi sprawa akumulatora z auta posła, który został znaleziony aż 20 m od samochodu, mimo że maska była zamknięta.
W poniedziałek rzecznik łódzkiej prokuratury, która prowadziła sprawę posła Wójcikowskiego, prokurator Krzysztof Kopania powiedział: - Zebrany w sprawie materiał jest wystarczający, nie wymaga uzupełnienia ani rozszerzenia. Prokurator nie postawił nikomu zarzutów, natomiast w ciągu najbliższych dni przedstawi swoją decyzję końcową - cytuje rzecznika radiolodz.pl.
Sprawdź: Paweł Kukiz wspomina posła Rafała Wójcikowskiego. Te słowa wzruszają