- USA wyślą do Polski dodatkowe 5000 żołnierzy, a strona amerykańska zgodziła się rozpocząć rozmowy o stałej obecności wojsk USA, co wymagałoby budowy dużej bazy („małego miasteczka”) finansowanej przez Polskę.
- W ciągu kilku tygodni ma zapaść decyzja, jakie konkretne jednostki trafią do Polski; jednocześnie trwa proces ustalania, jak Europa ma stopniowo przejmować część zdolności wojskowych USA, aby nie powstały luki w odstraszaniu Rosji.
- Ustalono mechanizm, dzięki któremu środki z SAFE trafią do służb mundurowych (SG, Policji, SOP) poprzez przesunięcia budżetowe, a Zalewski podkreśla, że współpraca z USA i NATO pozostaje kluczowa dla bezpieczeństwa Polski.
"Super Express": — Odbył pan wraz z wiceministrem obrony Cezarym Tomczykiem rozmowy z przedstawicielami Białego Domu i Pentagonu w Stanach Zjednoczonych. Jakie są najważniejsze efekty, wnioski i ustalenia z tych spotkań?
Paweł Zalewski: — Myślę, że najważniejszym efektem jest decyzja pana prezydenta Trumpa o wysłaniu dodatkowych 5000 żołnierzy do Polski. Decyzja o wstrzymaniu tej rotacji tydzień wcześniej wywołała jednak pewien kryzys w kraju, szereg pytań i wątpliwości. Natomiast najważniejsze jest to, w jaki sposób ten kryzys został rozwiązany oraz fakt, że pan prezydent Trump podjął decyzję, by jednoznacznie przeciąć wszelkie spekulacje i wątpliwości. Pokazał, że nie tylko Stany Zjednoczone są ważne dla Polski. To jest poważne doświadczenie, które przeżyliśmy wszyscy, i myślę, że tak naprawdę wszyscy Polacy się do tego przyczynili. Jednym z istotnych argumentów decyzji pana prezydenta Trumpa było przekonanie, że wola Polaków, aby być ramię w ramię z Amerykanami w NATO, jest istotnym atutem dla polityki amerykańskiej. To powoduje, iż Amerykanie powinni pokazać swoje zaangażowanie w relacjach z Polską. Zatem myślę, że to jest najważniejszy efekt, bo to był jeden z głównych tematów naszych rozmów. Przyczynili się do tego przede wszystkim wszyscy Polacy, którzy opowiadają się za ścisłym sojuszem strategicznym z Ameryką, a także wszyscy, którzy odegrali swoją rolę na każdym poziomie: w rządzie, ale także w Kancelarii Prezydenta. Sądzę więc, że jest to po prostu nasz wspólny sukces.
Radosław Sikorski reaguje na wieść o amerykańskich żołnierzach. "Chcę podziękować"
— Pentagon najpierw wstrzymał wysyłkę do Polski 4000 żołnierzy, później prezydent Trump powiedział, że wyśle 5000 żołnierzy. Ile w sumie będzie żołnierzy amerykańskich w Polsce i kiedy oni dotrą do naszego kraju?
— Aktualnie dowództwo amerykańskie w Europie analizuje, jakie oddziały powinny być przemieszczone do Polski. Umówiliśmy się, że w ciągu kilku tygodni – myślę, że od dzisiaj za około trzy tygodnie – powinniśmy uzyskać na to odpowiedź. Mam świadomość, że przyzwyczailiśmy się do tego, aby liczyć każdego jednego żołnierza amerykańskiego w Polsce. To oczywiście jest ważne, ale chciałbym zwrócić uwagę, że najważniejsze są jednak zdolności wojskowe Amerykanów, określane przez sprzęt i uzbrojenie, którym dysponują. Kluczowe z punktu widzenia odstraszania jest także to, jakimi zdolnościami amerykańskimi dysponuje polska armia. Uzyskałem potwierdzenie gotowości amerykańskiej do rozpoczęcia rozmów o stałej obecności żołnierzy USA w Polsce. To jest bardzo poważna kwestia, ponieważ oznaczać to będzie zobowiązanie po stronie państwa polskiego do wybudowania „małego miasteczka” dla żołnierzy amerykańskich, zgodnie ze standardami US Army. Będzie to poważny wysiłek finansowy, ale traktujemy go jako inwestycję w nasze bezpieczeństwo oraz bardzo dobry sposób na odstraszanie Rosji. Rozmawiamy o tym, aby Amerykanie posiadali w Polsce bardzo poważne zdolności do uderzeń strategicznych, ale także, aby polska armia była w nie wyposażona w taki sposób, by tworzyć dylematy strategiczne dla Rosji.
— Jak duże są szanse na to, że będzie stała obecność amerykańskich wojsk?
