„Super Express”: – Czy udało się w Ankarze coś uzyskać Polsce i Izraelowi? Bo Izrael jest już wściekły, że Turcja ma otrzymać najnowocześniejsze myśliwce, co traktuje jako zagrożenie.
Tobiasz Bocheński: – Wydaje mi się, że to jest bardzo ważny szczyt, biorąc pod uwagę akcesję czy żądania różnego rodzaju ze strony Ukrainy, a jednocześnie zawirowania na linii amerykańsko-europejskiej. Więc wydaje mi się, że choć pozornie może to nie być szczyt, który niesie ze sobą jakieś gigantyczne nagłówki w gazetach, to jest on istotny.
– No a co z tym Izraelem? Został wykiwany przez Trumpa czy to taki prztyczek w nos?
– Wydaje mi się, że polityka Netanjahu od wybuchu wojny z Iranem do dzisiaj spowodowała, że ten sojusz, który wydawał się stalowy, jest mocno nadwyrężony. Różne działania Netanjahu w celu eskalacji działań wojennych w różnych regionach Bliskiego Wschodu spowodowały zmniejszenie się zaufania Donalda Trumpa do Netanjahu. Stąd możliwe, że tego rodzaju jest efekt rozmów w Ankarze.
– Nowy sondaż wskazuje, że Prawo i Sprawiedliwość nic nie zyskało. Dlaczego po Szpitalu Południowym poparcie nie wystrzeliło w górę?
– Nie, wydaje mi się, że Prawo i Sprawiedliwość od marca do dzisiaj zatrzymało trend spadkowy, a następnie weszło w powolny trend wzrostowy i to widać w średniej sondażowej z ostatnich sześciu miesięcy.
– Jednak afera w Szpitalu Południowym była bardzo czytelna. Wiadomo, co się złego działo. Każdego z nas mogłoby to spotkać czy kogoś z naszych bliskich. Tymczasem Koalicji Obywatelskiej drgnęło troszkę w dół, ale w ramach statystycznego błędu.
– Pamiętajmy, że sondaże, jak już mamy do nich przywiązywać jakąś wagę, to będą więcej mówiły za jakiś tydzień lub dwa, bo wtedy dopiero będzie można zmierzyć respondentów, którzy w pełni zapoznali się z tą aferą. Platforma będzie na tym traciła i będzie traciła podwójnie. Po pierwsze, będą odpływy ludzi, którzy przestaną chcieć im zawierzyć swój głos, bo jest to partia absolutnie niewiarygodna. A po drugie, będzie bardzo duże rozczarowanie ich tak zwanego twardego elektoratu, bo ludzie nie są ślepi i widzą, że to jest gigantyczna afera wielopoziomowa i wielopłaszczyznowa, dotycząca nie tylko pieniędzy, nie tylko zarządzania, nie tylko synekur, ale i poważniejszych spraw. To spowoduje demobilizację dużej części elektoratu Koalicji Obywatelskiej. I naprawdę, to nie jest element mojej buty czy arogancji, ale zobaczy pan redaktor i państwo, że po następnych wyborach Koalicja Obywatelska rządzić Polską już nie będzie.
– No to oczywiście prowokuje mnie pan do pytania: a kto będzie? Przy czym obaj znamy odpowiedź: ten, kto wygra wybory.
– Prawo i Sprawiedliwość wygra najbliższe wybory i będzie budowało nowy rząd. Jaka będzie konstelacja w przyszłym Sejmie, tego dzisiaj nie wiemy i też nie za bardzo to rozważamy. Jestem przekonany, że tendencja wzrostowa Prawa i Sprawiedliwości, program profesora Przemysława Czarnka, jak podniesienie drugiego progu podatkowego do 180 000 zł, i wiele jeszcze rzeczy, które nadejdą do najbliższych wyborów, a zostaną ogłoszone, sprawią, że pożegnamy nieszczęsny rząd Donalda Tuska.
– Wydaje mi się oczywiste, że bardzo często za tymi pytaniami o koalicję kryje się po prostu pytanie bardziej moralne niż polityczne. Czy jesteście w stanie, wiedząc kim jest Grzegorz Braun, jakimi otacza się ludźmi i jakie ma nieraz szokujące poglądy, wejść z nim w koalicję? Czy on mógłby zostać ministrem kultury?
– Wielokrotnie mówiłem to publicznie, że ja za rządem, w którym miałby być Grzegorz Braun, ręki nigdy nie podniosę, a Prawo i Sprawiedliwość nie planuje tego rodzaju koalicji. Powiem panu redaktorowi więcej: trzeba zmodyfikować tę hipotezę, bo z tego co wiem, to Grzegorz Braun chciałby likwidacji Ministerstwa Kultury, więc nie mógłby być jego ministrem. Zastanawia mnie, dlaczego nikt nie pyta Donalda Tuska i Sławomira Mentzena, czy nie rozważają własnej koalicji ewentualnej po wyborach. Bo ja, jako tożsamościowy wyborca i polityk prawicowy Prawa i Sprawiedliwości, tego rodzaju zagrożenie widzę. To my byliśmy i jesteśmy cały czas pod gradem pytań a propos Grzegorza Brauna, chociaż różni go od nas bardzo wiele i jasno zadeklarowaliśmy, że nie zamierzamy z nim zrobić żadnej koalicji, że to jest wykluczone. Ponieważ Grzegorz Braun wykluczył się z pewnej wspólnoty polityków kierujących się pewnymi elementami kultury politycznej charakterystycznej dla cywilizacji Zachodu.
– Ale wie pan, jak to z politykami bywa: czasem mówią jedno, a następnie drugie. Władysław Kosiniak-Kamysz napisał w marcu wprost: „Nasze baterie Patriot, ich uzbrojenie służą do ochrony polskiego nieba i wschodniej flanki NATO, nic w tej kwestii się nie zmienia i nigdzie nie planujemy ich przemieszczać”. Jak pan widzi, zmienił zdanie, bo jednak teraz planujemy je przemieszczać.
– Ja nie ponoszę odpowiedzialności za niedotrzymanie obietnic przez Kosiniaka-Kamysza. Pamiętajmy, że był krytykiem zakupu F-35, a później nie tylko je odbierał, to jeszcze nagrywał filmiki do internetu, jakie to cudowne samoloty. Jakoś zapomniał o swoich cytatach i wpisach na ten temat. Także takie rzeczy oczywiście warto wyciągać i punktować.
Rozmawiał Jan Wróbel