- Politolog prof. Antoni Dudek opowiada się za wprowadzeniem limitów kadencji dla posłów i senatorów, argumentując, że wszystkie funkcje publiczne powinny być objęte zasadą kadencyjności, aby zapobiec alienacji klasy politycznej.
- Brak ograniczeń kadencyjnych w polskim parlamencie przyczynił się do długoletniej dominacji tych samych polityków oraz paraliżował zmianę pokoleniową w partiach.
- Pomimo potencjalnych korzyści , prof. Dudek ocenia szanse na wprowadzenie kadencyjności dla parlamentarzystów jako minimalne, ponieważ wymagałoby to od polityków przegłosowania przepisów uderzających w ich własne interesy i miejsca pracy.
W polskim systemie prawnym zasadę kadencyjności znaliśmy doskonale. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej mógł sprawować swój urząd maksymalnie przez dwie kadencje. Podobne obostrzenia wprowadzono w samorządach, gdzie wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast również podlegali limitom czasowym. Tymczasem w Sejmie i Senacie od ponad trzech dekad obowiązywała zupełna dowolność — niektórzy posłowie zasiadali w ławach poselskich nieprzerwanie od lat 90.
Czy należało z tym skończyć? Do tematu odniósł się politolog, prof. Antoni Dudek, w jednym z odcinków programu „Dudek o polityce”.
Dwukadencyjność dla wszystkich
Pytanie o możliwość ukrócenia wieloletnich karier parlamentarnych zadał jeden ze słuchaczy. Profesor Antoni Dudek nie krył, że sam był zwolennikiem systemowej zmiany w tym zakresie.
- Ja byłbym za rozważeniem ograniczenia liczby kadencji także w przypadku parlamentu [...]. Wszystkie funkcje publiczne powinny być kadencyjne. To jest mój pogląd w tej sprawie - oświadczył wówczas politolog.
Poseł PiS porównał działania partii do życia Jezusa! Zdumiewające słowa, "Ludzie nie mają wdzięczności"
Ekspert wyjaśniał, że brak limitu dla władzy ustawodawczej wynikał z tradycyjnego podziału władz, sięgającego czasów Monteskiusza, gdzie ograniczenia stosowano głównie wobec władzy wykonawczej. Jego zdaniem tradycja ta nie przystawała jednak do wyzwań współczesnej demokracji, w której wieloletnie zasiedzenie na stanowiskach prowadziło do alienacji klasy politycznej.
„Dwaj starsi panowie”
Brak limitu kadencji miał bezpośrednie przełożenie na fakt, że polska scena polityczna przez ponad dwie dekady zdominowana była przez te same twarze. Jako przykład profesor podawał niekończącą się rywalizację Donalda Tuska oraz Jarosława Kaczyńskiego
- Spuśćmy zasłonę milczenia nad tymi dwoma starszymi panami, bo smutne i smętne to jest to, że ci dwaj ludzie ponad 20 lat dominują w polskiej polityce [...]. Bo nie ma dwukadencyjności - komentował dosadnie prof. Dudek.
Podkreślał przy tym, że zmiana pokoleniowa w partiach była paraliżowana właśnie przez brak prawnych mechanizmów rotacji.
Jak zauważał politolog, pomysł wprowadzenia limitów dla posłów i senatorów napotykał jednak na gigantyczny opór samych zainteresowanych. Co więcej, rozwiązania tego typu należały do rzadkości na świecie.
W Europie tylko nieliczne kraje zdecydowały się na podobny ruch (np. Węgry wprowadziły limit dwóch kadencji dla parlamentarzystów oraz szefa rządu). Z kolei na świecie ograniczenia pojawiały się sporadycznie w Ameryce Łacińskiej oraz w Azji (m.in. na Filipinach). Ciekawym przykładem była Kostaryka, gdzie po odbyciu kadencji polityk musiał zrobić przerwę przed ponownym ubieganiem się o mandat.
Szanse na zmiany?
Mimo że wprowadzenie dwukadencyjności w parlamencie mogłoby odbudować zaufanie obywateli do instytucji państwowych i odmłodzić wiekowo Wiejską, zdaniem prof. Dudka szanse na uchwalenie takich przepisów były wówczas bliskie zeru.
- Więc to jest niepopularne z oczywistych względów, bo to ogranicza, wiąże ręce klasie politycznej. I teraz pojawia się pytanie, czy politycy zdołaliby się tak samo ograniczyć? I co do tego mam poważne wątpliwości [...]. Szanse na jego przeprowadzenie oceniam jako niewielkie - podsumowywał prof. Dudek.