— Fakt, że Amerykanie zgodzili się na rozpoczęcie rozmów, czego wcześniej unikali, pokazuje, że szansa jest. Po drugie, wiadomo już od pewnego czasu, że Amerykanie w Europie będą chcieli oprzeć swoją obecność na stałej formule, a nie rotacyjnej. Biorąc pod uwagę deklarację pana prezydenta Trumpa, że nie będzie chciał, aby liczba żołnierzy uległa zmniejszeniu, oznacza to, że formuła ich obecności zostanie zamieniona na stałą.
— Gdzie może powstać miasteczko dla US Army, o którym pan wspomniał?
— Nie chciałbym w tym momencie tego przesądzać. Na pewno istotna będzie współpraca lokalnych samorządów. W projekt zaangażowane będą pieniądze budżetowe, ale nie obejdzie się bez doskonałej współpracy z samorządem. Dla miejscowości, w których taka baza potencjalnie powstanie, będzie to bardzo korzystne finansowo w długim terminie. Tego typu baza to kilka tysięcy osób, co generuje wielkie zapotrzebowanie na usługi i różnego rodzaju zamówienia. Najpierw jednak musimy porozumieć się z Amerykanami.
— Kto poniesie koszt tworzenia tego miasteczka, osiedla czy bazy stałej?
— Budżet państwa.
— Czy nasz budżet już dzisiaj pokrywa koszty obecności wojsk amerykańskich w Polsce? Jak duże są to środki? Wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz mówił, że to 15 tys. dolarów rocznie na jednego żołnierza.
— Tak, to 15 tys. dolarów na jednego żołnierza. Są to środki, które efektywnie otrzymuje US Army zgodnie z umową o współpracy bilateralnej. Mówimy o stacjonowaniu żołnierzy na podstawie umowy dwustronnej polsko-amerykańskiej. Pamiętajmy, że obok tego w Polsce stacjonują żołnierze w ramach sił NATO (np. w Orzyszu i Bemowie Piskim) i tych jednostek wspomniane kwestie nie obejmują.
— Amerykanie sami też inwestują w infrastrukturę, którą posiadają w Polsce, na przykład w Powidzu czy Żaganiu. Czy te obiekty są zintegrowane z naszym systemem obrony, czy też są to niezależne enklawy armii amerykańskiej?
— Generalnie inwestycje dokonywane dla żołnierzy amerykańskich stacjonujących w Polsce w oparciu o umowę bilateralną są realizowane przez Polskę. Oczywiście są one zgodne ze standardami natowskimi, które obowiązują zarówno Polaków, jak i Amerykanów.
— Mówimy o zachęceniu Amerykanów do stałej obecności w Polsce, ale oni od lat podkreślają, że chcą ograniczyć obecność w Europie.
— Dlatego istotnym procesem jest zwiększanie zdolności NATO poprzez wzmacnianie potencjału wojskowego państw europejskich. Wiadomo, że Amerykanie będą chcieli wycofać część swoich zasobów z Europy i przerzucić je na Daleki Wschód. Uzgodniliśmy, że proces zastępowania zdolności amerykańskich europejskimi będzie odbywał się stopniowo, tak aby nie powstały żadne luki w odstraszaniu Rosji. To bardzo ważny projekt – Europa przejmuje większą odpowiedzialność za swoją obronę konwencjonalną.
— Kiedy ten proces zastępowania zdolności amerykańskich europejskimi się zakończy? Czy są jakieś daty graniczne?
— To jest kwestia uzgodnień, które właśnie rozpoczynamy. Musimy poznać, jakie konkretnie zdolności wojskowe Amerykanie chcieliby zdjąć z europejskiego teatru działań. Wtedy będziemy wiedzieli, o co musi wzmocnić się Europa i kiedy będziemy mogli pozyskać odpowiednie uzbrojenie. Porozumieliśmy się co do zasad: proces będzie stopniowy i bez luk w odstraszaniu.
— Po zawetowaniu ustawy przez prezydenta środki z SAFE nie mogą trafić do służb cywilnych. Czy wojsko nie może samo dokonać zakupów sprzętu z SAFE i przekazać sprzętu policji czy Straży Granicznej?
— Ustaliliśmy mechanizm, dzięki któremu Straż Graniczna, Policja i Służba Ochrony Państwa otrzymają te środki. Kwota, która miała być wydana na projekty pozawojskowe, zostanie wydana na projekty wojskowe. To doprowadzi do tego, że nie wydamy z budżetu państwa pewnych środków planowanych na wojsko (bo zostaną pokryte z rachunku SAFE), i te zaoszczędzone środki budżetowe zostaną przekazane służbom. Zgodnie z prawem środki z budżetu MON mogą być wykorzystywane wyłącznie na rzecz polskich Sił Zbrojnych, dlatego musieliśmy znaleźć taką formułę.
Rozmawiał: Adam Brzozowski