Fałszywy alarm w mieszkaniu krewnego Karola Nawrockiego
Narada została zorganizowana w budynku Rządowego Centrum Bezpieczeństwa w stolicy. W sobotę premier Donald Tusk opublikował wpis na platformie społecznościowej X, w którym poinformował, że miała miejsce kolejna próba wprowadzenia służb w błąd. Zaznaczył, że tym razem jednostki straży pożarnej odebrały zawiadomienie o rzekomym ogniu w rodzinnym lokalu prezydenta Nawrockiego. Szef rządu podkreślił, że na bieżąco współpracuje z odpowiednimi organami oraz członkami gabinetu, a także przekazał wyrazy wsparcia prezydentowi.
W swojej wiadomości premier zaznaczył, że działania sprawców godzą w bezpieczeństwo całego kraju i uderzają we wszystkich obywateli. Szef rządu zagwarantował, że państwo sięgnie po wszelkie dostępne środki, by ustalić tożsamość i ująć odpowiedzialnych za te akty sabotażu, bez względu na to, skąd pochodzą i kto wydaje im polecenia.
Dwa powiadomienia do straży pożarnej i siłowe wejście
Komenda Główna Państwowej Straży Pożarnej za pośrednictwem mediów społecznościowych poinformowała w sobotę, że około godziny 19.30 służby ratunkowe odebrały dwa alarmujące sygnały. W pierwszym zgłoszeniu sugerowano prawdopodobieństwo wybuchu pożaru w lokalu oraz bezpośrednie zagrożenie dla znajdujących się w nim ludzi. Z kolei drugie zawiadomienie odnosiło się do sytuacji nagłego zatrzymania krążenia u jednej z osób.
W oficjalnym komunikacie zaznaczono, że ze względu na ciężar gatunkowy zgłoszonych sytuacji oraz niemożność nawiązania ponownego kontaktu z dzwoniącymi, natychmiast zadysponowano odpowiednie zastępy strażackie pod wskazany adres, by jak najszybciej udzielić ewentualnej pomocy.
Strażacy zrelacjonowali przebieg zdarzeń. Po tym, jak funkcjonariusze dotarli na miejsce, dowodzący akcją ocenił sytuację i zarządził sforsowanie drzwi. Kiedy ratownicy dostali się do środka i przeszukali pomieszczenia, nie odnaleźli żadnych śladów ognia, a także nikogo potrzebującego pomocy, ponieważ lokal okazał się całkowicie pusty.
Czytaj też: Służby wyważyły drzwi w domu prezydenta Nawrockiego! "Działania prowokatorów"
Seria nieprawdziwych zgłoszeń
W nocy z soboty na niedzielę przedstawicielka prasowa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, Karolina Gałecka, zamieściła wpis na portalu X. Poinformowała w nim, że nieruchomość, w której przeprowadzono interwencję, nie należy do głowy państwa, lecz do krewnego. W związku z tym faktem, wskazany adres nie podlega szczególnej ochronie Służby Ochrony Państwa, o czym przypomniała rzeczniczka MSWiA.
Resort spraw wewnętrznych przypomniał 18 maja, że w krótkim okresie, między 10 a 15 maja, funkcjonariusze policji musieli reagować aż 12 razy na alarmujące sygnały. Zgłoszenia te dotyczyły rzekomego podłożenia materiałów wybuchowych lub zagrożenia ludzkiego życia i zdrowia. Mundurowi zjawili się między innymi w domu redaktora naczelnego TV Republika, reagując na dramatyczne powiadomienie o zagrożeniu życia dziecka, które ostatecznie potraktowano jako celową dezinformację.
Po tamtych wydarzeniach organy ścigania ujęły 53-letniego obywatela, którego łączono z serią kłamliwych zawiadomień. Jakiś czas później stołeczna komenda wydała oświadczenie, w którym zasugerowano, że zatrzymany mógł stać się ofiarą hakerów, którzy przejęli kontrolę nad jego danymi i adresem e-mail, by dokonywać tych przestępstw w jego imieniu.
W zeszły weekend, były kierownik Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Sławomir Cenckiewicz, poinformował opinię publiczną, że w środku nocy nękano go telefonami w sprawie rzekomych zamówień gastronomicznych, o czym zawiadomiono go po drugiej w nocy.
Tego samego dnia funkcjonariusze pojawili się również w okolicach domu lidera Prawa i Sprawiedliwości. Informację tę przekazał opinii publicznej w poniedziałek przedstawiciel partii, Rafał Bochenek, który stwierdził, że wpłynęło zgłoszenie o rzekomych ładunkach wybuchowych zakopanych na terenie prywatnym należącym do Jarosława Kaczyńskiego.