Cyberatak na dane Polaków. Standerski mówi o motywie sprawców
Sprawa ataku hakerskiego na firmę obsługującą portal My Doctor budzi ogromne emocje. Chodzi bowiem o dane medyczne oraz numery PESEL milionów osób. Dariusz Standerski, wiceminister cyfryzacji z Nowej Lewicy, został zapytany na antenie RMF FM, czy państwo wie już, kim są sprawcy. – Jest prowadzone w tym zakresie śledztwo. Wiemy, że prawdopodobnie tłem tego ataku była kwestia kryminalna, czyli to nie jest na szczęście atak w zakresie państwowym któregoś z wrogów Polski, ale po prostu przestępstwo o charakterze kryminalnym, pewnie dla zarobku – powiedział. Wiceminister jednoznacznie odciął ten incydent od działalności zagranicznych służb specjalnych. – Tym razem to nie były służby specjalne – stwierdził Standerski.
Zobacz: Alarm w polskim niebie i alert RCB dla dwóch województw! "Trwa zmasowany atak powietrzny"
Jednocześnie przyznał, że ujawniona luka może stanowić poważne zagrożenie na przyszłość. Gdyby podobną słabość wykorzystali hakerzy powiązani ze służbami obcego państwa, konsekwencje mogłyby dotyczyć nie tylko prywatności obywateli, ale również bezpieczeństwa Polski.
Firma nie odpowiedziała przestępcom
Z relacji przedstawionej w RMF FM wynika, że sprawcy mieli najpierw skontaktować się bezpośrednio z zaatakowaną firmą. Ta jednak nie odpowiedziała. Cyberprzestępcy zwrócili się następnie do portalu Zaufana Trzecia Strona, który powiadomił NASK. Standerski zapewniał, że wykradzione informacje są zabezpieczane przez policję i obecnie nie krążą po sieci. – To jest, to co jest ważne, dane nie krążą po sieci, są prowadzone działania operacyjne – powiedział. Jak tłumaczył, służby muszą najpierw sprawdzić prawdziwość zabezpieczonego zbioru oraz ustalić, które informacje rzeczywiście były przedmiotem ataku.
Polacy nadal nie mogą sprawdzić swoich danych
Nie wiadomo jednak, kiedy obywatele otrzymają możliwość sprawdzenia, czy ich dane znalazły się w przejętym zbiorze. Wiceminister nie potrafił wskazać, jak długo potrwają działania policji i prokuratury. Standerski podkreślił jednak, że każdy powinien uzyskać taką informację. – Uważam, że wszyscy powinni mieć informację, czy te dane były przedmiotem tego ataku i dlatego czekam na dane z policji – powiedział w RMF FM. Po przekazaniu zabezpieczonego zbioru Ministerstwo Cyfryzacji ma potrzebować około sześciu–ośmiu godzin na umieszczenie informacji w serwisie Bezpieczne Dane.
Atak ujawnił poważny problem systemowy. Portal My Doctor miał przetwarzać informacje przekazywane przez około 12 tys. podmiotów, mimo że formalnie administratorami danych pozostawały między innymi przychodnie i gabinety lekarskie. – To jest oczywiście skandal, że w taki sposób zbudowano model biznesowy i że jeden podmiot przetwarzał tak dużo, tak wrażliwych danych – przyznał Standerski.
Sprawdź: Czy prezydent jawnie działa na korzyść PiS i Konfederacji? Poznaliśmy opinie Polaków
Rząd chce rozszerzyć odpowiedzialność na firmy, które nie mają statusu administratora, ale masowo gromadzą i przetwarzają wrażliwe informacje. Pakiet zmian ustawowych ma zostać przedstawiony w przyszłym tygodniu.
Co mogą zrobić Polacy? Ważne zastrzeżenie numeru PESEL
Standerski zachęcał do zastrzegania numerów PESEL. Jak poinformował, w ostatnich dniach zrobiły to 2 mln osób, a łączna liczba zastrzeżonych numerów przekroczyła 10,5 mln. – Zastrzeżenie PESEL jest bardzo ważnym ruchem, który można zrobić tu i teraz. To jest rozwiązanie, które bardzo pomaga – przekonywał. Zastrzeżony PESEL utrudnia przestępcom między innymi zaciągnięcie kredytu, pożyczki lub podpisanie poważnej umowy z wykorzystaniem cudzej tożsamości. Nie rozwiązuje to jednak podstawowego problemu: miliony Polaków nadal czekają na informację, czy to właśnie ich dane znalazły się w rękach cyberprzestępców.