Bartosz Bocheńczak nie wystartuje w krakowskich wyborach prezydenckich po tym, jak nie dostarczył wystarczającej liczby podpisów mieszkańców, które uprawniałyby do kandydowania. Bogdan Rymanowski nie omieszkał zatem spytać Sławomira Mentzena, co sądzi na ten temat. - Ocena moja jest taka, że to jest absurdalna kompromitacja, której się zupełnie nie spodziewałem - wprost ocenił poseł. - Absolutna żenada, kompromitacja, frajerstwo, nie wracajcie do domu - dodał ironicznie.
Zobacz: Bitwa o Kraków - zapis relacji na żywo. Ostra wymiana zdań kandydatów! "Już pan kręci!"
Sławomir Mentzen przyznał, że to on sam postawił na Bartosza Bocheńczaka, ale, jak zaznaczył, "miał do tego silne podstawy". - Popełnił błąd, najlepszym zdarzają się błędy. Błędy personalne - postawił na złych ludzi - ocenił. - Bartka Bocheńczaka bym porównał do Dawida Beckhama, który nie strzelił kiedyś ważnego karnego w meczu reprezentacji. [...] Beckham polskiej polityki, ale karnego nie strzelił w bardzo ważnym meczu. To jest prawda - dodawał obrazowo.
Sprawdź: Szef MON mocno zaskoczył słowami o raporcie od CIA. "W jakim absurdzie my żyjemy?!"
- Jej przyczyną jest to, że praca kandydata jest inną pracą niż praca szefa sztabu. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że gdyby Bartek Bocheńczak odpowiadał za zbiórkę tych podpisów, w sensie takim operacyjnym, to by je zebrał bez żadnego problemu - dodał polityk Konfederacji, twierdząc po raz kolejny, że Bartosz Bocheńczak "zaufał niewłaściwym ludziom", którzy zbierali mu podpisy. - Teoretycznie mógłbym jechać do Krakowa i samodzielnie zbierać i weryfikować podpisy, ale wtedy nie miałbym czasu na inne rzeczy. Wydaje mi się, że moją rolą jako prezesa partii nie jest stanie na ulicy w Krakowie i zbieranie podpisów – przekonywał. Na koniec dodał mocno:
- Dom wariatów, co oni tam zrobili.