- Michał Gramatyka skrytykował weto prezydenta wobec ustawy wdrażającej DSA
- Projekt miał umożliwić szybsze usuwanie z internetu wybranych nielegalnych treści
- Ostateczną decyzję o usunięciu treści miałby podejmować sąd
- Przeciwnicy projektu obawiali się zbyt daleko idącej ingerencji państwa w wolność słowa
Prawo ma działać tak samo w internecie i poza nim
Krajowe przepisy mają służyć wdrożeniu unijnego Aktu o usługach cyfrowych, znanego jako DSA. Mają określić zasady reagowania państwa i platform internetowych na treści łamiące prawo, między innymi związane z przestępstwami, mową nienawiści lub wykorzystywaniem dzieci.
Michał Gramatyka przekonywał, że to, co jest nielegalne poza internetem, powinno być tak samo traktowane w sieci. Jego zdaniem bez skutecznych procedur państwo ma ograniczone możliwości reagowania na łamanie prawa i szybko rozpowszechniane w internecie treści.
Wiceminister skrytykował także weto prezydenta Karola Nawrockiego wobec ustawy w lutym 2026 roku. Jego zdaniem decyzja zablokowała wejście w życie narzędzi potrzebnych do walki z patologiami w internecie.
UKE miałby reagować, a sąd decydować ostatecznie
Projekt ustawy przewidywał możliwość wydawania administracyjnych nakazów usunięcia określonych treści. Miał obejmować katalog czynów zabronionych, opisywany w mediach jako lista 27 przestępstw, a także procedury odwoławcze i kontrolę sądową.
Gramatyka zaznaczył, że o usunięciu treści powinien ostatecznie decydować sąd. Postępowanie musiałoby jednak przebiegać szybko, ponieważ publikacje w internecie mogą w krótkim czasie dotrzeć do szerokiego grona odbiorców.
Zgodnie z propozycją resortu rolę regulatora internetu miałby pełnić Urząd Komunikacji Elektronicznej. Wiceminister przywoływał przykład brytyjskiego Ofcomu oraz podobnych rozwiązań stosowanych w innych państwach. Projekt przyznawał określone kompetencje także innym instytucjom, między innymi Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji.
Spór o bezpieczeństwo dzieci i wolność słowa
Gramatyka uzasadniał potrzebę regulacji ochroną dzieci i walką z patostreamami. Podkreślał, że serwisy takie jak Facebook i TikTok muszą przestrzegać polskiego prawa, także przepisów dotyczących patostreamów.
Przeciwnicy zawetowanej ustawy, w tym prezydenccy doradcy cytowani w mediach, ostrzegali przed zbyt szerokimi uprawnieniami administracji do ingerowania w treści publikowane przez użytkowników. Ich zastrzeżenia dotyczyły ochrony wolności słowa i zakresu uprawnień organów państwa.
Po wecie prace nad ustawą stanęły. Rząd zapowiadał plan B, zgodnie z którym UKE miałby tymczasowo koordynować sprawy dotyczące treści w internecie. Dyskusja o nowych przepisach wciąż dotyczy tego, jak skutecznie chronić przed przestępstwami, nie naruszając zarazem wolności słowa.
Poniżej możesz obejrzeć cały materiał: