- Krzysztof Rutkowski udał się do Naddniestrza, aby zweryfikować informacje o rzekomym pobycie w tym regionie poszukiwanego Marcina Romanowskiego.
- Po rozmowach z lokalnymi służbami, księdzem oraz naczelniczką poczty detektyw wykluczył obecność byłego wiceministra na tym terenie.
- Dzięki ogłoszeniu nagrody biuro Rutkowskiego pozyskało jednak nowe informacje wskazujące na potencjalną kryjówkę polityka w innym kraju europejskim.
Szef rządu mylił się ws. Romanowskiego
Premier Donald Tusk (69 l.) przekazywał, że poszukiwany przez prokuraturę polityk PiS przebywa na 99 proc. w Naddniestrzu. Jak informowaliśmy, Krzysztof Rutkowski ruszył więc ze współpracownikami do tego separatystycznego regionu Mołdawii.
– Poszukiwania zaczęliśmy w Tyraspolu od Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Naddniestrzańskiej Republiki Mołdawskiej. Jego funkcjonariusze słyszeli o Romanowskim w mołdawskiej telewizji i skierowali nas do wydziału policji ds. walki z przestępczością ekonomiczną i korupcją. Z kolei ten wydział uznał, że sprawa jest poważna i dotyczy byłego ministra, dlatego zalecił zwrócenie się do ministerstwa bezpieczeństwa narodowego (odpowiednik KGB), które ma wiedzę na temat każdej osoby, która wjeżdża do Nadniestrza. Tam zaś spotkaliśmy się w sumie z pięcioma funkcjonariuszami, a rozmowy trwały prawie trzy godziny. To spotkanie było najdłuższe ze wszystkich. Po dokładnej weryfikacji naszych danych i celu śledztwa otrzymaliśmy informację, że Romanowski nigdy na teren Naddniestrza nie wjechał – mówi nam detektyw. – Dostałem też zapewnienie, że jeśli Marcin Romanowski pojawi się kiedyś w Naddniestrzu, mogę liczyć na pomoc w doprowadzeniu go do granicy z Mołdawią – opowiada Krzysztof Rutkowski.
Ministranci nie widzieli polskiego uciekiniera
Chcąc mieć pewność, że polityka faktycznie nie ma w separatystycznej republice, Rutkowski sprawdził też lokalne tropy. – Odwiedziłem kościół Sercanów, w którym według mediów mógł ukrywać się polityk. Zostaliśmy zapewnieni przez księdza Piotra, że Romanowskiego tam nie ma. Potwierdzili to nam także ministranci, którzy dobrze znają teren kościoła. Rozmawialiśmy też z naczelniczką poczty w Benderach, skąd miał być wysłany list Romanowskiego do polskiego sądu. Na tej poczcie nie było żadnego Polaka od pięciu lat! – podkreśla detektyw i dodaje, że pracownica poczty zgodziła się umieścić list gończy za Marcinem Romanowskim za szybą tuż przy okienku.
Zła wiadomość dla Romanowskiego. Sąd zdecydował w sprawie ENA
Sukces publikacji "Super Expressu"
Chociaż wyprawa do Naddniestrza nie zakończyła się ujawnieniem informacji ważnych dla polskich służb, to dla detektywa może zakończyć się sukcesem, czyli ujawnieniem miejsca pobytu byłego wiceministra sprawiedliwości. Po publikacji „Super Expressu”, że 10 tys. dolarów nagrody czeka na tego, kto wskaże miejsce pobytu Romanowskiego, w biurze detektywa rozdzwoniły się telefony. – Pozyskaliśmy informacje uprawdopodobniające pobyt poszukiwanego w innym europejskim kraju. Przedstawię więcej szczegółów, gdy tylko to potwierdzimy – dodaje Rutkowski.