- Ministerstwo Zdrowia zapowiada reformę mającą na celu wzmocnienie bezpieczeństwa pacjentów i ograniczenie patologii w systemie lecznictwa.
- Kluczowe zmiany obejmują wprowadzenie maksymalnego limitu zarobków dla medyków, wdrożenie centralnej e-rejestracji oraz zakaz omijania kolejek na zabiegi planowe.
- Za łamanie nowych zasad placówkom grożą wysokie kary finansowe, jednak przyszłość samej minister zdrowia zależy od jej dalszych ustaleń z premierem.
Mała reforma systemu ochrony zdrowia
Zgodnie z życzeniem szefa rządu, Ministerstwo Zdrowia zapowiada zmiany w polskim lecznictwie. – Prezentowany pakiet zmian to przede wszystkim odpowiedź na potrzebę wzmocnienia bezpieczeństwa pacjentów i odbudowy zaufania do systemu – powiedziała minister Sobierańska-Grenda. Kluczowym punktem jest walka z tzw. kominami płacowymi. Resort planuje wprowadzenie maksymalnego limitu wynagrodzeń dla medyków na kontraktach (240 zł brutto za godzinę).
Dodatkowo do końca sierpnia powstaną rekomendacje dotyczące struktury wydatków szpitali, by koszty personelu nie pochłaniały średnio aż 81,3 proc. ich budżetów. Kolejnym filarem jest cyfryzacja.
Do końca 2027 r. system centralnej e-rejestracji obejmie 39 specjalizacji. Jeszcze szybciej, bo do końca 2026 r., wdrożona zostanie „e-kolejka” na zabiegi planowe. Ma ona wyeliminować patologie jak przyjmowanie pacjentów poza kolejnością dzięki wizytom prywatnym. – Nikt nie powinien otrzymywać pomocy poza kolejnością. Wszyscy pacjenci są równie ważni – zaznaczyła szefowa resortu.
Co powie premier?
Za naruszanie tych zasad placówkom grozić będą kary sięgające nawet miliona złotych. Reforma zakłada także koniec tzw. procederu walizkowego, czyli pośrednictwa spółek w zatrudnianiu lekarzy oraz wymóg pracy na co najmniej pół etatu w jednej placówce.
Czy te propozycje zmian zadowolą szefa rządu i nie zdymisjonuje minister Sobierańskiej-Grendy? Nie wiadomo. - Mam kontrakt zawarty z premierem. Dopóki będziemy z panem premierem ten kontrakt kontynuowali, będę w Ministerstwie Zdrowia - tak odpowiedziała minister na pytanie dziennikarza o możliwe odwołanie z urzędu.