W dniu 8 października, około godziny 16, dyżurny słupskiej komendy został powiadomiony przez kierownika pociągu o pijanym pasażerze, który miał trudności z utrzymaniem równowagi. Zgodnie z informacjami przekazanymi przez rzecznika komendy, mł. asp. Amadeusza Galusa, zanim funkcjonariusze dotarli na miejsce zdarzenia, 52-letni mężczyzna upadł na dworcu, raniąc się w twarz. Policjanci udzielili mu pierwszej pomocy i wezwali służby medyczne, które zdecydowały o przewiezieniu poszkodowanego do szpitala. Nieoficjalnie wiadomo, a ustalenia dziennikarza TVN24 Roberta Zielińskiego to potwierdzają, że mężczyzna to sędzia Sądu Najwyższego Andrzej Michałowicz. Miał on w organizmie cztery promile alkoholu, a w wyniku upadku wybił sobie dwa górne siekacze. Co więcej, jego żona miała próbować zablokować działania policji, powołując się na przysługujący mu immunitet.
Zobacz: Prokuratur i policja weszli do Trybunału Konstytucyjnego! Święczkowski alarmuje Nawrockiego
Informację o zdarzeniu jako pierwsza podała Wirtualna Polska. Poproszono już o komentarz w tej sprawie przesłaliśmy do rzecznika Sądu Najwyższego, jakkolwiek do tej pory nie otrzymano jeszcze odpowiedzi. Głos w tej sprawie zabrał za to jednak Waldemar Żurek. Podczas konferencji prasowej poinformował, że "dochodzą do niego bardzo niepokojące głosy o incydencie (z udziałem - red.) tzw. "neosędziego".
Sprawdź: Taki sondaż może mocno popsuć weekend. Rząd Tuska ma nad czym myśleć
- Ta sprawa musi zostać bardzo dokładnie wyjaśniona. Zwracaliśmy wielokrotnie uwagę na to, że tak zwana neo-KRS wybierała także do Sądu Najwyższego, naszym zdaniem z naruszeniem prawa, osoby, które nie spełniają wymogów nieskazitelności charakteru. (...) To zachowanie niedopuszczalne, wskazuje, jak bardzo kulejący był proces nominacji i z zadziwieniem przyjmowałem pewne kandydatury, które przechodziły. Nie będziemy zamiatać tych spraw pod dywan, doprowadzimy do tego, żeby Sąd Najwyższy funkcjonował w sposób prawidłowy - mówił minister sprawiedliwości.