Trudności zorganizowania spotkania z Bąkiewiczem
Organizacja spotkania z Robertem Bąkiewiczem, liderem Ruchu Obrony Granic, okazała się dla pomorskich działaczy Prawa i Sprawiedliwości sporym wyzwaniem. Mimo trzykrotnego ogłaszania miejsca i terminu, za każdym razem właściciele lub zarządcy obiektów wycofywali się z umowy, odmawiając udostępnienia przestrzeni na wydarzenie z udziałem kontrowersyjnego polityka.
Portal trojmiasto.pl przypominał, że cała saga rozpoczęła się 11 marca 2026 roku, kiedy posłanka PiS Dorota Arciszewska-Mielewczyk, współorganizatorka wydarzenia wraz z Klubem „Gazety Polskiej”, ogłosiła, że spotkanie odbędzie się w prestiżowej lokalizacji – sali Morskiego Instytutu Rybackiego w Gdyni. Jednak już po kilku dniach, 19 marca, poinformowała o konieczności zmiany miejsca „z przyczyn od niej niezależnych”.
Zobacz: Tusk ostro o spotkaniu Nawrockiego z Orbanem. Niezwykle mocne słowa
Kolejne próby również zakończyły się niepowodzeniem. Planowane lokalizacje spotkania zmieniały się w szybkim tempie:
- Wyższa Szkoła Administracji i Biznesu im. Eugeniusza Kwiatkowskiego w Gdyni – ta opcja przestała być aktualna niemal natychmiast po jej ogłoszeniu.
- Dom Bankietowy La Paloma w Gdyni – to miało być trzecie i ostateczne miejsce. Tu również organizatorom wypowiedziano umowę najmu.
Posłanka Arciszewska-Mielewczyk w komunikacie do mediów wyraziła swoje ubolewanie. – Niestety, obecna sytuacja pokazuje, że w Gdyni coraz trudniej o przestrzeń do swobodnego wyrażania opinii, co dodatkowo komplikuje organizację wydarzeń – napisała, sugerując, że decyzje o odwołaniu miały podłoże polityczne.
„Nie pozwoliłem sobie odebrać honoru”
Kulisy ostatniej z odmów rzucają inne światło na sprawę. Właściciel Domu Bankietowego La Paloma w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” wyjaśnił, że jego decyzja nie była podyktowana presją polityczną, a osobistymi przekonaniami. Stwierdził, że osoba rezerwująca salę początkowo zataiła prawdziwy charakter wydarzenia, mówiąc o „spotkaniu wspólnoty”. – Gdy się dowiedziałem, o co chodzi, to sali postanowiłem nie udostępnić. Nie pozwoliłem sobie odebrać honoru. Są tacy ludzie, m.in. pan Bąkiewicz, którzy lubią stać pod krzyżem, a ja Boga u nich nie widzę – skomentował swoją decyzję przedsiębiorca.
Manifestacja w centrum Gdyni
Wobec braku możliwości zorganizowania spotkania w zamkniętym pomieszczeniu, działacze zdecydowali się na manifestację na świeżym powietrzu. W poniedziałkowe popołudnie, pod hasłem „Solidarni z Bąkiewiczem”, około 200 osób zebrało się w samym sercu Gdyni, pod budynkiem centrum handlowego Batory. Wśród zgromadzonych dominowali członkowie Klubów „Gazety Polskiej”, którzy przyjechali m.in. z Rumi, Kościerzyny, a nawet Elbląga, by wyrazić swoje poparcie.
Głównym punktem manifestacji było wystąpienie samego Roberta Bąkiewicza. Skierował on ostre słowa pod adresem władz Trójmiasta, zarzucając im stosowanie „metod totalitarnych” w celu cenzurowania niewygodnych poglądów, mimo że decyzje o odmowie wynajmu sal podejmowały niezależne instytucje i prywatne firmy. – Metody stosowane przez Niemców, przez nazistów, dziś są stosowane powtórnie – mówił do zebranych, wywołując poruszenie.
Znaczną część swojego przemówienia poświęcił ostrej krytyce Unii Europejskiej, skandując hasło „Tu jest Polska, nie Bruksela”. Jego wypowiedzi nosiły znamiona zachęty do opuszczenia wspólnoty. – My z Unią Europejską nie braliśmy nierozerwalnego ślubu. My nie mówiliśmy, że będziemy tam na zawsze. Oddaliśmy część naszej suwerenności, aby mieć korzyści. Dziś koszty zaczynają przekraczać korzyści – przekonywał Bąkiewicz, nawołując do twardej postawy wobec unijnych instytucji.
Galeria poniżej: Bąkiewicz pochwalił się córką Blanką. "Jaki ojciec, taka córka!"